Zwolnienie wytwórców z obowiązku hurtowej sprzedaży energii przez giełdę ma w zamyśle rządzących ograniczyć import prądu, czego domagały się górnicze związki. Na rynku jest jednak obawa, czy taki właśnie będzie efekt.
Reklama
Projekt znoszący tzw. obligo giełdowe ma jeszcze w tym roku wyjść z resortu klimatu. Rząd we wrześniowym porozumieniu z górniczymi związkami zawodowymi w sprawie wygaszania kopalń do 2049 r. zobowiązał się, iż „dokona zmiany legislacyjnej w zakresie zwolnienia z obowiązku hurtowej sprzedaży energii elektrycznej na giełdzie towarowej”. Rosnący import ma bowiem ograniczać krajową produkcję energii elektrycznej i tym samym spalanie węgla.
Obligo giełdowe reguluje rynek terminowy Towarowej Giełdy Energii (TGE), a prąd z importu trafia głównie na rynek spotowy. W 2019 r. obrót na rynku terminowym wyniósł ok. 195 TWh, podczas gdy na rynku spot ok. 30 TWh. Pytanie więc, na ile nowa regulacja wpłynie na ten ostatni, bo na pewno mocno zmieni sytuację na rynku terminowym, co pokazują dane historyczne. W 2010 r., gdy wdrożono obowiązek sprzedaży 15 proc. energii na giełdzie, obroty na rynku terminowym TGE wzrosły stukrotnie do 74 TWh. W 2014 r. przekroczyły 160 TWh, by w 2017 r. spaść do 86 TWh i podwoić się w 2018 r., gdy podniesiono obligo do 30-proc. Zwiększono je aż do 100 proc. pod koniec 2018 r., w czasie znacznych wzrostów cen energii, by poprawić transparentność rynku.
Gdy obligo zostanie zniesione, handel energią będzie mógł się odbywać poza rynkiem giełdowym, pomiędzy spółkami wytwórczymi i obrotu. – Najbardziej w takiej sytuacji korzystają grupy energetyczne z nadwyżką produkcyjną, czyli u nas PGE. Likwidacja obliga spowoduje spadek obrotów na TGE, możliwe, że nawet o połowę, nastąpi zmniejszenie płynności, a tym samym stabilności rynku, ponieważ im mniej transakcji, tym większe ryzyko manipulacji – mówi DGP osoba związana z polskim rynkiem giełdowym. Rozmówca pytany, jaki będzie mieć to wpływ na poziom cen, odparł, że przy mniejszej stabilności cen „jest wyższe prawdopodobieństwo, że będzie on rósł niż malał”. W jego ocenie obliga nie potrzebuje natomiast rynek spot, bo odbiorcy nie są w stanie precyzyjnie oszacowywać swojego zapotrzebowania i będą się nadal na nim częściowo zaopatrywać. – Będą tam kupować tańszą energię, bo przecież nie zamkniemy zdolności przesyłowych na granicach, a wręcz jesteśmy zobowiązani je powiększać – tłumaczy. Uchwalony w 2019 r. unijny pakiet Czysta energia wymaga bowiem, by operatorzy systemów przesyłowych, w tym PSE, udostępniali nie mniej niż 70 proc. technicznej przepustowości połączeń dla realizacji wymiany transgranicznej. Wymóg ten wszedł w życie z początkiem 2020 r., ale Polska uzyskała prawo do jego stopniowego osiągania do końca 2025 r.
Zdaniem prezesa GPW, której częścią jest TGE, za jakiś czas obligo może zostać przywrócone. Będzie tego oczekiwał rynek, który docenia płynność i transparentność handlu na giełdzie. – Szanujemy decyzję, która przewiduje zniesienie obliga giełdowego, ale pytanie, czy jest to trwałe rozwiązanie, czy przyniesie zamierzony efekt i czy brak obliga będzie wsparciem dla restrukturyzacji. Mam co do tego poważne wątpliwości – powiedział kilka dni temu PAP Biznes Marek Dietl. W ocenie szefa polskiej giełdy jesteśmy częścią rynku europejskiego i cena energii będzie zawsze oscylować wokół cen europejskich, więc aktywność importowa się zwiększy.
Zaniepokojeni planowanym zniesieniem obliga giełdowego są energochłonni odbiorcy energii elektrycznej. Przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu (FOEEiG) Henryk Kaliś podkreślił w rozmowie z DGP, że przemysł obawia się, iż zniesienie obliga ograniczy płynność obrotu na Towarowej Giełdzie Energii i zmarginalizuje wpływ Giełdy na rynkową wycenę energii, a w konsekwencji wywoła dalsze wzrosty jej cen. Od początku przyszłego roku koszty dostaw energii i tak wzrosną w związku z wprowadzeniem opłaty mocowej. – Zarządzam energią w dużym zakładzie przemysłowym od 2000 r. i pamiętam, jak to funkcjonowało kiedyś, gdy ceny energii elektrycznej oferowanej odbiorcom końcowym były ustalane przez kilku dyrektorów elektrowni systemowych. Przez całe lata armia pasjonatów pracowała nad tym, by stworzyć w Polsce konkurencyjny rynek energii elektrycznej, a najważniejszym efektem tych starań jest właśnie płynny obrót i transparentne mechanizmy wyceny funkcjonujące na TGE – mówi Kaliś. Dodał, że było to możliwe właśnie dzięki wprowadzeniu obliga giełdowego, dzięki czemu po 2010 r. mógł nastąpić spadek hurtowych cen energii. – Jeśli obligo zlikwidujemy, będziemy zdani na łaskę i niełaskę koncernów energetycznych – podsumował szef FOEEiG.
We wrześniu gorącą dyskusję i „sprostowania” innych ekspertów wywołał raport Dawida Chudego i prof. Władysława Mielczarskiego z Politechniki Łódzkiej. Według autorów import energii ma negatywne skutki nie tylko dla elektroenergetyki i górnictwa, ale dla całej gospodarki, bo nie obniża jej cen, a zwiększa koszty krajowych producentów paliw i energii, które muszą być pokrywane przez odbiorców. Do raportu odniósł się nawet krajowy operator PSE, podkreślając, że energia importowana przez uczestników rynku pomaga gwarantować ciągłość dostaw. Polskie Sieci Elektroenergetyczne przypomniały, że gdy 22 czerwca doszło do historycznego ubytku mocy w systemie (zalało elektrownię Bełchatów), został on uzupełniony właśnie dzięki sprowadzonej energii.