Konkurencja firm pożyczkowych i brak zainteresowania ze strony krajowych banków to główne powody, dla których social lending to zjawisko u nas niemal niezauważalne. W Stanach Zjednoczonych, Chinach czy Wielkiej Brytanii rynek pożyczek społecznościowych opisują liczby sięgające setek miliardów dolarów.
Kilka platform internetowych, szacowana na 35 mln zł wartość udzielonych w zeszłym roku pożyczek i około 10 tys. podpisanych w tym czasie umów – liczby obrazujące krajowy rynek social lending niemal dekadę po jego narodzinach nie są imponujące.
– Dla klientów kluczowa jest szybkość pozyskania pieniędzy. Skoro mogą mieć na koncie kapitał w ciągu kilkunastu minut, nawet jeśli poniosą z tego tytułu wysokie koszty, to wybiorą to rozwiązanie, zamiast poczekać jeden dzień i pożyczyć taniej – mówi Rafał Agnieszczak, przedsiębiorca internetowy, założyciel portalu Finansowo.pl.