Michał Kędzierski, ekspert ds. polityki energetycznej RFN w Ośrodku Studiów Wschodnich / Materiały prasowe
Od kilku dni przez Nord Stream 1 nie płynie do Niemiec gaz. Jakie to ma konsekwencje?
Po raz pierwszy od początku kwietnia Niemcy pobierają ze swoich magazynów więcej gazu, niż do nich wtłaczają. Zwyczajowy cykl działalności magazynów jest taki, że latem są napełniane i dopiero w okresie grzewczym gaz jest pobierany dla pokrycia zapotrzebowania gospodarki, ponieważ zimą jego zużycie jest kilkukrotnie wyższe niż latem. Fakt, że stan zapasów zaczyna spadać już w połowie lipca, to bardzo zły prognostyk. Niemcy przyjęły wiosną ustawę, zgodnie z którą magazyny powinny zostać zapełnione w co najmniej 80 proc. do 1 listopada i w 90 proc. do 1 grudnia. Obecnie jest to niecałe 65 proc. Już teraz widać, że bez rosyjskiego gazu lub z jego importem na obniżonym poziomie jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że Niemcom nie uda się wypełnić magazynów w wymaganym stopniu. To z kolei oznacza, że na początku roku - w środku sezonu grzewczego - za Odrą może dojść do niedoborów i reglamentacji tego surowca, i trzeba będzie ograniczać dostęp określonym grupom odbiorców. Takie scenariusze nakreśliła Federalna Agencja Sieci (BNetzA).
Reklama
Są już regulacje mówiące o tym, kto pierwszy będzie musiał rezygnować z gazu?
One wywodzą się z prawa unijnego: są odbiorcy chronieni, jak np. gospodarstwa domowe, szpitale czy straż pożarna, i niechronieni, jak np. przemysł i energetyka, chodzi zwłaszcza o elektrownie, które nie są relewantne z perspektywy działania całego systemu. Ci odbiorcy znajdują się na początku łańcucha ograniczeń i/lub wyłączeń. Wiadomo, że w pierwszej kolejności zostaną odłączone elektrownie gazowe, które da się zastąpić blokami korzystającymi z innego paliwa. W dalszej kolejności będzie to przemysł. Od kilku miesięcy toczy się w Niemczech rywalizacja o to, które branże powinny być odcinane od gazu jako ostatnie. Federalna Agencja Sieci pobrała od największych odbiorców przemysłowych dane dotyczące zużycia gazu, profilu ich działalności, łańcuchów dostaw czy spodziewanych strat. Na tej podstawie ma do października powstać specjalna platforma, dzięki której BNetzA w przypadku konieczności reglamentacji będzie mogła podejmować możliwie optymalne decyzje, komu i w jakim stopniu przydział gazu obcinać.

Reklama
A jak idą przygotowania do dywersyfikacji gazowej, m.in. budowa pływających terminali LNG?
Są już pozwolenia na budowę dwóch pływających terminali (FSRU) w Wilhelmshaven i Brunsbüttel. Te jednostki są już wyczarterowane przez rząd i mają zostać podłączone do systemu z końcem tego roku, czyli będą mogły pomóc w imporcie gazu spoza Rosji w nadchodzącym sezonie grzewczym. Choć nie na jego początku, a raczej w środku. W Wilhelmshaven trzeba wybudować 30-kilometrowy gazociąg łączący planowany gazoport z siecią przesyłową. W tym wypadku też są już wszystkie wymagane zgody, rury dostarczone i budowa się właśnie rozpoczęła. Planowaną datą uruchomienia jest 21 grudnia. FSRU w Brunsbüttel ma zostać oddany do użytku w styczniu 2023 r. Kolejne dwa wydzierżawione przez RFN pływające terminale, których lokalizacja nie została jeszcze ustalona, mają być uruchomione w połowie przyszłego roku. Możliwe lokalizacje to Hamburg, Rostock lub Stade. Są też projekty budowy trzech stacjonarnych gazoportów (Wilhelmshaven, Brunsbüttel, Stade), które mają zostać uruchomione do 2026 r.
Jak dużą przepustowość mają te terminale, które zaczną działać za pół roku?
W sumie pływające terminale w Wilhelmshaven i Brunsbüttel będą miały moc regazyfikacyjną na poziomie 12-13 mld m szec. rocznie, co stanowi blisko 15 proc. rocznego zapotrzebowania Niemiec.
Mają już zakontraktowany surowiec?
Tego nie podano jeszcze publicznie. Wiadomo, że trwają negocjacje z Katarem, USA, Norwegią czy Kanadą. Jednak zarówno spółka RWE, która jest zaangażowana w FSRU Brunsbüttel, jak i Uniper, który odpowiada za FSRU Wilhelmshaven, działają od lat na globalnym rynku handlem LNG. Mają doświadczenie i kontakty w tej branży, mają też obowiązujące kontrakty z dostawą do innych portów europejskich (np. w Holandii czy Belgii). Mogą dysponować opcją przekierowania tych zamówień do portów niemieckich.
Mówi pan, że w pierwszej kolejności będą odcinane elektrownie gazowe. Czy w związku z tym jest rozważane przedłużenie życia trzech ostatnich elektrowni jądrowych w Niemczech, które mają działać tylko do końca roku?
Dodajmy, że odgórne wyłączanie elektrowni gazowych może nastąpić w przypadku ogłoszenia stanu nadzwyczajnego, czyli de facto niedoboru surowca. Jednak już 8 lipca Bundestag i Bundesrat przyjęły specjalną ustawę, która umożliwia tymczasowe przywrócenie na rynek pozostających w rezerwie elektrowni, głównie węglowych. Wskutek rekordowych cen gazu będą one wypychać z rynku bloki gazowe. Są obecnie po prostu tańsze. Już na tym etapie produkcja energii z gazu powinna wyraźnie spadać. Jeśli chodzi o elektrownie jądrowe, w marcu ministerstwa gospodarki i ochrony klimatu oraz środowiska dokonały oceny korzyści, kosztów i ryzyka przedłużenia funkcjonowania ostatnich trzech siłowni i doszły do wniosku, że koszty i ryzyko przekraczają potencjalne korzyści. Dlatego nie zalecały przedłużenia ich funkcjonowania. Także ze strony samej branży i większości ekspertów płyną głosy, że na to jest już zwyczajnie za późno (mają zostać wygaszone z końcem roku). Konieczność przeprowadzenia zmian prawnych, zapewnienia odpowiednich certyfikatów bezpieczeństwa czy zakontraktowania nowego paliwa, które nie jest od ręki dostępne, to problemy niedające się rozwiązać w sześć miesięcy. Generalnie w całym społeczeństwie niemieckim nastroje antyatomowe w ostatnich miesiącach jednak mocno osłabły. Wykorzystują to liberałowie i chadecy, którzy wciąż podnoszą tę kwestię w debacie.
Jak wygląda kwestia regulacji dotyczących dostaw prądu? Bo w ubiegłym tygodniu przyjęto ustawę, która ułatwia interwencję państwa na tym rynku.
Chodzi o tzw. Lex Uniper. To jedna z największych firm energetycznych w Niemczech i jednocześnie najbardziej uzależnionych od rosyjskiego gazu. Ponieważ Gazprom drastycznie ograniczył dostawy, to - aby realizować swoje zobowiązania kontraktowe wobec klientów niemieckich - Uniper musi zamawiać brakujący gaz na giełdzie po kilkukrotnie wyższych cenach niż w kontraktach długoterminowych z Gazpromem. Mówi się o tym, że firma codziennie ponosi milionowe straty. By uniknąć upadku takich firm (Uniper jest jedynie najbardziej prominentnym przykładem), rząd na szybko stworzył instrumenty pozwalające na ich ratowanie. Poza tym są poważne obawy, że przerzucenie tych strat na odbiorców końcowych radykalnie, nawet parokrotnie, podwyższy rachunki za gaz. By uniknąć tego skoku cen dla wybranych klientów, przewidziano możliwość wprowadzenia specjalnej opłaty, która równomiernie i w ograniczonym stopniu obciąży wszystkich konsumentów, a środki z niej posłużą na wyrównanie strat importerów. Ma to uratować ich przed bankructwem. Niemcy obawiają się bowiem „efektu Lehman Brothers” w branży energetycznej.
Politycy niemieccy, podobnie jak polscy, namawiają do oszczędzania energii. Czy pojawiają się jakieś konkretne pomysły na wprowadzenie ustawowych zachęt czy wręcz obowiązków w tym obszarze?
Mówiliśmy już o przywróceniu elektrowni węglowych, co ma oszczędzać gaz. Z kolei dla przemysłu rząd RFN planuje wdrożenie systemu aukcyjnego, za pomocą którego firmy mogłyby uzyskiwać gratyfikację finansową w zamian za rezygnację z zużycia zakontraktowanego gazu, który z kolei miałby trafiać do magazynów. Jeśli chodzi o odbiorców indywidualnych, to formułowane są na razie apele, zachęty czy kampanie informacyjne dotyczące tego, jak oszczędzać energię i gaz w domowych warunkach: jak wietrzyć pomieszczenia, optymalizować pracę urządzeń grzewczych czy obchodzić się ze światłem. Z kolei landy i gminy ograniczają zużywanie energii w obiektach użyteczności publicznej, zwłaszcza rekreacyjnych. Obniżana jest temperatura wody w basenach, odwoływane są zimowe lodowiska, zmieniany jest zakres działań oświetlenia ulic, redukowana jest iluminacja zabytków czy też zmniejszana jest temperatura w budynkach publicznych. Dyskutowane jest także ogólnokrajowe rozwiązanie dotyczące obniżenia minimalnej temperatury w mieszkaniach ogrzewanych z sieci ciepłowniczej. Ta debata trwa, bo dotychczas udało się zredukować zużycie gazu tylko o 15 proc., a Niemcy obawiają się tego, że w przypadku reglamentacji gazu odcięcie przemysłu może mieć fatalne skutki gospodarcze, i chcą temu zapobiec.
Rozmawiał Maciej Miłosz