Korporacja, która dorzuciła konsumentowi środki na rachunek w ramach premii, nie może żądać zwrócenia tych pieniędzy nawet w razie likwidacji polisy.
ikona lupy />
DGP
Uznał tak Sąd Apelacyjny w Warszawie, którego wyrok został opublikowany w grudniu 2019 r. Zdaniem sądu korporacja nie może żądać zwrotu nienależnego świadczenia, skoro wiedziała, że świadczyła, nie będąc do tego zobowiązaną, a spełnienie świadczenia nie nastąpiło z zastrzeżeniem zwrotu albo w celu uniknięcia przymusu lub w wykonaniu nieważnej czynności prawnej (art. 411 pkt 1 kodeksu cywilnego). Oznacza to w praktyce, że klienci, którzy wykupili przed kilkoma laty „uefki” i dostali bonus pieniężny od sprzedawcy, nie muszą oddawać tych „promocyjnych” pieniędzy po zlikwidowaniu polisy.

Premia za podpis

Sprawa, która legła u podstaw wydanego orzeczenia, zaczęła się od zawarcia przez majętną kobietę dwóch umów „uefek” z towarzystwem ubezpieczeń. Chodziło o duże kwoty. Ubezpieczyciel, by przekonać potencjalną klientkę, zaoferował jej premię w postaci 12 tys. zł od każdej umowy. Wartość ta, łącznie 24 tys. zł, została doliczona do stanu konta konsumentki i była inwestowana analogicznie do środków wpłacanych przez ubezpieczoną. Po kilku latach kobieta postanowiła zlikwidować polisy. Ubezpieczyciel naliczył opłatę likwidacyjną zgodnie ze swoim regulaminem. Postanowił również potrącić kwotę 24 tys. zł. Kobieta czuła się oszukana. Sprawa znalazła swój finał w sądzie. I tak jak od kilku lat nie ma już wątpliwości co do abuzywnego charakteru naliczania wysokich opłat likwidacyjnych, tak nadal niejasne było, jak traktować oferowane przez ubezpieczycieli bonusy.
Jakkolwiek można mówić o świadczeniu nienależnym, to przecież obie strony – korporacja również – od początku wiedziały o tym fakcie
Sąd okręgowy, a za nim sąd apelacyjny nie miały jednak wątpliwości: pieniądze z bonusu należą się powódce, a nie korporacji. Pozwana spółka nie była bowiem zobowiązana do świadczenia na rzecz konsumentki. Zrobiła to dobrowolnie, chcąc ją zachęcić do skorzystania z oferty. Nie zastrzeżono zwrotu również w umowie. Brakuje więc podstawy prawnej do domagania się przez ubezpieczyciela tych pieniędzy. Jakkolwiek bowiem można mówić o świadczeniu nienależnym, to przecież obie strony – korporacja również – od początku wiedziały o tym fakcie. Ustawodawca zaś w art. 411 pkt 1 k.c. wyraźnie wskazał, że w takim przypadku nie można żądać zwrotu. W grę wchodziłoby jedynie zastosowanie art. 5 k.c. To jednak – jak wyraźnie podkreślił sąd apelacyjny – nie może opierać się na hipotezach.
„Pozwany twierdzi, że powódka nadużyła prawa podmiotowego z tej przyczyny, że przyznanie bonusu następowało przy założeniu, że umowy łączące strony będą trwać co najmniej przez założony przez strony okres czasu. Rozwiązując przedwcześnie umowy, nie został zatem zrealizowany cel założony przez przysparzającego. Jednakże są to twierdzenia, którym powódka wyraźnie zaprzeczyła, a brak jest w stanie faktycznym zaskarżonego wyroku faktów powoływanych przez pozwanego” – wskazał sąd w uzasadnieniu.

Odwrócona abuzywność

– Sąd słusznie uznał, że pozwany wypłacił bonus, choć nie musiał. Nieosiągnięcie przez pozwanego zamierzonego celu, którym w tym przypadku było zawarcie długoterminowej umowy, nie może być podstawą żądania zwrotu wypłaconych należności – uważa Sylwia Zaborska, prawniczka w Grupie Prawnej Togatus. Jej zdaniem stanowisko sądu jest trafne, a wyrok szczególnie istotny z punktu widzenia ochrony konsumentów jako słabszej strony umowy.
– Tym bardziej że w przeważającej części to konsumenci są adresatami oferowanych bonusów i premii w zamian za zawarcie długoterminowych umów ubezpieczenia – podkreśla Zaborska.
Sąd apelacyjny spostrzegł również, że nie mogło być mowy o potrąceniu z jeszcze jednego powodu. Kwota bonusu podlegała bowiem alokacji na tej samej zasadzie jak pieniądze zgromadzone w postaci składek. Tym samym wartość jednostek uczestnictwa w ubezpieczeniowym funduszu kapitałowym w chwili przyznania bonusu była zupełnie inna niż w dacie rozwiązania umowy. I to zadaniem korporacji, która chciała te pieniądze odzyskać, było wykazanie, w co zainwestowane były te jednostki uczestnictwa, które zostały nabyte ze środków pochodzących z bonusu. Nie zrobiono tego, zatem realna wartość bonusu w chwili rozwiązania umowy była nieznana.
Ubezpieczyciel w toku apelacji próbował również wykazać, że w oferowanej przez niego umowie znajdowało się... niedozwolone postanowienie umowne sprzeczne z dobrymi obyczajami. Sąd wyjaśnił spółce, że art. 3852 k.c. dotyczy stosunku prawnego pomiędzy konsumentem a przedsiębiorcą z punktu widzenia zawarcia przez przedsiębiorcę w umowie z konsumentem niedozwolonych postanowień. Unormowanie to bynajmniej nie dotyczy relacji odwrotnej.
„Gdyby teoretycznie przyjąć stanowisko pozwanego za trafne, należałoby uznać, że przysporzenie majątkowe dokonane dobrowolnie przez przedsiębiorcę na rzecz konsumenta może być analizowane na płaszczyźnie niedozwolonego postanowienia umownego. Tymczasem nie sposób uznać, że taka zależność prawna kształtowałaby prawa i obowiązki konsumenta sprzecznie z dobrymi obyczajami i rażąco naruszałaby jego interesy” – skonkludował sąd.
Toksyczne polisy

orzecznictwo

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 8 lipca 2019 r., sygn. akt VI ACa 420/19. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia