Jak pan ocenia sytuację na naszym rynku? Konsolidacje i przejęcia to już norma.

To potwierdza, że nasza gospodarka jest doceniana w świecie. Polskie firmy, których elita jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, stają się ważnymi podmiotami. Nie tylko zresztą są obiektami przejęć, ale także same zaznaczają swoją pozycję rynkową, przejmując inne firmy. Widziałbym to więc przede wszystkim jako znak dorastania i dojrzewania naszej gospodarki, reprezentowanej przez spółki giełdowe.

Wiele spółek jest w tarapatach: IDM, DSS, spółki z branży budowlanej. Czy nie podważa to wiarygodności giełdy?

Nie podważa, bo giełda nie służy do fałszowania rzeczywistości, lecz do mówienia prawdy o stanie notowanych na niej przedsiębiorstw. Ale w tym kontekście należy zastanowić się nad jakością analiz finansowych i biznesowych, a także nad jakością zarządzania finansami. Rozwój firm jest podstawą ich bytu, ale jeszcze cenniejsze, zwłaszcza dla inwestorów, jest bezpieczeństwo. Należy patrzeć na rachunek przepływów pieniężnych, na ryzyko płynności w ramach danej firmy. Problemy większości z tych firm dotyczą właśnie płynności. Dobrze, że świadomość tego jest obecnie większa niż w ciągu wielu ostatnich lat. Ale więcej plusów tych sytuacji nie widzę. Szkoda, że problemy dotknęły IDM, bo to instytucja finansowa żyjąca z zaufania klientów. Co do branży deweloperskiej to można powiedzieć, że ten biznes przechodzi zmienne koleje losu. Kilka lat temu utworzyliśmy indeks WIG-Deweloperzy, a sektor należał do najbardziej rozwijających się. Obecnie ta branża przeżywa kryzys, który jednocześnie może być dla niej szansą na przemodelowanie biznesu i wyjście na prostą.

Czy agencja ratingowa powołana przez GPW coś by zmieniła?

Wraz z Gdańską Akademią Bankową i Komisją Nadzoru Finansowego pracujemy nad powołaniem agencji ratingowej. Ta nowa instytucja powinna spełnić trzy warunki. Objąć swoim działaniem zarówno dużych, jak i małych emitentów. Złagodzić, a najlepiej wyeliminować konflikt polegający na tym, że za wystawienie oceny ratingowej płacą ci, którzy ją otrzymują. Po trzecie, ocena ratingowa powinna zawierać w sobie oceny, problemy i obserwacje oraz skłaniać do przemyśleń, a więc stanowić omówienie problemów, a nie syntetyczne hasło w postaci skrótu, który ma wyrażać ocenę ryzyka.

Na giełdzie jest kiepska koniunktura.

Nie jest najlepsza, ale GPW nadal jest europejskim liderem, jeśli chodzi o firmy debiutujące. Wartość transakcji jest jednak niewysoka. Ale GPW to nie tylko rynek regulowany dużych firm. Wyróżniamy się na tle Europy liczbą spółek średniej wielkości, które wchodzą na rynek publiczny. Rewelacyjnie wypadamy w segmencie najmniejszych firm. Na rynku NewConnect widać, że Polacy są bardzo przedsiębiorczy. Myślę, że ta przedsiębiorczość była jednym z głównych zabezpieczeń naszej gospodarki przed recesją. Rok 2012 będzie prawdopodobnie rekordowy pod względem liczby przedsiębiorstw emitujących obligacje. Giełda wciąż przyciąga emitentów zagranicznych zarówno na rynek długu, jak i na rynek akcji. Nasze firmy inwestycyjne specjalizujące się w IPO mają wiele wartościowych spółek w portfelu przygotowywanych do oferty publicznej, lecz ich właściciele i zarządy obawiają się niskich wycen. Ale to jest stosunkowo niezła sytuacja, bo gorzej by było, gdyby nie było żadnych chętnych po obu stronach rynku.

Domy maklerskie proponują narodową rządową strategię rozwoju rynku kapitałowego.

Polski rynek kapitałowy rozwijał się zawsze według pewnych strategicznych myśli i intencji. Giełda warszawska, dziś już giełda instrumentów finansowych i giełda rynków towarowych, ma strategię rozwoju rynku kapitałowego. I, w odróżnieniu od niejednej strategii, która pozostawała w sferze życzeń, wprowadza ją w życie. Dobrze przechodzimy przez test, jakim jest nasza użyteczność dla inwestorów i emitentów. Oczywiście dyskusja jest też potrzebna, ale rzetelna dyskusja nie może pominąć tego, że strategia rozwoju polskiego rynku kapitałowego istnieje i formalnie, i w praktyce.

Uczestnikom rynku nie podobają się opłaty, które dyktuje giełda za swoje usługi.

Nasze opłaty nie są przesadnie wysokie, są typowe dla giełd tej wielkości i tej skali. Jesteśmy tańsi niż mniejsza od nas giełda wiedeńska, a także tańsi niż wielokrotnie od nas większa giełda w Madrycie. Poziom opłat giełdowych to jeden z bardzo wielu czynników wpływających na atrakcyjność giełdy dla inwestorów. Oczywiście zawsze będziemy obniżać opłaty, o ile taki ruch będzie sensowny z punktu widzenia GPW jako spółki i GPW jako instytucji misyjnej.

Giełda chce wdrożyć nowy system transakcyjny. Jak będzie wyglądał obrót giełdowy?

Nowy system wystartuje 2 listopada. Podobny działa na giełdzie nowojorskiej. Wprowadzi on na nasz rynek nowe techniki inwestycyjne oparte na obrocie zautomatyzowanym, gdzie zlecenie wysyła zaprogramowana maszyna, a nie człowiek, który zastanawia się, choćby przez chwilę, nad decyzją. Te zmiany będą korzystne dla wszystkich uczestników obrotu, bo podwyższą płynność całego rynku. Zmiany będą więc miały znaczenie dla inwestorów i emitentów zainteresowanych innymi instrumentami finansowymi niż akcje. Jest to ciekawy przykład tego, jak zmiana technologiczna może zmienić metodę i jakość biznesu.

Czekają nas igrzyska... giełd papierów wartościowych.

Przygotowujemy się, igrzyska będą miały miejsce w tureckiej Antalyi, a ich organizatorem jest giełda w Stambule. Oczywiście przygotowujemy się do tego w miarę zawodowo. Trwają już kwalifikacje w poszczególnych dyscyplinach, trzeba uzyskać wyniki na wymaganym poziomie, by wejść do kadry, która będzie reprezentować całą Grupę Kapitałową GPW. Faworytami igrzysk są Czesi, my liczymy na dobre miejsce między innymi w siatkówce. Tam drużyny są mieszane, a świetna współpraca na giełdzie między kobietami a mężczyznami staje się już przedmiotem dobrej famy na naszym rynku kapitałowym.

Wywiad jest zapisem rozmowy z cyklu Salon ekonomiczny Trójki i Dziennika Gazety Prawnej