Ustawa odległościowa zablokowała w praktyce rozwój energetyki wiatrowej. Niemal wszystkie rozpoczęte projekty nie spełniają kryteriów prawa.
O tym, że ustawa odległościowa zahamuje rozwój energetyki wiatrowej w Polsce, mówiono już na etapie tworzenia tego aktu prawnego. Wskazywano, że zawarty w niej wymóg lokalizacji turbiny wiatrowej w odległości od najbliższych zabudowań nie mniejszej niż 10-krotność jej wysokości jest zbyt rygorystyczny i w praktyce uniemożliwia powstawanie nowych farm. Badanie ankietowe przeprowadzone przez firmę doradczą Ambiens potwierdza te obawy – wynika z niego, że ograniczenia odległościowe dotknęły 99,2 proc. rozpoczętych już projektów na różnym etapie realizacji, chociaż przed uzyskaniem pozwolenia na budowę. Teraz już nie będą mogły być ukończone (te, które wcześniej uzyskały pozwolenie, mogą być realizowane, choć nie spełniają nowych kryteriów). – Ustawa zahamowała rozwój branży – podkreśla Michał Kaczerowski, prezes Ambiens.
Reklama

Reklama
Według szacunków firmy na prace przy zatrzymanych projektach inwestorzy wydali ok. 500 mln zł. – W rzeczywistości straty mogą być większe, bo chociaż nasze badanie objęło znaczną część rynku, to jednak nie cały. Nie dysponujemy danymi dotyczącymi wszystkich projektów, które niejednokrotnie stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa. Jednak liczba przeaanalizowanych pomysłów, a także nasze rozmowy z ludźmi z branży świadczą, że jest to reprezentatywny wynik – twierdzi Kaczerowski, wskazując, że uczestniczące w ankiecie projekty dałyby ok. 2 GW nowych mocy, a obecnie w całym systemie zainstalowane jest ok. 5,5 GW.
Z badania wynika, że prawie 75 proc. przedsięwzięć (bez względu na wielkość) zlokalizowanych było w odległości 450–650 m od najbliższych zabudowań. Około 25 proc. elektrowni wiatrowych planowanych było w zasięgu większym (650–1000 m), a najbardziej oddalone od sąsiedniej zabudowy turbiny projektowano w odległości 1000–1050 m (dwa przypadki). Żadna z analizowanych farm wiatrowych nie była zlokalizowana w mniejszej odległości niż wspomniane 450 m. Około połowy (50,8 proc.) projektów wiatrowych znajduje się w odległości mniejszej lub równiej trzykrotności wysokości planowanej turbiny. Gdyby kryterium odległościowe zmniejszono do pięciokrotności wysokości, to i tak większość projektów nie mogłaby być kontynuowana – w mniejszej lub równej odległości zawiera 87,9 proc. realizowanych dotychczas farm. Kryteria odległościowe spełniał tylko jeden ze 124 analizowanych projektów – jak podkreśla prezes Ambiens, była to raczej mała inwestycja. A i tak nie wiadomo, czy będzie kontynuowana.
– Nowa ustawa przewiduje, że turbiny będą mogły powstawać wyłącznie na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. A to długa i kosztowna procedura. Przy tak restrykcyjnych założeniach możliwa będzie jedynie realizacja kilku pojedynczych turbin, jeśli udźwigną koszty związane z uzyskaniem planów zagospodarowania oraz kilkudziesięciu megawatów posiadających już rozpoczęte procedury uzyskania pozwolenia na budowę – twierdzi.
Jego zdaniem ratunkiem dla branży może być jedynie nowelizacja ustawy, która znosiłaby wymóg stawiania wiatraków w określonej odległości od zabudowań. – Kryterium odległościowe, zwłaszcza tak absurdalnie restrykcyjne, jest moim zdaniem niewłaściwe. Decydujący powinien być wpływ na środowisko – jeżeli uznajemy, że wiatraki za bardzo hałasują, to zaostrzmy normy hałasu. Apelowałbym do rządzących o nowelizację tzw. ustawy odległościowej w kierunku rezygnacji z odległościowych parametrów lokalizacji na rzecz ocen faktycznego oddziaływania wiatraków na środowisko – powiedział prezes Ambiens.
W tej sytuacji jedyną możliwością wydają się inwestycje w morskie farmy wiatrowe i na razie inwestorzy są zainteresowani taką działalnością. Kilka dni temu Polenergia otrzymała pierwszą decyzję środowiskową dla swojej morskiej inwestycji 20 km od Łeby. Ma tam stanąć 120 turbin o łącznej mocy 1200 MW. Na lądzie jednak na nowe projekty wiatrowe nie ma raczej co liczyć. Tym bardziej że nowa ustawa o OZE znacznie ogranicza wsparcie dla energetyki wiatrowej i stawia pod dużym znakiem zapytania opłacalność takich inwestycji.