Czterdziestokilkulatek, który w drugiej połowie poprzedniej dekady wziął kredyt we frankach szwajcarskich, bo chciał mieć dom – to dziś typowy przypadek złego długu hipotecznego. Taki obraz wyłania się z danych firmy windykacyjnej Casus Finanse, która przeanalizowała kredyty, jakie teraz obsługuje. W swoim portfelu ma długi hipoteczne zaciągnięte w ostatnich dwudziestu latach. Połowa z nich to te z lat 2006–2008, co oznacza, że właściciele nieruchomości mają coraz większe problemy z obsługą pożyczek walutowych. Bo właśnie w tym okresie na rynku kredytowym królował frank szwajcarski. Na szybkie psucie się frankowego portfela wskazują zresztą również dane NBP. Według informacji banku co prawda nominalna wartość złych długów hipotecznych we frankach jest stosunkowo niska – bo wynosi niecałe 4 mld zł – ale za to zwiększa się ona w bardzo szybkim tempie. W sierpniu (ostatnie dostępne dane) wartość złych długów hipotecznych we frankach była większa o 28 proc. w porównaniu do danych sprzed roku.

Jak tłumaczył Sławomir Szarek, prezes Casus Finanse, pogarszająca się jakość hipotecznych kredytów walutowych jest związana ze znacznym wzrostem wysokości miesięcznej raty. Były okresy, kiedy frank szwajcarski notował kilkudziesięcioprocentowe skoki wartości. Istotną przyczyną bywa też wysokość długu. W boomie kredyty były udzielane nawet na 110 proc. wartości nieruchomości i towarzyszył temu często maksymalny okres kredytowania, do 30 lat.

W zestawieniu sporządzonym przez firmę aż trzy czwarte złych długów to pożyczki zaciągnięte na budowę lub kupno domu jednorodzinnego. Kredytobiorcy przeinwestowali – zaciągnęli duże zobowiązanie na realizację inwestycji, na którą nie było ich stać. Michał Krajkowski, analityk Domu Kredytowego Notus, zauważa, że takiemu przeinwestowaniu sprzyjała specyfika oferty kredytowej z lat 2006–2008. Kredyty we frankach były często bardziej dostępne niż w złotych. Zdarzały się sytuacje, w których klient nie był w stanie zaciągnąć kredytu złotowego ze względu na zbyt małą zdolność kredytową, ale kredyt w szwajcarskiej walucie był w jego zasięgu dzięki niższemu oprocentowaniu.

– Czasami kredyty we frankach dostawali ci, którzy nie powinni byli ich dostać. Ze swojej praktyki doradcy kredytowego pamiętam bank, który klientowi z dochodem miesięcznym na poziomie 2500 zł netto – bez pytania o dochody innych członków rodziny – udzielił właśnie kredytu we frankach, czyli obarczonego ryzykiem kursowym, z ówczesną ratą 1500 zł. Po stronie banków też jest trochę winy – ocenia Krajkowski.

Z danych Casus Finanse wynika, że tendencję do największego zadłużania się bez względu na ryzyko miały osoby w średnim wieku. Windykator podaje, że w jego portfelu największe kwotowo kredyty, bo przekraczające 500 tys. zł, zaciągały właśnie osoby po 40. roku życia. Co więcej, każdego roku do obsługi w firmie trafiają kredyty zaciągane przez coraz starszych kredytobiorców. W ostatnich trzech latach są to osoby w wieku 42–47 lat. W przypadku złych długów, jakimi firma zajęła się w ubiegłym roku, średnia wieku osób nieradzących sobie ze spłatą w terminie wynosiła 54 lata. Autorzy opracowania sugerują, że powodem mogły być utrata pracy i problem ze znalezieniem nowej, co bywa związane z wiekiem bezrobotnego.

Z analizy wynika, że średni czas trwania umowy przed wypowiedzeniem wynosił niecałe 4 lata. To tzw. dojrzewanie portfela – zwykle po kilku latach część kredytów się psuje. Michał Krajkowski zwraca uwagę na dysproporcję w tempie tego psucia między kredytami złotowymi a walutowymi. Bo o ile złe kredyty frankowe rosną w tempie 28 proc. rocznie, o tyle wartość wszystkich kredytów mieszkaniowych niespłacanych na czas zwiększyła się w tym czasie o 12 proc. Analityk DK Notus uważa, że może to być efekt zmian w wielkości rat. Raty kredytów we frankach wzrosły ze względu na osłabienie złotego. – Za to w przypadku kredytów w złotych wielkość raty spadła. Nawet jeśli ktoś ma dziś niższe wynagrodzenie niż w czasie, gdy zaciągał zobowiązanie, to jeśli jest to kredyt złotowy, jest w stanie go obsługiwać. I to może być przyczyna, dla której portfel kredytów złotowych psuje się wolniej – uważa Krajkowski.

Gdzie jest najwięcej niesolidnych dłużników? W portfelu Casus Finanse to mieszkańcy województw mazowieckiego, wielkopolskiego i dolnośląskiego. Ale może być to efekt statystyczny, bo to tereny zamożne, z dużą liczbą mieszkańców, gdzie budownictwo mieszkaniowe dynamicznie się rozwijało. W pierwszej czwórce regionów (łącznie reprezentują połowę złych długów hipotecznych) znalazło się także województwo pomorskie. To z kolei może być efekt dużej liczby nietrafionych inwestycji w nieruchomości w kurortach nadmorskich.

3,9 mld zł wartość złych kredytów we frankach, jest to 2,9 proc. wszystkich hipotecznych kredytów we frankach

27,7 proc. o tyle w ciągu roku zwiększyła się wartość niespłacanych kredytów frankowych

6,7 mld zł wartość złych kredytów hipotecznych w złotych, stanowi to 3,7 proc. całego portfela złotowych kredytów hipotecznych

3,3 proc. to wzrost wartości złych złotowych kredytów hipotecznych w ciągu ostatniego roku