W cyberprzestrzeni mimo pandemii nie doszło do zawieszenia działalności kryminalnej lub wywiadowczej. Część trwających operacji przestawiono, by dopasować przekaz do warunków. Zamiast e-maili zachęcających, by zapoznać się z fałszywą fakturą, szablon komunikował treść związaną z koronawirusem.
W nadużyciach była pomocna nawet popularność aplikacji do śledzenia kontaktów międzyludzkich (w Polsce taką aplikacją jest ProteGoSafe). Gdy ktoś zainstaluje taką aplikację, może się spodziewać powiadomień o potencjalnym kontakcie z osobą zainfekowaną. Przy czym dla zwykłego użytkownika nie musi być jasne, że powiadomienia powinny się znaleźć wyłącznie w aplikacji. Część użytkowników nie będzie się nad tym zastanawiać i kliknie w link, który nadejdzie innym kanałem, choćby w fałszywej wiadomości SMS.
Były też cyberataki utrudniające pracę szpitalom i ośrodkom badawczym. Zakłócenia w pracy takich jednostek mogą mieć realne przełożenie na życie i zdrowie ludzi. W tym sensie przewidywania z raportu Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża z maja 2019 r. o ryzyku cyberataków, odnoszące się do operacji wymierzonych w ośrodki badające wirusy, mają dziś szczególnie ponury wydźwięk. Nikt nie mógł przewidzieć, że akurat ta część raportu tak szybko stanie się aktualna. Pandemia i związane z nią globalne problemy cyberbezpieczeństwa były oceniane jako ryzyko o niskich szansach zajścia. Jednak nieprawdopodobne nie znaczy niemożliwe.