Coraz więcej krajów myśli o zablokowaniu dostępu do najpopularniejszej aplikacji na świecie. Oficjele twierdzą, że firma zarządzająca serwisem TikTok może działać na zlecenie rządu w Pekinie.
ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna
Najpopularniejsi amerykańscy influencerzy na TikToku zaczęli publikować filmy, w których żegnają fanów i jednocześnie zachęcają do śledzenia profili w innych mediach społecznościowych. Wielu specjalistów ocenia, że groźba wyrzucenia chińskiej aplikacji z amerykańskich wersji elektronicznych sklepów Google’a i Apple’a może ziścić się w najbliższych tygodniach; podobne kroki rozważają też Wielka Brytania i Australia. Oficjalnym powodem są podejrzenia dotyczące zbierania przez aplikację danych użytkowników i przekazywania ich chińskim władzom.
Czarne chmury nad TikTokiem, który odniósł oszałamiający sukces, notując ponad 2 mld pobrań oraz zyskując 800 mln zarejestrowanych użytkowników, zaczęły zbierać się 29 czerwca. Tego dnia rząd Indii zablokował obywatelom dostęp do 58 aplikacji, którymi zarządzają firmy zza Wielkiego Muru. Powodem decyzji była potyczka induskich i chińskich żołnierzy na nieuregulowanej od wojny w 1962 r. granicy w Himalajach. Szacuje się, że odciętych od TikToka zostało 200 mln Indusów (30 proc. użytkowników aplikacji), a firma ByteDance Ltd, zarządzająca platformą, straciła ok. 6 mld dol. potencjalnych przychodów.
Ale TikTok wciąż pozostaje najpopularniejszą aplikacją na świecie, zaś wartość ByteDance, najlepiej wycenianego start-upu w historii, przekroczyła już ponad 100 mld dol. Fenomenu aplikacji TikTok nadal nie są w stanie zrozumieć nawet specjaliści zajmujący się marketingiem. A jej sukces to przykład, jak poważną konkurencją dla amerykańskich firm technologicznych stały się podmioty z Państwa Środka.

Młodzieżowy serwis

Czym jest TikTok, który nagle zaczął być uznawany za największe zagrożenie dla naszej prywatności? To platforma umożliwiająca publikowanie krótkich treści audiowizualnych (od 6 do 60 sekund). Została uruchomiona przez ByteDance we wrześniu 2016 r. (w Chinach to osobna aplikacja Douyin) i początkowo była dostępna jedynie w Azji. Start-up z siedzibą w Pekinie zarządzał już niezwykle popularną w Chinach platformą Toutiao, oferującą użytkownikom informacje i ogłoszenia – „zestawy” przygotowywano, wykorzystując algorytmy sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. W ByteDance zainwestowało wiele prywatnych firm i funduszy zarówno z Państwa Środka, jak i z USA. Dzięki temu ledwie rok później firma była w stanie kupić za miliard dolarów podbijającą Zachód aplikację Musical.ly, zarządzaną przez chińsko-amerykański start-up, po czym przeniosła do siebie konta jej 60 mln użytkowników. Od tego momentu TikTok zaczął szybko zdobywać popularność i już w lutym 2019 r. zanotował miliard pobrań na smartfony. Na początku 2020 r. zdeklasował w USA Disneya+, Instagrama, Messengera, Facebooka, Snapchata i YouTube’a. Dziś aż 20 proc. przychodów z TikToka ByteDance czerpie właśnie z rynku amerykańskiego.
Aż 41 proc. użytkowników TikToka to osoby w wieku 15–24 lata. Serwis przede wszystkim wypełniają krótkie teledyski zsynchronizowane z muzyką, twarze zasłonięte filtrami wspomaganymi systemami sztucznej inteligencji i nakładki na obraz wykorzystujące technologię rozszerzonej rzeczywistości. Zakres treści nie jest jednak ograniczony do nastolatków wykonujących skomplikowane układy choreograficzne w rytm najnowszych hitów. Na TikToku można znaleźć m.in. mnóstwo poradników, np. z zakresu fotografii, technik montażu czy nagrywania filmów.
Jest też sporo kontrowersyjnych treści, w których nastolatkowie popisują się np. atrakcyjnością seksualną. I często płeć przeciwna – lub nieprzeciwna, bo w serwisie jest dużo osób deklarujących się jako homoseksualne – odpowiada na te klipy. Wizualna odpowiedź jest dołączana do pierwotnego materiału, po czym pojawia się na profilu odpowiadającego. Tego typu odpowiedzi co do zasady służą kreatywnemu łączeniu treści użytkowników z różnych zakątków świata, jednak nierzadko ta funkcjonalność sprowadzana jest na nieco bardziej intymne rejony.

Uniwersalny język

W aplikacji trendy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Jednego dnia użytkownicy tańczą do piosenki „Old Town Road” Lil Nas X (promując ją tak intensywnie, że zdobyła dwie statuetki Grammy w 2019 r.), kolejnego robią zdjęcia łąk pełnych kwitnących kwiatów, następnego parodiują sceny sadomasochistycznego seksu z naszej rodzimej produkcji „365 dni”, a dzień później przebierają się za postacie z najpopularniejszych seriali telewizyjnych. Niektóre z filmików notują nawet miliardy wyświetleń.
Marcin Żukowski, współtwórca Nieagencji, firmy zajmującej się marketingiem i komunikacją w internecie, przyznaje, że za trendami na TikToku bardzo trudno nadążyć. A specjaliści od PR wciąż zastanawiają się, jak wykorzystać potencjał reklamowy aplikacji. – To znakomity serwis dla osób, które chcą zaistnieć i mieć globalnie bardzo szerokie zasięgi. Jednak dla reklamodawców chińska aplikacja pozostaje pewną anomalią. Mało kto wie, dlaczego w zasadzie nastolatkowie spędzają na niej tak dużo czasu – mówi Żukowski.
Opowiada, że jego agencja zrealizowała kampanię dla rodzimej marki kosmetyków, chcącej dotrzeć do młodszej grupy odbiorców. I choć liczba wyświetleń reklam z wykorzystaniem influencerów była imponująca, to nie przełożyła się na zaangażowanie typowe dla innych mediów społecznościowych. Przeprowadzony tam konkurs cieszył się mniejszym powodzeniem niż na Facebooku czy Instagramie. Żukowski uważa, że powodem jest zbytnie rozproszenie grupy obserwujących influencerów na TikToku. – Cóż z tego, że dany użytkownik posiada np. 5 mln fanów, skoro zaledwie niewielka część z nich to użytkownicy z Polski, którzy mogliby być potencjalnie zainteresowani produktami rodzimej marki – mówi ekspert. I dodaje, że nie pomaga też nadreprezentacja nastolatków, którzy nie są najbardziej interesującą dla reklamodawców grupą. A to dlatego, że najczęściej nie posiadają własnych budżetów i tym samym nie kupują aż tak wiele jak przykładowo 30-latkowie. – Poza tym TikTok jest medium nowym, trochę nieokreślonym i nieokrzesanym. Z tego powodu użytkownicy są nastawieni na to, że będą oglądać śmieszne i angażujące filmiki. Nie spodziewają się zaś profesjonalnego „wsadu” reklamowego, co może być szansą, jak również zagrożeniem dla marek – ocenia Żukowski.
Jego zdaniem TikTok musi się jeszcze wiele nauczyć w kwestii oferowania odpowiednich narzędzi dla reklamodawców. Tu nie dorasta nawet do pięt Facebookowi czy Instagramowi. Te proponują bardzo konkretne i skuteczne narzędzia profilowania użytkowników, dzięki czemu kampanie prowadzą do konkretnych, mierzalnych wyników dla reklamodawców. Jeśli TikTok chciałby powtórzyć ich sukces, musi zbudować podobny ekosystem marketingowy. – Swojego czasu podobnie niezrozumiałym fenomenem była aplikacja Snapchat. Tamtejszy format zdobył serca nastolatków, ale nie dawał możliwości lokowania dobrych reklam. Format ten został skutecznie zaimplementowany do serwisów Facebooka i dopiero wtedy rozkwitł – przypomina Żukowski.
W czym zatem tkwi siła przyciągania TikToka? Zdaniem eksperta – to „język” aplikacji. Piosenki, które stały się globalnymi hitami, są atrakcyjne w wielu zakątkach świata. – Dzięki nim można wyrażać w sposób uniwersalny emocje, które będą tak samo zrozumiałe dla Koreańczyków, Polaków czy Amerykanów. To niesamowity przykład tego, jak ludzie, pomimo teoretycznie wielu różnic i dzielących ich tysięcy kilometrów, potrafią komunikować się za pomocą muzyki, tańca oraz memów – przyznaje Marcin Żukowski.

Grad krytyki

Jednak rządy wielu państw oraz organy nadzorcze stojące na straży prywatności obywateli nie zachwycają się aplikacją. Na początku 2019 r. amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC) nałożyła na TikToka grzywnę w wysokości 5,7 mln dol. za nieuprawnione przetwarzanie danych dzieci. W tym samym czasie władze USA zakazały też pobierać TikToka osobom związanym z rządem i obronnością. Na to samo zdecydowało się wiele prywatnych firm i instytucji finansowych, ostatnio np. holding Wells Fargo.
Z kolei brytyjski organ ds. ochrony danych osobowych (ICO) wszczął śledztwo w związku z tym, że otwarty system wiadomości w ramach aplikacji może umożliwiać niekontrolowany kontakt z dziećmi, stwarzając potencjalne zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. W Wielkiej Brytanii mówi się otwarcie, że TikTok może podzielić los Huaweia, który nie został dopuszczony do budowy sieci 5G. A opinię publiczną rozpaliła niedawno publikacja dziennika „The Telegraph”, która ujawniła politykę postępowania aplikacji z pedofilami. Użytkownicy, którzy zostali zgłoszeni do administracji portalu za wysyłanie wiadomości o charakterze erotycznym, otrzymują sankcję w postaci blokady konta na tydzień. Przy drugim przewinieniu – ban trwa miesiąc. Dopiero za trzecim razem konto jest blokowane. Marcin Żukowski mówi jednak, że globalne serwisy nie są policją i nie na nich powinien być zrzucany obowiązek ścigania pedofili. One mogą jedynie współpracować z organami ścigania. – Poza tym nic nie zastąpi edukacji. Zarówno dzieci, które mogą mieć kontakt z przestępcami seksualnymi, jak i rodziców, którym wydaje się, że na TikToku chodzi tylko o taniec i śmieszne filmiki. Sama platforma zdecydowanie ma możliwości przestrzegania młodszych użytkowników przed niebezpiecznymi kontaktami. Ale do tego potrzeba doświadczenia w prowadzeniu globalnego serwisu, którego TikTok wydaje się jeszcze nie mieć – ocenia Żukowski.
Ten brak doświadczenia wychodzi na jaw. Kilka dni temu Korea Południowa nałożyła na TikToka karę w wysokości 154 tys. dol. (ok. 3 proc. przychodu z rynku koreańskiego) za bezpodstawne zbieranie danych o małoletnich i przetwarzanie ich poza granicami kraju. W kwietniu holenderski organ stojący na straży przestrzegania RODO wszczął postępowanie w podobnej sprawie. Zaś 9 czerwca Europejska Rada Ochrony Danych powołała grupę w celu uzyskania kompleksowych informacji o przetwarzaniu danych i praktyk stosowanych przez TikToka w całej Unii Europejskiej.
Na łamach DGP prawnicy wskazywali („Krzem z Pekinu” w Magazynie DGP z 30 kwietnia 2020 r.), że chińskie pochodzenie aplikacji może stanowić dla niej wielkie obciążenie. Dr Szymon Syp, adwokat i partner w kancelarii B2RLaw Jankowski, Stroiński, Zięba & Partners, mówił, że TikTok posiada narzędzia do śledzenia i rozpoznawania twarzy wykorzystujące profilowanie przy wsparciu sztucznej inteligencji. Co robi firma z tymi danymi – nie wiadomo. Pewnym jest, że przed nieuprawnionym przetwarzaniem danych osobowych może nas nie ochronić RODO. – Trudno oczekiwać, by europejskie organy nadzorcze zyskały dostęp do kodu źródłowego aplikacji stworzonych przez chińskie spółki czy wgląd w dane składowane na zagranicznych serwerach – mówił dr Syp.
Na początku 2020 r. oddział badawczy firmy Check Point, produkującej sprzęt i oprogramowanie, potwierdził istnienie wielu luk w zabezpieczeniach TikToka, które potencjalnie umożliwiają przejęcie konta i publikowanie na nim własnych treści, a także dostęp do danych. – Były też zastrzeżenia ze strony innych ekspertów, że TikTok zbierał nadmiarowe informacje o użytkownikach. Takie działanie cechuje jednak wiele dużych portali społecznościowych. Trzeba pamiętać, że za postęp technologiczny użytkownicy płacą informacjami o sobie – ocenia Karolina Załęgowska, wiceszefowa Instytutu Studiów Azjatyckich i Globalnych im. Michała Boyma.
Tego typu argumenty nie trafiają jednak do polityków. Krytycznie o chińskiej platformie wypowiada się premier Australii Scott Morrison. Otwarcie mówi o tym, że obywatele powinni być bardziej świadomi, jakie jest pochodzenie tej aplikacji i jakie w związku z tym pojawiają się ryzyka. Lee Hunter, zarządzający australijskim oddziałem TikToka, w liście do rządu w Canberze napisał, że ByteDance jest firmą prywatną i niezależną od ideologii Pekinu. Jego zdaniem przedsiębiorstwo zostało wciągnięte w środek „politycznego futbolu” rozgrywanego pomiędzy niektórymi krajami.
Sekretarz stanu USA Mike Pompeo otwarcie mówi, że TikTok może być potencjalnie używany przez chiński rząd do szpiegowania obywateli oraz wykorzystywany do propagandy i dezinformacji. Powiedział też, że prezydent Donald Trump traktuje tę sprawę bardzo poważnie i że rząd przygląda się różnym opcjom prawnym. W sieci pojawiły się komentarze amerykańskich ekspertów zapewniających, że Google i Apple nie zgodzą się na usunięcie TikToka ze swoich sklepów elektronicznych.
Jednak Peter Barbosa, szef kanadyjskiej firmy Privacy Request, zajmującej się wdrażaniem w przedsiębiorstwach regulacji z zakresu ochrony danych osobowych, mówi mi, że nie można lekceważyć rządu. – Wystarczy, że TikTok zostanie uznany, tak jak wcześniej Huawei, za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA. Wówczas mogą zostać przyjęte regulacje dla firm prowadzących elektroniczne sklepy z aplikacjami, w wyniku których będą one zmuszone do usunięcia chińskiego serwisu ze swoich platform – wskazuje Barbosa. Ekspert przyznaje, że byłby to bardzo niebezpieczny precedens, gdyby amerykański rząd wymusił tego typu działania na prywatnych firmach.

Jak nie wiadomo, o co chodzi...

Peter Barbosa nie ma wątpliwości, że zamieszanie wokół TikToka to efekt toczącej się wojny ekonomicznej między Waszyngtonem a Pekinem. – Chińczycy wciąż blokują amerykańskim firmom dostęp do swojego rynku. Rząd Stanów Zjednoczonych może odpłacać pięknym za nadobne – ocenia Barbosa. Jego zdaniem byłoby jednak lepiej, gdyby USA, zamiast zajmować się jednostkowymi sprawami, przyjęło akt prawny taki jak unijne RODO w celu zabezpieczenia prywatności swoich obywateli. – Nadal nie ma bowiem niepodważalnych dowodów na to, że chiński rząd używa platform takich jak TikTok do szpiegowania. A dane użytkowników z USA są składowane w Stanach Zjednoczonych – zauważa Peter Barbosa.
Od dłuższego czasu ByteDance próbuje ratować wizerunek TikToka. Szefem firmy został Kevin Mayer, który wcześniej pracował w Disneyu. Aplikacja została niedawno wycofana z Hongkongu, gdy okazało się, że Pekin wprowadza tam inwigilację internetu. Tylko czy duże chińskie firmy technologiczne rzeczywiście mogą być w pełni niezależne od rządu? Karolina Załęgowska ma wątpliwości. Ekspertka przypomina, że tamtejsze przedsiębiorstwa otrzymują subwencje od rządu w Pekinie i chociażby dzięki temu tak gładko przechodzą kryzys związany z pandemią koronawirusa. Zdaniem Załęgowskiej niewątpliwie rząd chiński może być zainteresowany danymi dotyczącymi użytkowników spoza Państwa Środka, aby orientować się w trendach i zachowaniach konsumenckich.
– Dla Amerykanów TikTok nie jest jednak dużym zagrożeniem dla prywatności obywateli. To raczej dobitny przykład tego, jak bardzo chińska technologia ucieka amerykańskiej Dolinie Krzemowej w kwestii popularności i innowacyjności – konkluduje Karolina Załęgowska.
TikTok jest medium nowym, trochę nieokreślonym i nieokrzesanym. Użytkownicy są nastawieni na to, że będą oglądać śmieszne i angażujące filmiki. Nie spodziewają się profesjonalnego „wsadu” reklamowego, co może być szansą, jak również zagrożeniem dla marek