To będzie najlepszy rok w sprzedaży papierów detalicznych Ministerstwa Finansów od wybuchu kryzysu w 2008 r. Do kupna będzie zachęcać rosnąca inflacja.
Sprzedaż obligacji detalicznych / Dziennik Gazeta Prawna
Za kilka dni resort finansów przedstawi wyniki sprzedaży obligacji detalicznych w październiku. Ale już może świętować: przez 10 miesięcy tego roku sprzedało ich znacznie więcej niż w całym 2016 r. Październik był kropką nad „i”, bo już we wrześniu niewiele zabrakło do wyniku z 2016 r. Na koniec miesiąca było to 4,5 mld zł, podczas gdy w całym 2016 r. – 4,6 mld zł.
Reklama
Niepoprawienie wyniku byłoby możliwe tylko w jednym przypadku: gdyby w październiku nie udało się sprzedać ani jednej obligacji. A już na podstawie wstępnych danych MF twierdzi, że poprzedni miesiąc był pod tym względem najlepszy w tym roku. A niemal w każdym miesiącu udało się znaleźć chętnych na znacznie więcej papierów niż przed rokiem. W maju i wartość sprzedaży udało się podwoić.

Reklama
Całoroczny wynik będzie najlepszy od 2008 r., kiedy to resort znalazł chętnych na papiery warte prawie 6,2 mld zł. Wtedy klienci rzucili się na papiery Skarbu Państwa ze względu na atrakcyjne oprocentowanie i – przede wszystkim – gwarancje rządu, które po wybuchu kryzysu były dla nich istotne. Teraz do inwestowania w obligacje zachęcały: niezłe oprocentowanie na tle bankowych lokat, rosnąca inflacja i nowa oferta obligacji trzymiesięcznych, które MF sprzedaje od października. Już na etapie ich prezentacji analitycy twierdzili, że mogą one odebrać część klientów konserwatywnym bankom, które oferują raczej niskie oprocentowanie lokat o podobnym terminie zapadalności.
– Chodzi np. o klientów po 50. roku życia – a tacy dominują wśród kupujących te obligacje – którzy zazwyczaj nie poszukują aktywnie atrakcyjnych lokat, tylko skupiają się na tym, co oferuje ich bank. Na rynku można znaleźć trzymiesięczne depozyty z lepszym oprocentowaniem niż nowa obligacja, nawet 3-proc., ale w dużych bankach to rzadkość – mówi Jarosław Sadowski, analityk firmy Expander.
Adrian Jagiełło, zastępca dyrektora departamentu produktów inwestycyjnych w Open Finance, zwraca uwagę na obligacje o dłuższych terminach zapadalności, które MF ma w swojej ofercie od lat. Mają one relatywnie wysoki poziom oprocentowania w stosunku do lokat bankowych, szczególnie w okresach od roku w górę.
– Podczas gdy najlepsze lokaty roczne dostępne na rynku oferują ok. 2 proc., na obligacji 2-letniej można przykładowo zarobić 2,1 proc. w skali roku, na obligacji 4-letniej już 2,4 proc. w pierwszym roku, a na 10-letniej – aż 2,7 proc. – wylicza Jagiełło.
Ministerstwo Finansów tłumaczy tegoroczne sukcesy inflacją, a właściwie funkcją zabezpieczającą przed nią, która jest wbudowana w cztero- i dziesięciolatki. W przypadku tych papierów odsetki ustalane są na podstawie wskaźnika inflacji powiększonego o marżę. Dla obligacji czteroletnich marża wynosi 1,25 proc., dla dziesięcioletnich aż 1,5 proc.
Powrót inflacji to czynnik, który może mieć wpływ na dalszy wzrost popularności tego typu instrumentów. Stanowią one 47 proc. wszystkich sprzedanych w tym roku obligacji, podczas gdy w całym 2016 r. było to 19 proc.