Najnowszy blok węglowy został uruchomiony po cichu w połowie maja w należącej do PGE Elektrowni Turów. Tak jak i pozostałe bloki w Bogatyni potrzebuje on do produkcji prądu węgla brunatnego, a zaopatrująca go kopalnia odkrywkowa właśnie dostała „nakaz zatrzymania” z Luksemburga.
Polski rząd był najwyraźniej zaskoczony piątkową decyzją Trybunału Sprawiedliwości UE nakazującą zatrzymanie wydobycia w Turowie do czasu wyroku w sprawie skargi na przedłużenie koncesji dla tej odkrywki ze strony Czechów, którzy obawiają się, że działalność polskiej kopalni obniża poziom wód po ich stronie. Po wyrazach oburzenia i sprzeciwu w czasie weekendu, w poniedziałek polska strona zaczęła szukać możliwości zmiany decyzji TSUE.
Czesi mogą wycofać skargę. Ich przychylność byłaby też zapewne potrzebna, by zmienić środek tymczasowy zabezpieczający do czasu ostatecznego wyroku. Ministerstwo Aktywów Państwowych zapowiedziało konsultacje ze stroną czeską oraz poinformowało, że przygotowuje wniosek o zmianę środków zaradczych do unijnego trybunału.
Reklama
Premier Mateusz Morawiecki zadeklarował, że porozmawia z premierem Czech na szczycie unijnym. Podkreślał, że w sprawie Turowa są trzy nowe przesłanki. Po pierwsze, PGE przyspieszy budowę ekranu zabezpieczającego odpływ wody od Czechów: zamiast w 2023 r. ma być on gotowy już we wrześniu. Po drugie, nawet gdyby zgodnie z decyzją TSUE kopalnia stanęła, to nadal trzeba by pompować wodę, a więc „ten element sporu polsko-czeskiego i tak nadal by nie został wyeliminowany”. Trzecia okoliczność to wejście w życie nowych przepisów o ocenie oddziaływania na środowisko, dzięki którym także organizacje ekologiczne mogą skarżyć decyzje środowiskowe. Pod te przepisy będzie podpadać wydana w kwietniu wydobywcza koncesja dla Turowa do 2044 r. Zatem, jak podkreślał premier, o tej koncesji „można dyskutować już w oparciu o pełne instrumentarium prawne”. Jak się dowiedzieliśmy, czas na jej zaskarżenie minie przed końcem maja i resort klimatu takich skarg się spodziewa.
Według Polskich Sieci Elektroenergetycznych zamknięcie elektrowni Turów mogłoby oznaczać „niemożliwość dostarczenia energii do 3,7 mln gospodarstw domowych”. Roczna produkcja elektrowni Turów w 2021 r. to według prognoz PSE ok. 4,5 proc. zapotrzebowania na energię, wliczając w to nowy blok o mocy blisko 500 MW. „Wartość nieobsłużonego zapotrzebowania może osiągnąć ok. 5 mld zł” – czytamy w prezentacji PSE przygotowanej na poniedziałkowe posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Suwerenności Energetycznej. Według operatora w stanach wysokiego zapotrzebowania, zwłaszcza zimą, mogłoby być konieczne wprowadzanie ograniczeń w odbiorze energii.
Ponadto, jak przestrzega operator, wstrzymanie pracy elektrowni Turów zmniejszy możliwości transgranicznej wymiany energii elektrycznej na połączeniu Mikułowa, co przekłada się na zmniejszenie możliwości importu do Polski nawet o 500 MW. PGE koszty zamknięcia Turowa wylicza na 13,5 mld zł. Wskazuje przy tym, że na każdego pracownika kompleksu Turów (ok. 3,6 tys. osób) przypadają cztery powiązane etaty w okolicy. Po czeskiej stronie słychać zaś, że zatrzymanie polskiej kopalni wcale nie musiałoby oznaczać zamykania elektrowni, bo PGE mogłaby przywozić węgiel brunatny z pobliskich kopalni w Czechach czy Niemczech. ©℗
Największe węglowe kompleksy energetyczne w Polsce o mocy co najmniej 2 GW, które w 2020 r. zaspokoiły w sumie prawie 40 proc. zapotrzebowania na prąd