Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Największe absurdy walki z internetowym piractwem

Ten tekst przeczytasz w mniej niż minutę
DRM-y Cyfrowe zabezpieczenia (DRM-y) w założeniu miały chronić wydawców i utrudniać życie internetowym piratom. Tymczasem okazały się istną katastrofą, na której najwięcej stracili uczciwi konsumenci. Stracili również wydawcy – swoją reputację. Idea byłą dość prosta gracz nabywający grę obwarowaną zabezpieczeniami DRM, musi aktywować ją przez internet i przypisać do swojej aplikacji klienckiej (np. Steam, Origin). Jeśli tego nie zrobi, to nie uruchomi zakupionego produktu. Innym (popularnym przed erą Steama) sposobem zabezpieczania gier było m.in. uzależnienie ich uruchomienia od tego, czy w czytniku znajduje się oryginalna płyta. Pomysły te stały się prawdziwą zmorą dla graczy – ale tylko tych uczciwych. Wystarczy przypomnieć wydarzenia towarzyszące premierom takich gier, jak „Diablo III” czy „Assassin’s Creed 2”. Przeciążone serwery, wielogodzinne (a czasem wielodniowe) oczekiwanie na aktywację gry, problemy z uruchomieniem tytułu oraz inne błędy i niedociągnięcia – to tylko niektóre trudności, z którymi musieli sobie radzić nabywcy oryginalnych wersji gier. A piraci? Oni DRM-ami przejmować się nigdy nie musieli. Kopie gier, które trafiają do sieci P2P są wolne od jakichkolwiek zabezpieczeń. Wystarczy odpowiedni „crack” i możemy je uruchomić bez potrzeby łączenia się z internetem czy też wkładania do czytnika oryginalnej płyty.
DRM-y Cyfrowe zabezpieczenia (DRM-y) w założeniu miały chronić wydawców i utrudniać życie internetowym piratom. Tymczasem okazały się istną katastrofą, na której najwięcej stracili uczciwi konsumenci. Stracili również wydawcy – swoją reputację. Idea byłą dość prosta gracz nabywający grę obwarowaną zabezpieczeniami DRM, musi aktywować ją przez internet i przypisać do swojej aplikacji klienckiej (np. Steam, Origin). Jeśli tego nie zrobi, to nie uruchomi zakupionego produktu. Innym (popularnym przed erą Steama) sposobem zabezpieczania gier było m.in. uzależnienie ich uruchomienia od tego, czy w czytniku znajduje się oryginalna płyta. Pomysły te stały się prawdziwą zmorą dla graczy – ale tylko tych uczciwych. Wystarczy przypomnieć wydarzenia towarzyszące premierom takich gier, jak „Diablo III” czy „Assassin’s Creed 2”. Przeciążone serwery, wielogodzinne (a czasem wielodniowe) oczekiwanie na aktywację gry, problemy z uruchomieniem tytułu oraz inne błędy i niedociągnięcia – to tylko niektóre trudności, z którymi musieli sobie radzić nabywcy oryginalnych wersji gier. A piraci? Oni DRM-ami przejmować się nigdy nie musieli. Kopie gier, które trafiają do sieci P2P są wolne od jakichkolwiek zabezpieczeń. Wystarczy odpowiedni „crack” i możemy je uruchomić bez potrzeby łączenia się z internetem czy też wkładania do czytnika oryginalnej płyty. / ShutterStock

Powiązane

Reklama

Komentarze(0)

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut. Zanim dodasz komentarz -zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
    Reklama
    Reklama

    Zobacz więcej