Zdaniem prezesa UOKiK, prezydencki projekt o zwrocie części spreadów frankowiczom nie rozwiązuje całego problemu walutowych kredytów mieszkaniowych.

Ostatnio UOKiK wydał kilka "istotnych poglądów" w sprawach sporów frankowiczów z bankami. Czy ma Pan jakiś pomysł, jak rozwiązać problem frankowiczów?

Marek Niechciał: Jeśli przychodzi do nas konsument, który jest na etapie sporu sądowego, możemy pomóc sprawdzając, czy w jego umowie nie ma klauzul abuzywnych lub tożsamych z abuzywnymi. Wydając istotny pogląd - wspieramy sąd w ocenie tej sytuacji pod względem prawnym. Działamy standardowo – będąc w pewnym sensie takim biegłym w toczącej się sprawie.

Czego dotyczą najczęściej klauzule abuzywne?

M.N.: Dotyczą np. zmiennego oprocentowania, przeliczeń kwoty kredytu i rat kredytu po kursach ustalanych przez banki, ubezpieczenia niskiego wkładu. W kredycie są trzy zasadnicze elementy - suma, czas spłaty i sposób obliczenia raty. Jeżeli jeden z tych trzech elementów jest określony klauzulą abuzywną, to pojawia się pytanie, czym i jak zastąpić ten niezgodny z prawem fragment umowy. Niestety nie ma algorytmu, który umożliwiałby automatyczne zastąpienie wadliwej części umowy na wolną od wad.

To znaczy, że takiej klauzuli nie można przełożyć na skutki prawne dla całej umowy?

M.N.: Automatycznie nie można.

 Czyli Pana aktywność polega na razie na indywidualnych interwencjach?

M.N.: Głównie tak, ale indywidualne przypadki są różne. Ludzie brali kredyty w różnych latach, przy różnym kursie, przy różnym udziale własnym. Dlatego uważam, i to nawet zaproponowałem, by mechanizmy przewalutowania, na które zgodzą się banki i klienci, miały indywidualny charakter. Stosując indywidualne rozwiązania, ograniczamy również ryzyko przyszłych ewentualnych roszczeń wobec państwa. Bo np. gdyby doszło do automatycznego przewalutowania, to w przypadku zmiany kursu za 5 lat czy wzrostu stóp w Polsce, będziemy mieć protesty organizacji przymusowych złotówkowiczów. Którzy będą krzyczeć "stop przewalutowaniu". Porównując te same kredytów złotowych i denominowanych do franka większość tych ostatnich zapłaciła dotąd nominalnie mniej, niż posiadacze kredytów złotowych. Tak naprawdę głównym problemem w przypadku kredydobiorców w walucie obcej nie jest to, czy kogoś stać na spłatę raty – bo to dotyczy też złotówkowiczów - tylko świadomość przywiązania do mieszkania. To znaczy sytuacja, w której wartość mieszkania nie pokrywa wartości kredytu.

Tak zwany współczynnik LtV powyżej 100 proc....

M.N.: Tak. Złotówkowicz dziś, po kilku latach spłaty, ma nominalnie kredyt mniejszy, niż wartość mieszkania. Tymczasem właściciel kredytu frankowego nie. Po stronie banków leży wytłumaczenie tej różnicy kredytobiorcom.

Co banki powinny z tym zrobić?

M.N.: Powinny pójść na rękę kredytobiorcom. Oczywiście każda sytuacja jest inna, ale powinny wykazać elastyczność, której na razie nie widzę. Oczywiście inną sytuację mają banki, które posiadają niewielką liczbę takich kredytów, a inną te, które mają wiele. Gdyby nie zasady księgowe, to mogłyby np. co roku przewalutować jedną dziesiątą czy jedną piętnastą. Wtedy sektor by te kilka miliardów rocznie przebolał.

A może zostawić tę sprawę i poczekać na niższy kurs franka?

M.N.: Oczywiście idealnie byłoby, gdyby kurs wrócił w okolicę 2 zł. Czekanie jest jakimś rozwiązaniem, choć istnieje zagrożenie dla całego sektora. Bo gdy frank był po 2 zł, nikt się nie spodziewał, że wzrośnie do 4 zł. A co będzie, jak np. USA pokłóci się z Chinami i frank będzie po 8 zł? Wtedy banki będą miały problem. Może jakimś rozwiązaniem byłoby stworzenie tzw. złego banku...

Na czym miałoby to polegać?

M.N.: Wszystkie najbardziej ryzykowne aktywa transferuje się do jednego banku i on jest inaczej traktowany.

Czy prezydencka ustawa, gwarantująca zwrot części spreadów, coś rozwiąże?

M.N.: Myślę, że nie rozwiązuje głównego problemu kredytu frankowego, że jak waluta znacząco pójdzie w górę, to relacja kredytu do mieszkania będzie nadal bardzo niekorzystna.

To jak dalej postępować w sprawie frankowiczów?

M.N.: Korzystać ze wszelkich możliwych rozwiązań. My wydajemy istotne poglądy w sprawie, jeśli ktoś się do nas zwraca. Można też rozważyć w tej sprawie jeszcze jeden pomysł. Jest przecież specjalna izba Sądu Najwyższego, zajmująca się prawem pracy. Za PRL było pół miliona wojskowych i mieli oni swoje sądy. To wojskowe sądownictwo przetrwało, mimo że jest teraz tylko 100 tys. wojskowych. Można by więc rozważyć, czy nie stworzyć specjalnych wydziałów w sądach, zajmujących się tego rodzaju kredytami, z uwagi na złożoność spraw. Osób mających kredyty we frankach mamy około pół miliona. Sprawy finansowe ciągną się latami, a gdyby był wyspecjalizowany sąd, byłaby większa szansa na szybkie rozstrzygnięcia, m.in. dlatego że sędziowie zajmowaliby się tylko takimi sprawami. Z punktu widzenia całości państwa tego rodzaju sądownictwo konsumenckie ma na pewno większy sens, niż wojskowe.

Będzie pan to proponował np. ministrowi sprawiedliwości?

M.N.: Tak. Moim zdaniem wówczas będzie większa szansa na jednolitość orzecznictwa. Był kiedyś taki wyrok w pierwszej instancji, że kredyt jest w złotówkach a oprocentowanie frankowe. Sąd nie zauważył, że jest to niespójne, takie kwadratowe koło. Przy specjalizacji sądu taki wyrok byłby niemożliwy.

Ma Pan jakąś statystykę wydawanych przez UOKiK istotnych poglądów i tego, jak wpływały na wyroki sądów?

M.N.: Ogólnie wniosków wpłynęło 120, w tym frankowych 78, wydaliśmy 21 istotnych poglądów. Wiemy o dwóch wyrokach prawomocnych, w których jeden sąd uznał abuzywność warunków umowy, a w drugim orzekł według zasady: "widziały gały co brały". Problem kredytów frankowych można porównać do problemu eternitu. Kiedyś były na wsiach słomiane dachy, które płonęły. Zastąpiono je eternitem, który nie płonie, ale rodzi inne problemy, przede wszystkim zdrowotne. Gdy udzielano kredytów denominowanych lub indeksowanych do franka, frank był po 2 zł. Też nie spodziewano się więc, że to nie będzie samo dobro. Gdyby dzisiaj ludzie wzięli kredyty mieszkaniowe, nawet złotówkowe, przy rekordowo niskich stopach procentowych i rekordowym niskim bezrobociu, to np. za 5 lat, gdyby stopy i bezrobocie poszły w górę, też mógłby być problem dla 100 czy 200 tys. ludzi, których nie będzie stać na spłatę rat. Nie widziałem powszechnej akcji informacyjnej branży finansowej, głoszącej: jak bierzesz kredyt, najpierw sprawdź, czy będzie cię stać na ratę, jeśli będzie dwa razy wyższa.

Czy dziś wzywa pan frankowiczów, by zwracali się do UOKiK?

M.N. Kredytobiorcy będący w sporze z bankiem mogą zwrócić się do nas z wnioskiem o wydanie istotnego poglądu w sprawie.

Z bankami Pan też rozmawia?

M.N.: Rozmawiałem z prezesem ZBP Krzysztofem Pietraszkiewiczem. Na razie bez większych sukcesów. Oczywiście nie można abstrahować od faktu, że wszystkie polskie duże banki są na giełdzie, co z jednej strony zwiększa ich przejrzystość, ale z drugiej powoduje, że akcjonariusze sprzeciwiają się wszelkim próbom zmniejszania zysku banku.