O tym, że polskie instalacje przechowywania gazu są pełne, mogliśmy w ostatnich tygodniach od rządzących usłyszeć wielokrotnie. Wspominał o tym m.in. premier Mateusz Morawiecki 22 lipca. Jednak czym politycy już niespecjalnie się chwalą, to fakt, że pełne magazyny pokrywają ok. 15 proc. rocznego zużycia tego surowca. W szczycie sezonu grzewczego nie wystarczą więc na pokrycie popytu nawet przez dwa miesiące.
W porównaniu z innymi krajami europejskimi wypadamy blado. Absolutnym rekordzistą jest Łotwa, która może zmagazynować ilości gazu równe dwuletniemu zapotrzebowaniu (teraz jej zbiorniki są wypełnione w nieco ponad połowie). Trzeba jednak pamiętać, że roczne zużycie Łotwy jest ok. 20 razy mniejsze niż Polski, dlatego taki współczynnik jest dosyć łatwo osiągnąć. Ale już np. zdolności magazynowe Francji, która zużycie ma prawie dwukrotnie większe niż Polska, stanowią prawie 30 proc. rocznego zapotrzebowania. W Niemczech, które są zdecydowanie największym konsumentem gazu w Europie (cztery razy większym niż Polska), magazyny są w stanie pomieścić ok. 22 proc. rocznego zużycia. Z kolei Węgry, które mają zużycie na poziomie połowy polskiego, zdolności magazynowania mają dwukrotnie większe i mając pełne magazyny (teraz są wypełnione w nieco ponad połowie), są w stanie pokryć 60 proc. swojego rocznego zapotrzebowania. U Włochów te zdolności są na poziomie 25 proc., u Holendrów jest to prawie 40 proc. Za to u Belgów mających tylko nieco mniejsze zużycie roczne niż Polska tych magazynów nie ma prawie w ogóle. Belgowie mają jednak dobre połączenia gazociągowe oraz terminal do regazyfikacji i praktycznie nie importowali gazu z Rosji.
O ile pod kątem odchodzenia od dostaw z Rosji Warszawa może się uważać za prymusa, o tyle już w kwestii magazynowanie nie. I choć ryzyko braku gazu zimą w Polsce jest niewielkie, a sytuacja wygląda znacznie lepiej niż w Niemczech, to większe zapasy dają większą odporność na nieprzewidziane awarie. Dlatego w Polsce o inwestycjach w magazyny rozmawia się od lat. Tyle że po zakończeniu rozbudowy zbiornika w Wierzchowicach w 2015 r. niewiele w tej materii zrobiono.
Reklama
W latach 2015-2022 zdolności magazynowe zwiększono o 100 mln m sześc., czyli ledwie o 3 proc. Udało się to dzięki… optymalizacji pracy magazynu. Decyzję o kolejnej inwestycji w Wierzchowicach podjęto dopiero w grudniu 2021 r., tuż przed wybuchem wojny. Jej koszt to prawie 400 mln zł. - Inwestycja w Podziemny Magazyn Gazu (PMG) Wierzchowice na Dolnym Śląsku pozwoli zwiększyć jego pojemność czynną z obecnych 1,3 mld m sześc. do 2,1 mld m sześc. gazu. Dlatego bardzo istotnym celem inwestycji jest zwiększenie mocy jego zatłaczania i odbioru, co zapewni większą elastyczność magazynu i możliwość jego wykorzystania w sytuacjach nagłego zwiększenia zapotrzebowania - informują pracownicy departamentu komunikacji PGNiG. Dzięki tej inwestycji o prawie dwie trzecie ma zostać zwiększona moc odbioru - z 14,4 mln m sześc. do 24 mln m sześc. na dobę. Jej realizacja potrwa 30 miesięcy.
Jak wyglądają inne plany dotyczące inwestycji w magazyny? - Prowadzone są prace związane z określeniem możliwości rozwoju KPMG Mogilno, mające zwiększyć pojemność magazynowania gazu ziemnego, biometanu i wodoru (projekt pod nazwą Wielkoskalowy Magazyn Energii).
Prace te są prowadzone wielotorowo. Ich istotną częścią jest wykonanie zdjęcia sejsmicznego 3D, które pozwoli na dokładne określenie granic złoża soli Mogilno, a tym samym określenie liczby i pojemności kawern, które można w nim wyługować. Spółka planuje także kolejne magazyny kawernowe w KPMG Kosakowo do magazynowania m.in. wodoru - informują pracownicy PGNiG i dodają, że „biorąc pod uwagę bezpieczeństwo dostaw i stabilizację rynku, dalszy rozwój pojemności magazynowych w kraju jest jak najbardziej celowy”. Konkretów jednak brak.
W latach 2015-2022 zdolności magazynowe zwiększono o 3 proc.
Magazyny gazu ziemnego w Polsce / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe