DGP
W parlamencie procedowane są nowe regulacje w prawie energetycznym, m.in. dotyczą one magazynów energii. Na ogół magazynowanie kojarzy się z wykorzystywaniem sieci energetycznej do przesyłania nadwyżek prądu wytworzonego w OZE i odbieraniem jej w innym czasie…
Czym innym jest wirtualne magazynowanie w sieci, a czym innym – fizyczne magazyny energii. W sieci formalnie nie mamy do czynienia z magazynowaniem, tylko z przesyłem lub dystrybucją. Prosument wprawdzie traktuje sieć jako magazyn energii, lecz faktycznie nim nie jest.
Czym jest więc magazyn energii elektrycznej?
To urządzenie, do którego wprowadzamy energię, przechowujemy ją i z którego łatwo w takiej samej formie możemy ją odebrać. Najczęściej energia elektryczna wprowadzana do magazynu przetwarzana jest do innej postaci, np. energii potencjalnej w magazynie grawitacyjnym, energii kinetycznej w przypadku masy wirującej czy do postaci elektrochemicznej w bateriach.
Do niedawna magazynowanie energii było bardzo drogie albo były ograniczenia co do lokalizacji magazynu. Właściwie jedyną dostępną możliwość w systemie elektroenergetycznym stanowiły elektrownie szczytowo-pompowe. Dzięki postępowi technologicznemu dziś istnieje wiele technologii, np. bateryjne, superkondensatory czy zasobniki sprężonego powietrza. Ale w Polsce wciąż mówimy o nich jak o innowacjach czy pilotażach.
Skoro rozwiązania techniczne są dostępne, to dlaczego są u nas tak słabo wykorzystywane?
Nie wynika to z braku dojrzałości tej technologii, magazyny energii są dostępne również w ofertach polskich firm. To efekt obecnych uwarunkowań prawnych, które powodują, że instalowanie tych urządzeń nie ma uzasadnienia ekonomicznego.
Na czym polega największy problem?
Chodzi o podwójne naliczanie opłat sieciowych – czyli zarówno dla energii wprowadzanej, jak i pobieranej z magazynu. Do tej pory nie ma bowiem oddzielnej działalności polegającej na magazynowaniu energii. Jeśli więc wprowadzamy do magazynu energię, jest on traktowany jako odbiornik, a wprowadzona do niego energia jako zużycie końcowe. Na tę energię nakładane są wszystkie należne opłaty dystrybucyjne, takie jak opłata za moc umowną, składnik stały czy zmienny. Ale kiedy pobieramy energię z magazynu, to ten, w myśl naszego prawa, staje się generatorem, podobnie jak elektrownia. Kiedy zmagazynowana energia zostaje sprzedana odbiorcy – te same opłaty naliczane są po raz drugi. Czyli faktycznie ta sama energia została obciążona opłatami dwukrotnie. Praktycznie żadne ekonomiczne kalkulacje tego nie wytrzymują. Projekt nowelizacji prawa energetycznego przyjęty przez rząd 24 listopada 2020 r., będący obecnie przedmiotem prac w Sejmie, znosi bariery dla magazynów energii i tworzy ramy do ich działania w Polsce. To pierwszy krok w dobrym kierunku.
Teraz będzie to działalność koncesjonowana?
Tak, ale jedynie dla części podmiotów posiadających magazyn energii. Koncesja będzie wymagana tylko dla bardzo dużych magazynów, o mocy większej niż 10 MW. Dla pozostałych już nie. To bardzo dobre uregulowanie. Ponadto magazyny mają być zwolnione z obowiązku taryfikacji. To kolejne dobre posunięcie. Obowiązek zatwierdzania taryf przez prezesa URE w przypadku energetyki rozproszonej niekiedy powoduje, że modele współpracy między podmiotami, które mają uzasadnienie ekonomiczne i techniczne, nie dochodzą do skutku, ponieważ nie można swobodnie kształtować cen. Przykładowo spółka dystrybucyjna, nawet jeżeli jest operatorem systemu dystrybucyjnego o długości kilku kilometrów, do której przyłączonych jest kilku lub kilkunastu odbiorców przemysłowych, jest zobligowana do corocznego zatwierdzania taryfy. Więcej, co do zasady wysokość jej taryfy nie powinna być wyższa niż wiodącego operatora systemu dystrybucyjnego na danym obszarze. Ta regulacja ma teoretycznie służyć ochronie interesu konsumenta. W praktyce często oznacza, że nie są realizowane projekty lokalnych systemów elektroenergetycznych, pomimo że taka współpraca byłaby korzystna dla wszystkich stron. Tymczasem energię z magazynu można będzie sprzedać po takiej cenie, jaka zostanie ustalona z kupującym. Czyli w tym zakresie będziemy mieli wolny rynek.
Na co jeszcze pozwalają nowe rozwiązania?
Mają znaczenie m.in. dla stworzenia zupełnie nowego rodzaju działalności gospodarczej polegającej na magazynowaniu energii i prowadzeniu usług w tym zakresie. Do tej pory w systemie elektroenergetycznym wyróźnialiśmy: wytwarzanie, przesył i dystrybucję oraz konsumpcję (czyli odbiór energii). Dzięki nowelizacji powstanie nowy równoprawny filar systemu elektroenergetycznego – magazynowanie energii. Oczywiście niezależnie od faktu, że stanie się odrębnym rodzajem działalności gospodarczej, możliwe będzie posiadanie magazynu energii przez wszystkie podmioty działające na tym rynku, tj. przez odbiorców, spółki zajmujące się przesyłem i dystrybucją na potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa funkcjonowania sieci, ale również przez wytwórców energii – jako uzupełnienie ich źródeł wytwórczych.
Czy magazyn w swojej firmie będzie mogła zainstalować firma prosument wytwarzająca prąd we własnej mikroinstalacji o mocy nie większej niż 50 kW?
Tak i to bez konieczności uzyskiwania koncesji. Jeżeli moc tego magazynu nie będzie większa niż 50 kW, nie będzie on podlegał nawet obowiązkowi wpisu do rejestru prowadzonego przez operatora systemu dystrybucyjnego właściwego dla danego obszaru. Taka firma będzie jedynie informowała swojego operatora o posiadaniu magazynu, podając jego podstawowe parametry. Czy przełoży się to na rzeczywiste zakupy? W mojej ocenie nie jest to takie oczywiste. Firma prosument ma możliwość korzystania z sieci tak jak z magazynu energii. Wynika to z systemu opustów – współczynnik ilościowy dla mikroinstalacji o mocy zainstalowanej między 10 a 50 KW wynosi 0,7. Czyli firmy te wprowadzają nadmiar wytworzonej przez siebie energii do sieci, a następnie w dogodnym dla siebie terminie mogą odebrać z niej 70 proc. wprowadzonego wolumenu. Takie rozwiązanie z perspektywy firmy to odpowiednik magazynu energii o sprawności 70 proc. bez żadnych nakładów inwestycyjnych. Wprawdzie sprawność magazynu na poziomie 70 proc. jest bardzo słabym parametrem technicznym – magazyny dostępne na rynku mają sprawność powyżej 90 proc., lecz zaletą jest brak kosztów inwestycyjnych, serwisowania czy napraw.
A w jakiej sytuacji postawienie na własny magazyn ma sens?
Z pewnością w przypadku firm, dla których istotne są parametry jakościowe energii na potrzeby procesów technologicznych. Magazyny energii mogą bowiem służyć poprawie tych parametrów. Niewystarczające parametry jakościowe energii w przypadku takich firm przekładają się na znaczące straty w wyniku zatrzymania linii produkcyjnych, uszkodzenia bądź krótszą żywotność maszyn i urządzeń, a nawet utratę gwarancji. To istotny problem dla wielu firm. Nieplanowane i katastrofalne przerwy w zasilaniu w 2019 r. wynosiły w Polsce w sieciach poszczególnych operatorów od 44 minut do 202 minut średnio na odbiorcę końcowego. Do tego doszły planowane przerwy w zasilaniu wynoszące, w zależności od operatora, od niemal 9 do nawet 58 minut. Oprócz przerw planowanych i nieplanowanych w sieci występują zakłócenia spowodowane awariami, zjawiskami atmosferycznymi itp. Są to przepięcia, spadki czy zaniki napięcia.
W przypadku przedsiębiorstw stosujących zautomatyzowany proces technologiczny w oparciu o urządzenia wymagające wysokiej jakości dostarczanej energii zakłócenia procesu technologicznego mogą generować znaczące koszty, wynikające z utraty znacznej ilości surowca czy produktów, jak też prowadzić do niewywiązania się z zakontraktowanych dostaw. Rozwój technologiczny oraz spadek cen magazynów energii otwiera wszystkim tym podmiotom możliwości rozwiązywania problemu. Dlatego moim zdaniem zasadne byłoby wprowadzenie programu dofinansowywania zakupów magazynów energii elektrycznej umożliwiających zapewnienie parametrów jakościowych energii niezbędnych na potrzeby procesów technologicznych, w tym przemysłu 4.0. Poprawiłoby to też atrakcyjność Polski jako miejsca na lokalizację właśnie takich zakładów przemysłowych.
Samo przesunięcie konsumpcji w czasie nie jest jeszcze opłacalne dla polskich firm, natomiast w połączeniu z inną funkcjonalnością, np. poprawą parametrów jakościowych, może mieć już uzasadnienie ekonomiczne.
Czy w Polsce są już przedsiębiorcy, którym budowa własnych magazynów energii się opłaca?
Budowę magazynu energii kończy firma Promet-Plast w Gaju Oławskim. Realizuje obecnie inwestycję w cztery turbiny wiatrowe, z których każda jest zintegrowana z magazynem litowo-jonowym o mocy 1,5 MW i pojemności ponad 3 megawatogodzin (MWh). To pierwsza komercyjna inwestycja polskiego przedsiębiorcy w magazyny energii w tej skali. Dla porównania największy bateryjny magazyn w Polsce znajdujący się w zasobach PSE ma moc zainstalowaną 6 MW przy pojemności ponad 27 MW. Przykład ww. firmy pokazuje, że już dziś możliwe jest znalezienie modelu biznesowego dla takiej inwestycji. Jednak z pewnością nie w przypadku każdej firmy będzie to opłacalne. Należy jednak przypuszczać, że równolegle ze wzrostem cen energii elektrycznej dla odbiorców przemysłowych, a ponadto również w wyniku wprowadzenia opłaty mocowej, inwestycje w magazyny będące uzupełnieniem własnych źródeł wytwórczych będą zyskiwały na popularności. Magazyn może być również przydatnym rozwiązaniem, jeżeli inwestor nie może uzyskać mocy przyłączeniowych dla instalacji wytwórczej OZE na wnioskowanym poziomie.
Jakie jeszcze funkcje mogą pełnić magazyny energii?
Mogą stanowić rezerwowe źródło zasilania. Dotyczy to zarówno domu prywatnego, firmy, ale też większego obszaru, na którym wyznaczymy odbiory krytyczne, np. szpitale czy inne budynki użyteczności publicznej. Magazyny mogą dostarczać moc i pojemność dla stacji ładowania pojazdów elektrycznych, wyrównywać profile pracy źródeł OZE czy ograniczać krótkoterminowe fluktuacje mocy takich źródeł. Można je wykorzystywać do arbitrażu cenowego na hurtowym rynku energii. Niezwykle ważną funkcjonalnością magazynów jest możliwość świadczenia systemowych usług bilansowania.