W pozwach kierowanych przeciwko bankom zarzuty są dość podobne. Jak wynika z publikacji w mediach i wypowiedzi osób zaangażowanych po stronie powodów, jest to przede wszystkim łamanie postanowień dyrektywy 93/13 i art. 3851 kodeksu cywilnego, polegające na stosowaniu w umowach klauzul niedozwolonych: odwoływania się do bankowej tabeli kursów kupna i sprzedaży waluty jednostronnie, arbitralnie, ustalanej przez bank, posługiwanie się formularzem umowy, co oznacza, że pewna część warunków umowy nie jest (nie była) uzgadniana z klientem. W pozwach powtarza się stawiany bankom zarzut oszustwa. Zdaniem powodów fakt, iż kapitał kredytu wypłacany był w złotych, a rata kredytu wpłacana w złotych, a nie we frankach, ma dowodzić, iż kredyt ten był w istocie swojej kredytem złotowym, a banki udzielając tych kredytów nie dysponowały finansowaniem we frankach. Wskazuje się przy tym, że transakcja swap, która jest często wykorzystywana przez banki, nie dostarcza finansowania w walucie i służy jedynie spekulacji, ewentualnie wyprowadzaniu środków za granicę.
Przyglądając się z jednej strony zarzutom znajdującym się w pozwach kancelarii prawnych, a z drugiej przepisom prawa i zasadom ekonomii, nie można oprzeć się wrażeniu, że opis sytuacji został skutecznie zagmatwany i trudno dociec, gdzie leży prawda. Przykładowo kredyt jest produktem jednoznacznie zdefiniowanym na gruncie ekonomii i zasad rachunkowości, więc określanie go mianem „produktu kredytopodobnego” jest co najmniej irracjonalne. Równie duże zdziwienie muszą budzić rozważania, czy kredyt walutowy został udzielony w złotych czy we frankach, jakby nie można było tego natychmiast rozstrzygnąć, sięgając do ksiąg banku.