Dzisiaj Trybunał Sprawiedliwości UE wyda orzeczenie w sprawie C-260/18 Dziubak, czyli pierwszej polskiej sprawie dotyczącej kredytu hipotecznego waloryzowanego do franka szwajcarskiego (postępowanie zainicjowane przez Sąd Okręgowy w Warszawie). Oczekiwania wobec tego orzeczenia (zwłaszcza kredytobiorców) są znaczne.
Dominują głosy o jego prawdopodobnie prokonsumenckim wydźwięku (zwłaszcza w kontekście opinii rzecznika generalnego TSUE z 14 maja 2019 r.), choć przecież wyrok ten nie rozstrzygnie, czy kredyty waloryzowane do kursu walut obcych jako takie są wadliwe czy nie (zgodność z prawem takich kredytów nie budzi bowiem wątpliwości). Zostawiając jednak na chwilę prawniczą dyskusję z boku, warto przyjrzeć się przewidywanym praktycznym skutkom orzeczenia z punktu widzenia postępowań sądowych wszczynanych przez kredytobiorców oraz dla interesów konsumentów i banków w świetle nowych uregulowań procedury cywilnej.

Spraw w sądach (jeszcze) niewiele

Reklama
Według danych udostępnionych przez Związek Banków Polskich liczba zawisłych sporów sądowych na tle kredytów waloryzowanych kursem walut obcych jest szacowana na kilkanaście tysięcy (rok do roku liczba ta urosła o ok. 40 proc.). Jest to wciąż zaledwie ułamek liczby zawartych umów kredytowych (ok. 2 proc.). Trudno zatem mówić (jeszcze) o tsunami spraw frankowych w sądach. Mimo to już teraz zdolność obsługi tych spraw przez wymiar sprawiedliwości zbliża się do granicy przepustowości (o ile granica ta nie została już przekroczona), na co zwracała uwagę prezes Sądu Okręgowego w Warszawie.
Relatywnie niska liczba spraw z powództwa frankowiczów względem całkowitego portfolio umów systematycznie się jednak rośnie (w I półroczu 2019 r. o ponad 4 tys. spraw), a zdolność absorbcji tego wzrostu przez wymiar sprawiedliwości pozostaje nadal na wyczerpaniu. Zarówno perspektywa orzeczenia TSUE, jak i ostatnie zmiany w procedurze cywilnej wzrost ten dodatkowo napędzają, co może doprowadzić nawet do swoistego przegrzania wymiaru sprawiedliwości.

Reklama

Zmiany w k.p.c. uchylą furtkę…

Jedną z takich zmian jest obniżenie opłaty od pozwów składanych przez konsumentów przeciwko bankom w sprawach kredytów (niezależnie od wartości przedmiotu sporu opłata wyniesie nie więcej niż 1000 zł). Do tej pory to właśnie jej wysokość wymuszała pogłębioną analizę zasadności wnoszonego powództwa, stanowiąc tamę przed inicjowaniem nieprzemyślanych procesów.
W ocenie ustawodawcy ułatwieniem ma być również zmiana, która wejdzie w życie w listopadzie 2019 r. Powód w zakresie spraw dotyczących czynności bankowych będzie mógł wszcząć postępowanie w sądzie właściwym dla swojego miejsca zamieszkania lub siedziby. Jest to korzyść dla kredytobiorców, ponieważ jednym z czynników zniechęcających do działania była konieczność wnoszenia powództwa w odległym od miejsca zamieszkania powoda mieście. Ta korzyść jest jednak pozorna, bo w Warszawie i innych dużych ośrodkach sądowych poszczególni sędziowie nabrali już doświadczenia w rozstrzyganiu tego typu sporów. Rozproszenie ich teraz po sądach w całej Polsce rodzi ryzyko nie tylko powstania niejednolitej linii orzeczniczej (wskutek czego ocena przez powoda szans wygranej przed wydaniem wyroku będzie mocno utrudniona), ale również dalszych opóźnień związanych z koniecznością wdrożenia się kolejnych sędziów w tematykę.

…ale warto rozważyć, czy przez nią przejść

Finalnie może okazać się, że zatkanie sądów doprowadzi do takiego wydłużenia postępowań (co wiąże się z kosztami obsługi prawnej i innymi ciężarami generowanymi przez proces), iż przeprowadzenie sensownej analizy ekonomicznej opłacalności postępowania będzie niemożliwe do oszacowania. Symulacja taka opierałaby się na zbyt dużej liczbie niewiadomych, takich jak przeciętna długość procesu, reakcja polskich sądów na treść orzeczenia prejudycjalnego, ewentualne kształtowanie się linii orzeczniczej/orzeczniczych, niewykluczona przecież interwencja legislacyjna polskiego prawodawcy, długookresowe wahania kursu CHF/PLN (które przecież mogą wrócić do poziomów zbliżonych do tych z przeszłości).
W konsekwencji prawdopodobne, że osoby optymistycznie wkraczające – pod wpływem informacji medialnych – na ścieżkę wojny procesowej z instytucją kredytową ugrzęzną w procedurach na lata, i to bez gwarancji sukcesu. Według dostępnych danych wciąż bowiem zdecydowana większość prawomocnych orzeczeń w sprawach dotyczących kredytów waloryzowanych do kursu walut obcych kończy się korzystnie dla banków (od początku 2017 r. do września tego roku na korzyść banków wydano 1019 prawomocnych wyroków, a na korzyść klientów 117).
Trzeba dodać, że w opinii rzecznika generalnego TSUE wiele uwag ma charakter na tyle generalny, że powstaną dodatkowe pytania i problemy w sporach kredytobiorców i banków. O ile w dotychczasowym orzecznictwie wiele kwestii było źródłem istotnych różnic w orzecznictwie polskich sądów, o tyle ingerencja orzecznicza Trybunału dostarczy dodatkowych wątpliwości i niewykluczone, że jeszcze bardziej utrudni stosowanie prawa przez sędziów.
Problemy mogą zresztą dotyczyć kwestii fundamentalnych z punktu widzenia procedury cywilnej. Warto tutaj wrócić do opinii rzecznika, w której stwierdził, że warunek o nieuczciwym charakterze „nie będzie wiązał konsumenta, chyba że konsument, po tym jak został należycie poinformowany o niewiążącym charakterze warunku przez sąd krajowy, udzieli dobrowolnej i świadomej zgody oraz wyrazi zamiar niepodnoszenia nieuczciwego i niewiążącego charakteru takiego warunku”. Ta dyrektywa może wywołać duże problemy praktyczne (jest to bowiem rozwiązanie procesowi cywilnemu nieznane). Jeśli orzeczenie TSUE będzie zbieżne z opinią rzecznika generalnego, może dojść do sytuacji, w której konsument przed wydaniem przez sąd wyroku będzie de facto wiedział, czy wyrok ten będzie dla niego korzystny czy nie. Takie rozwiązanie trudno byłoby uznać zatem za zgodne z zasadami procesu cywilnego, w tym w szczególności z zasadą równości stron.
Podsumowując: choć pokusa przyjęcia na wiarę haseł o uproszczeniu i przyspieszeniu postępowań cywilnych oraz przełomowej dla konsumentów perspektywie spodziewanego orzeczenia TSUE jest spora, zalecać należy zdrowy dystans.