Od początku tygodnia do europejskich mediów przeciekały różne wersje propozycji Komisji Europejskiej i prezydencji czeskiej. Bruksela oficjalnie odmawiała komentarza, jednak wczoraj szefowa KE po spotkaniu z ambasadorami państw członkowskich przedstawiła pięciopunktowy plan, który ma pomóc ograniczyć lawinowo rosnące ceny energii.
Wcześniejsze rekomendacje dotyczące oszczędzania gazu, dywersyfikacji jego dostaw i zmniejszania zależności od Rosji mają zostać uzupełnione obowiązkowym celem ograniczenia zużycia energii w godzinach szczytu. Kolejnym rozwiązaniem składającym się na proponowaną interwencję na rynkach energii jest ograniczenie przychodów elektrowni, które zyskują na rekordowych notowaniach gazu, bo cena prądu w hurcie jest z nimi powiązana, nie ponosząc związanych z tym kosztów. Chodzi przede wszystkim o zakłady pracujące na źródłach odnawialnych i te, które nie mają znaczących aktywów gazowych. Ich nadmierne zyski - jak zapowiedziała Ursula von der Leyen - mają stać się rezerwą finansową, z której będą wspierane gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa szczególnie narażone na rosnące ceny.
- Czas, aby konsumenci skorzystali z niewielkich kosztów niskoemisyjnych źródeł, takich jak OZE. Proponujemy skierowanie tych nieoczekiwanych zysków do państw członkowskich, aby to państwa mogły wspierać zagrożone gospodarstwa domowe i firmy - tłumaczyła szefowa KE. Bruksela chce też sięgnąć do kieszeni generujących nadwyżki firm paliwowych. W ich przypadku miano by naliczać wkład solidarnościowy, który - podobnie jak nadmiarowe zyski - zostałby przeznaczony na wsparcie odbiorców energii. Do jego płatników zaliczaliby się przede wszystkim naftowi giganci, jak brytyjsko-holenderski Shell, francuski Total czy norweski Equinor, którzy osiągali w minionym półroczu zyski rzędu równowartości kilkunastu miliardów dolarów i większe. Ale w zależności od szczegółów propozycji na celowniku mogłyby się znaleźć także Orlen czy PGNiG, które również osiągają rekordowe zarobki dzięki wysokim cenom. Komisja chce zarazem ułatwić państwom wspieranie przedsiębiorstw energetycznych, żeby - jak stwierdziła Ursula von der Leyen - lepiej radziły sobie ze zmiennością rynków, a ich płynność finansowa nie była zagrożona.
Reklama
Najdalej idącą propozycją Brukseli jest limit cen, za które kraje UE będą mogły kupować rosyjski gaz. - Musimy obciąć dochody Rosji, które pomagają Putinowi finansować okrutną wojnę przeciwko Ukrainie - przekonywała wczoraj szefowa Komisji. Nie wiadomo na razie, czy limity cenowe obejmą ostatecznie wyłącznie rosyjski gaz, czy też - jak chce część państw członkowskich, w tym Polska - mogłyby dotyczyć wszystkich dostaw surowca, w tym gazu skroplonego (LNG). Według zapewnień samej von der Leyen „wszystkie opcje są na stole”, choć przeciwko takiemu rozwiązaniu oponuje m.in. Holandia.
Równie ważne jest też jednak to, co nie znalazło się w propozycji Brukseli. A chodzi np. o reformę systemu handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla, o którą zabiega polski rząd. Choć prezydent Francji Emmanuel Macron wyraził zrozumienie dla tego postulatu podczas niedawnego spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim w Paryżu, to wydaje się, że obecnie nie ma większych szans na jakąkolwiek ingerencję w rynek ETS. Propozycja Brukseli w żaden sposób na razie nie dotyka także systemu tzw. merit order, zgodnie z którym ceny energii wyznacza cena najdroższego surowca (dziś gazu). Według naszych informacji pomysł oddzielenia cen gazu od cen energii są gotowe poprzeć m.in.: Francja, Hiszpania, Szwecja i Włochy.
Nie wiadomo też w dalszym ciągu, w jaki sposób Unia podejmie kwestię forsowanego przez zrzeszającą najbogatsze państwa demokratyczne grupę G7 limitu cen na rosyjską ropę. Dyskutowany mechanizm miałby zachęcać odbiorców na całym świecie do narzucania dostawcom z Rosji cen poniżej określonego progu. W zamian przysługiwałby im dostęp do usług firm europejskich, które obecnie zapewniają większość statków transportujących paliwa oraz ubezpieczeń tych dostaw. Najprawdopodobniej plany te będą wymagać jednak jednomyślnej zgody unijnej „27”. - Mamy trudne czasy, które szybko się nie skończą, ale jestem przekonana, że Europejczycy mają siłę gospodarczą, wolę polityczną i jedność, która utrzyma naszą przewagę - mówiła von der Leyen. Rosja groziła wcześniej, że na wprowadzenie limitów zareaguje ostatecznym odcięciem dostaw.
- Widać, że kryzys narasta i nie ogranicza się już do sektora energii. Nie ma też wątpliwości co do wojennej logiki działań Kremla w stosunku do Europy. W efekcie możliwe są dziś rozwiązania, które do niedawna były trudne do pomyślenia - komentuje Agata Łoskot-Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jak podkreśla, pomysły Komisji stanowią przede wszystkim próbę ograniczenia do minimum strat państw UE i ochrony odbiorców energii. - Kluczowe jest jednak to, jak będą wdrażane - zaznacza. Jej zdaniem trudno przewidzieć skutki nałożenia limitów cen na rosyjskie surowce. - Gdyby udało się te limity przeforsować, zachowując jedność, i wytrzymać ewentualny odwet, mógłby to być przełom - dodaje. Testem dla tej jedności będzie jutrzejsze nadzwyczajne spotkanie ministrów energii państw członkowskich, którzy omówią propozycje KE.
Koszty walki z kryzysem energetycznym / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe