Reklama
DGP poznał propozycję skargi na unijne rozporządzenie, które wiąże wypłatę europejskich pieniędzy z praworządnością. Przygotowało ją Ministerstwo Sprawiedliwości i skierowało do ministra ds. europejskich Konrada Szymańskiego. Resort zarzuca Brukseli niewłaściwą podstawę prawną rozporządzenia i jego niedostateczne uzasadnienie. Komisja Europejska w ocenie MS nie wykazała związku między naruszeniami podstawowych wartości UE a należytą ochroną wspólnotowego budżetu. Resort Zbigniewa Ziobry przypomina przy tym, że do analogicznych wniosków doszła już wcześniej służba prawna Rady. Wytykała ona, że w miejsce należytych podstaw Komisja wskazała, że „instytucje, takie jak Parlament Europejski, i ogół społeczeństwa zażądały od UE podjęcia działań w celu ochrony praworządności”. Według resortu niewykazanie związku z ochroną budżetu to istotne uchybienie proceduralne, które musi prowadzić do stwierdzenia nieważności aktu prawnego.
Na razie nie wiadomo, czy rząd podzieli argumentację resortu Zbigniewa Ziobry, ale – jak słyszymy – w tym przypadku nie ma istotnych rozbieżności między PiS a Solidarną Polską. Możliwe więc, że ta argumentacja utrzyma się w finalnej wersji dokumentu. Prace nad nim trwają, a czas na złożenie skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE mija w połowie marca.
Przedmiotem projektu skargi jest unijne rozporządzenie z 16 grudnia 2020 r. w sprawie ogólnego systemu warunkowości służącego ochronie budżetu Unii. To o nie trwała batalia o perspektywę budżetową, którą Polska i Węgry były gotowe zawetować. Ostatecznie na grudniowym szczycie udało się zawrzeć kompromis, a jednym z jego elementów jest zaskarżenie rozporządzenia do Trybunału Sprawiedliwości UE. Do tego momentu ewentualne blokowanie wypłat z unijnej kasy ma zostać wstrzymane.
Resort Zbigniewa Ziobry proponuje, by Polska podniosła niezgodność rozporządzenia z art. 7 unijnego traktatu. To on określa procedurę, która może prowadzić do nałożenia sankcji na państwo uznane za niepraworządne. Procedurę tę uruchomiono wobec Polski w grudniu 2017 r., ale do tej pory żadne rozstrzygnięcia nie zapadły. W ocenie MS zasadniczym mankamentem rozporządzenia jest to, że nie uzależnia ono wszczęcia mechanizmu warunkowości od uruchomienia procedury z art. 7. „Takie pojęcie pozwala wnioskować o niezależności obu procedur, co przecież godzi w zasadę praworządności na poziomie samej Unii. Oznaczałoby to, że traktatowo określona procedura z art. 7 TSUE, której wymogi są w praktyce trudne do osiągnięcia ze względów proceduralnych, jest zastępowana przez regulowany prawem wtórnym mechanizm warunkowości, stosowany relatywnie łatwo i który z zasady ma powodować dolegliwości o charakterze finansowym” – podkreśla resort sprawiedliwości.
MS zarzuca też rozporządzeniu naruszenie zasady równego traktowania państw członkowskich. „Skoro Komisja [Europejska] ma dokonywać »dogłębnej oceny jakościowej« m.in. w oparciu o stanowiska Komisji Weneckiej, która uzależnia ocenę konkretnych rozwiązań prawnych w zakresie powołań sędziowskich od podziału państw na »starsze demokracje« i »nowe demokracje«, to oczywistym staje się, że rozporządzenie generuje poważne ryzyko zróżnicowanego traktowania poszczególnych państw członkowskich” – czytamy w dokumencie. Dalsze zarzuty dotyczą naruszenia zasady pewności prawa (wynikająca z „szerokiej swobody decyzyjnej dla Komisji”). Podważany jest też faktyczny cel wydania spornego rozporządzenia, czyli ochrona budżetu UE.
„Ze sprawozdań rocznych Trybunału Obrachunkowego dotyczących wykonania budżetu UE wynika bowiem, iż zarządzanie finansami UE ulega w istocie poprawie. Odnotowuje się bowiem wyraźny spadek procentowego udziału błędów. O ile w 2014 r. było to 4,4 proc., w 2015 r. – 3,8 proc., to w 2016 r. to już tylko 3,1 proc.” – wynika z dokumentu. MS uważa, że chodzi o ochronę praworządności, dlatego dokumentowi bardziej odpowiadałby pierwotny tytuł rozporządzenia „w sprawie ochrony budżetu UE w przypadku braków w zakresie praworządności w państwach członkowskich”. Stanowisko resortu trafiło do kancelarii premiera. Za przygotowanie skargi odpowiada Konrad Szymański, minister ds. europejskich. W tej chwili trwają prace nad jej ostateczną wersją. Jak wynika z naszych informacji, na razie nie widać większych sporów, ale w rządzie słyszymy, że nie powinno się dyskutować publicznie o skardze, dopóki nie zostanie przyjęta przez Radę Ministrów. Na jej przygotowanie Polska ma czas do 15 marca.
Sprawa rozporządzenia dotyczącego praworządności dzieli rząd od lipca 2020 r. Zdaniem premiera Mateusza Morawieckiego ustalenia szczytów z lipca i grudnia gwarantują, że rozporządzenia nie będzie można instrumentalnie wykorzystać przeciwko Polsce i zablokować z powodów politycznych transferów do naszego kraju. Innego zdania są politycy Solidarnej Polski, którzy wzywali do zawetowania budżetu, a dziś uważają, że KE nie będzie stosować się do obietnic. Choć obie strony są poróżnione co do faktycznego znaczenia rozporządzenia, zgadzają się co do tego, że skarga nie powinna trafić do TSUE.
Ziobrystom zależy na rozstrzygnięciu trybunału, by móc ogłosić polityczny sukces. Jeśli TSUE uwzględni skargę, Solidarna Polska przypomni, że miała rację, gdy krytykowała Morawieckiego za to, że „uległ Brukseli w negocjacjach”. Jeśli zaś TSUE odrzuci skargę Polski, będzie argumentować, że premier przegrał batalię z UE i nasz kraj musi się liczyć z zagrożeniem dla wypłaty eurofunduszy. Sprawa skargi pośrednio wpływa też na taktykę związaną z ratyfikacją funduszu odbudowy. To właśnie rozporządzenie było bezpośrednim powodem, dla którego SP zapowiedziała zawetowanie ustawy ratyfikacyjnej w Sejmie. W tej sprawie ziobryści grają na zwłokę, starając się zablokować przyjęcie ustawy przez rząd, o czym pisaliśmy we wczorajszym numerze DGP.
Polska i Węgry mają czas na złożenie skargi do 15 marca, co potwierdza minister ds. europejskich Konrad Szymański. Solidarna Polska liczy, że rozstrzygnięcie zapadnie jeszcze w tym półroczu, bo KE zapowiedziała wniosek o przyspieszenie postępowania w TSUE. To jednak optymistyczne założenie, bo średni czas na rozpatrzenie skargi w trybie przyspieszonym wynosi osiem miesięcy, choć w sprawie brexitu zapadło już w ciągu kwartału. Jak słyszymy w Brukseli, to jednak mało prawdopodobny scenariusz i trzeba się liczyć z perspektywą końca roku. Tymczasem KE chce, by pierwsze pieniądze z funduszu odbudowy popłynęły do stolic już w lipcu, co oznacza, że do tego czasu procesy ratyfikacyjne powinny się zakończyć we wszystkich parlamentach narodowych.