Zwiększenie liczby stacji do 500 pozwoli osiągnąć 10-proc. udział w rynku detalicznym. Wpływy z emisji akcji mają pójść na dokończenie inwestycji podnoszących efektywność rafinerii w Gdańsku - uważa Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos SA.
Reklama
Komunikat o planach dotyczących emisji nowych akcji Grupy Lotos spowodował, że kurs spółki spadł o ponad 13 proc. Jak pan to ocenia?

Reklama
W przypadku notowań akcji Grupy Lotos w mojej ocenie nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego. Tego typu reakcja rynku jest czymś typowym w sytuacji, gdy spółki planują emisję z prawem poboru na taką skalę. Wskazują na to zarówno krajowe, jak i zagraniczne przykłady. Nie jesteśmy tu żadnym wyjątkiem. Nie zdarzyło się nic niepokojącego. W naszej ocenie emisję należy rozpatrywać w kategoriach szansy dla Grupy Lotos i jej grupy kapitałowej. Zaplanowane inwestycje mogą zwiększyć potencjał całej grupy kapitałowej i wygenerować dodatkowe przepływy pieniężne, co w konsekwencji może przełożyć się na wzrost ceny akcji, z korzyścią dla akcjonariuszy.
Jak przebiegają przygotowania?
Wszystko odbywa się zgodnie z przyjętym harmonogramem.
Skarb Państwa zadeklarował, że obejmie akcje o wartości do 530 mln zł i że to nie będzie pomoc publiczna. Skąd ta pewność?
To zostało wcześniej dokładnie przeanalizowane. Przeprowadzono test „prywatnego inwestora”, który dał pozytywny wynik. Mamy zatem do czynienia z inwestowaniem w rozwój, a nie z ratowaniem spółki, na czym polega pomoc publiczna. Innymi słowy przedsięwzięcia, jakie mają być zrealizowane przy wykorzystaniu wpływów z emisji, są projektami komercyjnymi, opartymi na rynkowych zasadach, a Skarb Państwa powinien być postrzegany jako zwyczajny inwestor.
Nie boi się pan o powodzenie tej emisji?
Jak do każdego projektu realizowanego przez zarząd Grupy Lotos podchodzimy do emisji akcji profesjonalnie i podejmujemy skuteczne działania, aby emisja się powiodła. Dlatego kontaktujemy się bezpośrednio z rynkiem i staramy się wyjaśnić naszym akcjonariuszom, po co emitujemy kolejne akcje i co będzie to oznaczać dla spółki, jej grupy i dla nich. To, co mogłoby mnie bardziej martwić w kontekście emisji, jest związane raczej z innymi, niezależnymi od nas zdarzeniami, które mogłyby wpływać na rynek jako całość. Na szczęście wydaje się, że nie ma teraz żadnych symptomów świadczących o tym, żeby coś takiego miało się wydarzyć.
Co konkretnie ma pan na myśli?
Choćby zawirowania na rynku ropy naftowej. Jej cena była już niedawno bliska 80 dol. za baryłkę, ale podźwignęła się. Za kłopotliwą uznałbym sytuację, gdyby kurs ropy spadł do 70 dol. i nadal spadał. Jednak teraz wszystko wskazuje na to, że cena utrzyma się w okolicach 85 dol. za baryłkę.
Kiedy firma spodziewa się pieniędzy z emisji?
To, kiedy otrzymamy środki z emisji, zależne jest od wielu czynników. Liczymy, że wpłyną do nas po zarejestrowaniu podwyższenia kapitału zakładowego przez sąd rejestrowy.
Czy emisja jest związana z projektem petrochemicznym, który Grupa Lotos miałaby realizować razem z Grupą Azoty?
Nie, ta emisja ma związek z projektami, które realizujemy w ramach naszej obecnej strategii. Chodzi więc o dokończenie inwestycji podnoszących efektywność rafinerii w Gdańsku oraz o projekty wydobywcze.
Czyli m.in. przedłużenie ciągu przerobu ropy?
Tak. Nasza rafineria w Gdańsku ma jeden z najnowocześniejszych układów technologicznych w Europie, jednak opłaca się inwestować w kolejne nowe instalacje w celu zredukowania produkcji ciężkich frakcji, na których obecnie nie zarabiamy. Dziś jest to produkt uboczny, który przerabia się między innymi na asfalty. Mamy jednak technologię, dzięki której będziemy mogli uzyskać z niego produkty dające dobrą stopę zwrotu. Dlatego też zbudujemy instalację opóźnionego koksowania wraz z infrastrukturą towarzyszącą, która będzie zakończeniem całego ciągu technologicznego zbudowanego w ramach Programu 10+ (rozbudowa mocy produkcyjnych rafinerii w Gdańsku – red.).
Ile to będzie kosztować?
Szczegóły projektu będziemy mogli ujawnić w dniu publikacji prospektu emisyjnego.
Jakie efekty da to wydłużenie ciągu technologicznego?
W jego efekcie nasza marża rafineryjna, która już teraz jest co najmniej o dwa dolary na baryłce wyższa niż średnia marża rafinerii w Europie, może wzrosnąć jeszcze o dodatkowe dwa dolary na baryłce. Jednak bezpieczeństwo energetyczne państwa, a Grupa Lotos ma w tym zakresie coraz większe znaczenie, nie wynika z tego, ile ropy naftowej się przerabia, ale ile się jej wydobywa. Dlatego oprócz najwyższej klasy instalacji rafineryjnych musimy mieć własny surowiec. Stąd konieczność zwiększenia wydobycia i planowane inwestycje w tym segmencie.
Zgodnie ze strategią Grupy Lotos w 2015 r. miałoby ono sięgnąć 1,2 mln ton rocznie, czyli około 24 tys. baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie. A potem od 2015 r. miałoby, jak państwo zakładają, znacząco wzrosnąć, by w 2020 r. sięgnąć 5 mln ton, czyli około 100 tys. baryłek na dobę.
I tu nic się nie zmienia. Są racjonalne podstawy do tego, by w kolejnej strategii grupy, tej na lata 2016–2020, zapisać wielkości nie mniejsze od tych, jakie wytyczyliśmy w dokumencie o kierunkach rozwoju do roku 2020. A dzięki środkom z emisji będziemy mogli zwiększyć możliwości inwestycyjne i zrealizować obecne założenia strategii.
Jednak takie wielkości wydobycia zapisano w strategii już kilka lat temu. A nie było wtedy mowy o żadnej emisji.
To prawda, jednak wtedy w ogóle nie było mowy o tym, w jaki sposób, w zależności od sytuacji rynkowej, będziemy poszukiwać finansowania rozwoju segmentu wydobywczego. Teraz, na podstawie naszych analiz i po uzgodnieniach z większościowym akcjonariuszem, uznaliśmy, że najwłaściwsze będzie właśnie podniesienie kapitału w drodze emisji akcji z zachowaniem prawa poboru.
Czy wydobycie będzie również priorytetem kolejnej strategii Grupy Lotos?
Obecnie wydaje się, że tak – podobnie jak w obecnej strategii oraz w kierunkach rozwoju do roku 2020.
Jaką część z 1,75 mld dol. kredytu zaciągniętego przed laty na finansowanie Programu 10+ ma Grupa Lotos jeszcze do spłacenia?
Do spłacenia pozostało nam jeszcze około 75 proc. tego kredytu.
Termin spłaty to 2021 r., ale sygnalizowali państwo, że te pieniądze mogą zostać zwrócone wcześniej.
Jest taka możliwość. To, czy zdecydujemy się na ten scenariusz, zależeć będzie od sytuacji na rynku i sytuacji w samej grupie. Chcemy jednak przede wszystkim cały czas rozwijać grupę i stąd obecne inwestycje. Ze względu na nasze potrzeby inwestycyjne w najbliższych dwóch latach nie zdecydujemy się na wcześniejszą spłatę tamtego kredytu. Co się stanie później, jest sprawą otwartą, bo ewentualną nadwyżkę finansową można przeznaczyć na spłatę lub na dywidendę dla akcjonariuszy, którym udział w zyskach też się należy.
W strategii zapisane zostało osiągnięcie 10-procentowego udziału w polskim rynku detalicznym.
I rozwijając się w sposób organiczny, możemy zrealizować ten plan. Według danych po trzech kwartałach 2014 r. osiągnęliśmy 9,1-proc. udział w krajowym rynku detalicznym.
O ile musiałaby się powiększyć sieć detaliczna, aby Grupa Lotos osiągnęła cel zapisany w strategii?
Nie liczyliśmy tego w taki sposób, ale sądzę, że powiększenie liczby stacji z obecnych ok. 430 do 500 dałoby taki efekt.
Na rynku mówi się, że Grupa Lotos byłaby zainteresowana odkupieniem sieci stacji paliw, które należą do Łukoila. To prawda?
Jeśli pojawią się realne i ciekawe dla nas możliwości powiększenia sieci stacji paliw, to będziemy rozważać takie kroki, biorąc pod uwagę sytuację finansową spółki i opłacalność inwestycji. Każda akwizycja oznaczałaby przeskoczenie celu zapisanego w strategii. Obecnie jednak nie mamy żadnych informacji o tym, by jakiekolwiek aktywa były na sprzedaż.
Oprócz najwyższej klasy instalacji rafineryjnych musimy mieć własny surowiec. Stąd konieczność zwiększenia wydobycia