W miniony piątek Sejm uchwalił przygotowaną przez posłów PiS ustawę o zmianie ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz niektórych innych ustaw. Zmienia ona system rozliczeń dla prosumentów – z opustowego na sprzedażowy (inaczej net billing). Posłowie nie poparli żadnej poprawki opozycji, w tym wniosku o odrzucenie projektu w całości.
Ustawa jest zgodna z intencją rządu, który przekonuje, że sieć elektroenergetyczna ma ograniczoną elastyczność. Nie może być magazynem dla coraz większej liczby prosumentów, a niepodjęcie zmian może prowadzić do katastrofy. – Wyłączenia prądu, przepalenia sieci i duże kłopoty w instalacjach – taką wizję przedstawił były minister energii, poseł PiS Krzysztof Tchórzewski.
– Wszyscy prosumenci, którzy złożą wniosek o przyłączenie do 31 marca 2022 r., jeśli zostaną pozytywnie zweryfikowani pod względem formalnym, będą przyłączeni na starych zasadach i staną się prosumentami na warunkach opustu. Od 1 kwietnia wnioski będą już zgłaszane w nowym reżimie prawnym – net billingu – deklarował podczas posiedzenia sejmowej komisji ds. energii wiceminister klimatu, pełnomocnik rządu ds. OZE Ireneusz Zyska.
Reklama
Zaskakujące zwroty akcji
Przypomnijmy, że dziś w systemie opustowym prosumenci rozliczają się w relacji 0,7–0,8 w zależności od tego, czy instalacja ma do 5 kW, czy do 10 kW.

Reklama
Wiosną Ministerstwo Klimatu i Środowiska skierowało do konsultacji projekt nowelizacji prawa energetycznego i ustawy o OZE, w którym proponowało m.in. likwidację systemu opustowego i zastąpienie go – w przyszłym roku – systemem sprzedażowym. Do resortu wpłynęło ponad 1200 uwag do tej propozycji, a prac nad nią nie dokończono.
Jednocześnie, na początku lipca, posłanka PiS Jadwiga Emilewicz złożyła w Sejmie projekt ustawy w tej sprawie, podpisany przez grupę posłów PiS. W pierwotnej wersji zakładał on m.in. zastąpienie obecnego systemu opustowego, systemem net meteringu 1 do 1.
Sejmowa podkomisja zmieniła projekt Emilewicz zgodnie z intencją rządu. Zaś w środę wieczorem komisja ds. energii zaakceptowała sprawozdanie podkomisji.
W miniony czwartek – tuż przed planowanym drugim czytaniem projektu – posłanka wycofała swój projekt, do czego miała prawo zgodnie z regulaminem Sejmu. Jak argumentowała, poprawki przyjęte przez komisję ds. energii znacząco pogarszały rozwój energetyki obywatelskiej.
Kilka godzin później do laski marszałkowskiej trafił jednak bardzo podobny projekt, sygnowany przez grupę posłów PiS pod wodzą szefa komisji ds. energii Marka Suskiego. Projekt od razu dostał numer druku. Jeszcze tego samego dnia wieczorem komisja przeprowadziła jego I i II czytanie. Następnego dnia odbyło się głosowanie.
Ile stracą prosumenci?
Według obliczeń dr. Jana Rączki, byłego prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, zawartych w analizie przygotowanej na zlecenie Polskiego Alarmu Smogowego, opłacalność instalacji fotowoltaicznych w nowym systemie drastycznie się obniży.
– Inwestycja w fotowoltaikę spłaci się dopiero po 16 latach (dostawca Enea). To najgorsza z opcji. U innych dostawców energii nie będzie lepiej – czas zwrotu waha się od 12,5 do 14,5 roku. Dla porównania: w obecnym systemie wsparcia instalacja zwróci się po 6,5 do 9,5 roku – wyliczył ekspert.
Jak zauważa Jan Rączka, obecnie mamy bardzo zły moment na zmianę systemu rozliczeń. – Ceny hurtowe energii elektrycznej w rocznych kontraktach terminowych wzrosły o 70 proc. między wrześniem 2020 r. a wrześniem 2021 r. – argumentuje.
Przypomnijmy, że wiceminister Zyska w niedawnym wywiadzie dla DGP („Zamiast opustów przechodzimy od razu na model sprzedażowy”, DGP z 23 września 2021 r.) przekonywał, że system sprzedażowy nadal będzie opłacalny dla prosumentów. – Według naszych obliczeń, rozliczający się w ten sposób prosumenci, którzy dysponują średnią instalacją o wielkości 5 kW, przy przejściu na taryfę G12, zaoszczędzą rocznie ok. 1500 zł w porównaniu ze zwykłymi konsumentami energii – mówił.
Ostatnio resort klimatu nawet podniósł te prognozy i dowodził, że zyski prosumentów w nowym systemie będą opiewać na ok. 1700 zł.
Eksperci: nadwyrężono zaufanie do stabilności otoczenia prawnego
Jak zauważa mec. Wojciech Wrochna, partner w kancelarii Kochański i Partnerzy, ustawa realizuje cele związane z implementacją dyrektywy OZE i wprowadza zmiany dotyczące rozliczania prosumentów. Zawiera też propozycje dotyczące prosumenta wirtualnego i zbiorowego.
Podkreśla zarazem, że niezależnie od opinii nt. samej ustawy negatywnie należy oceniać sposób pracy nad nią. – Na dynamicznie rozwijającym się dzisiaj rynku małych instalacji fotowoltaicznych działa wiele firm, a instalacją własnych paneli zainteresowanych jest wiele osób. Sposób prac – długie terminy procedowania i niepewność co do kształtu konkretnych rozwiązań, a z drugiej strony bardzo krótkie terminy wejścia w życie nadwyrężają zaufanie do stabilności otoczenia prawnego – podkreśla. A – jak zaznacza – ta w przypadku energetyki, nawet tej niewielkiej, prosumenckiej, ma kluczowe znaczenie.
– Bez stabilności nie ma mowy o rozwoju tej branży. Do jej rozwoju potrzebny jest też równoległy rozwój sieci – tak, aby zbyt duża liczba podłączanych instalacji nie wpływała negatywnie na parametry pracy sieci – akcentuje Wojciech Wrochna.
Również Anna Frączyk, analityczka prawna ClientEarth, krytykuje sposób prac nad ustawą. – Chaos wokół nowych regulacji dotyczących rozliczania prosumentów wkroczył na kolejny poziom – komentuje.
Podkreśla, że na przegłosowanej propozycji „stracą prosumenci, a także my wszyscy”. – Najnowszy, zaprezentowany w przededniu szczytu klimatycznego w Glasgow, projekt zmiany regulacji zawiera propozycje, które stawiają pod znakiem zapytania dalszy rozwój polskiego sektora prosumenckiego. Niepewność dotycząca sposobu rozliczania, czyli konsekwencji opłacalności inwestycji w mikroinstalacje OZE, obniża zainteresowanie obywateli możliwością wytwarzania własnej energii elektrycznej – argumentuje.
Jak zauważa, „podczas gdy UE podnosi cele klimatyczne i wspiera inicjatywy prosumenckie, polski rząd serwuje nam rozwiązania, które hamują rozwój OZE i przyczyniają się do podtrzymania uzależnienia Polski od paliw kopalnych i rosnących cen energii”.
– Potrzebujemy wyższego udziału energii z OZE, a rozwiązania prosumenckie to idealna odpowiedź na rosnące ceny energii i zmniejszenie ryzyka ubóstwa energetycznego. Co więcej, przybliża to Polskę do realizacji celów polityki klimatyczno-energetycznej UE – wskazuje ekspertka.
Zwraca przy tym uwagę, że na zmiany w systemie opustów Polska ma czas do 2024 r. – Tym samym dziwi niepotrzebny pośpiech przy wprowadzaniu proponowanych zmian – zaznacza. – Pośpiech jest złym doradcą. W takim kształcie i przy takim trybie procedowania, ustawa nie powinna była zostać przyjęta – konkluduje Anna Frączyk.