Choć towarzystwa już wyszły na plus, prowadzący pojazdy nie odczują tego w swoich kieszeniach. Według UFG liczba jeżdżących bez obowiązkowej polisy nie wzrosła
Reklama
Pierwsze półrocze zamknęło się średnią stawką za OC na poziomie 719 zł, wobec 706 zł w grudniu 2016 r. i 570 zł czerwcu 2016 r. – wynika z wyliczeń multiagencji CUK Ubezpieczenia. Towarzystwa tłumaczyły podwyżki OC ogromnymi stratami ponoszonymi na tych polisach. Były one efektem wieloletniej wojny cenowej i rosnących odszkodowań. Wzrost stawek przyniósł efekty – w I kw. 2017 r. branża na OC zarobiła łącznie 87,7 mln zł. Rok wcześniej miała 342,1 mln zł straty.
– Najbliższe miesiące pokażą nam dokładnie, w jakim stopniu podwyżki zrekompensowały straty ubezpieczycieli. Od tego głównie zależeć będzie dynamika zmian cen w drugiej połowie 2017 r. Oczywiście nie widać możliwości, by stawki wróciły do poziomu sprzed podwyżek, jednak osiągnięcie stabilności to również informacja długo wyczekiwana przez kierowców – ocenia Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Ubezpieczenia.
Po drastycznych wzrostach składek zdarza się, że koszt ochrony dorównuje wartości auta. Porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl podaje przykład dwóch kierowców, którzy sprawdzali za jej pośrednictwem koszt OC. Nie mieli zniżek u poprzedniego ubezpieczyciela i najwyższe składki, które im zaproponowano pod koniec czerwca – 4898 zł i 3463 zł, były zbliżone do szacunkowej wartości samochodów, czyli Renault Thalia (ok. 4500 zł) i Peugeot 306 (ok. 3500 zł). Najniższe oferty wynosiły 1979 zł i 1739 zł. – W takiej sytuacji właściciele aut zwykle wybierają jedno z dwóch rozwiązań. Pierwsze to zakup jak najtańszej polisy, a drugie – rejestracja auta z bardziej doświadczonym kierowcą i wykorzystanie jego zniżek. Trzeba jednak pamiętać, że po kolizji wywołanej przez mniej doświadczonego kierowcę współwłaściciel też odczuje negatywne konsekwencje finansowe – mówi Paweł Kuczyński, prezes Ubea.pl.
Podwyżki składek polis OC były bolesne praktycznie dla wszystkich kierowców. Co ciekawe, te większe dotykały raczej kierowców jeżdżących od wielu lat bez szkód i płacących relatywnie niskie składki, a nie mało doświadczonych. Towarzystwa ostrzej reagują też na szkody. Według analizy CUK Ubezpieczenia już jedna stłuczka może odebrać zniżki za bezszkodową jazdę wypracowywane przez lata i sprawia, że cena polisy zwiększa się nawet o 100 proc. Po trzech kolizjach ubezpieczenie może zdrożeć nawet siedmiokrotnie.
Ubezpieczyciele dalsze zachowanie cen uzależniają głównie od rentowności polis. A ta zależy nie tylko od wysokości składek, ale też wypłat dla poszkodowanych.
Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń, tłumaczy, że stała rentowność przy obecnych cenach oznaczałaby przyjęcie założenia, że na stałym poziomie będą utrzymywać się także świadczenia. – To raczej mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę coraz szerszą i lepszą ochronę poszkodowanych w wypadkach. Owszem, dodatni wynik techniczny z OC może się utrzymywać w kolejnych kwartałach, ale na dłuższą metę kluczowe będą ewentualne nowe regulacje czy orzecznictwo – dodaje.
W I kw. towarzystwa wypłaciły z OC 2,2 mld zł odszkodowań i świadczeń brutto. O 12,6 proc. więcej niż przed rokiem.
Wbrew obawom gwałtowny wzrost OC nie spowodował zwiększenia liczby kierowców jeżdżących bez obowiązkowej polisy – wynika z obserwacji Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, który kontroluje obowiązek wykupu ochrony i karze nieubezpieczonych. UFG przypomina przy tym, że coraz skuteczniej wykrywa brak OC, analizując ogólnopolską bazę polis komunikacyjnych. – Tzw. wirtualny policjant odpowiedzialny jest już za ponad 65 proc. wezwań do zapłacenia kar za brak OC. Stałe uszczelnianie systemu powoduje, że kierowcy nieopłacający OC coraz łatwiej zostają rozpoznani i obciążeni karą, która jest nieuchronna i ściągana przez urzędy skarbowe – informuje Aleksandra Biały z UFG.
W tym roku kara za brak OC dla samochodu osobowego przez dłużej niż 14 dni wynosi 4 tys. zł.