Technologie koreańska i francuska, choć brane pod uwagę, mają mniejsze szanse – twierdzi źródło DGP.
Reklama
Dziś ważne dla przyszłości projektu atomowego spotkanie. Przygotowywane od dłuższego czasu Polsko-Amerykańskie Forum Przemysłu Jądrowego może przyspieszyć budowę nowej elektrowni. Na liście uczestników są przedstawiciele amerykańskiego Westinghouse’a.
Technologia polskiej elektrowni jądrowej będzie się opierać na działających już na świecie reaktorach III generacji. Jednym z nich jest AP1000 tej właśnie firmy. Potencjalnym wykonawcą konwencjonalnej części elektrowni z reaktorem Westinghouse’a mógłby być General Electric – wskazuje rozmówca DGP.
Co prawda w grze są jeszcze technologie z Francji – EPR i Korei Południowej – APR-1400, ale jak zapewniają nasi informatorzy będący blisko rozmów rządu z USA, preferowany jest partner amerykański. Francuski nie ma zbyt wysokich notowań u polskich polityków ze względu na opóźnienia budów w Europie.

Reklama
Nowa elektrownia ma powstać na Pomorzu (Żarnowiec, Lubiatowo-Kopalino). Za taką lokalizacją przemawia nie tylko dostęp do potrzebnej z powodów technicznych wody, ale przede wszystkim brak w regionie dużych elektrowni. Teraz do Polski północnej prąd trzeba przesyłać z południa – co jest sporym wyzwaniem dla przeciążonych w miesiącach letnich sieci.
Przedstawiciel Westinghouse Electric Company David Durham ma być obecny na poniedziałkowym Forum Przemysłu Jądrowego. Organizuje je likwidowane obecnie Ministerstwo Energii w siedzibie Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju pod honorowym patronatem prezydenta Andrzeja Dudy i przy wsparciu Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych.
W planie spotkania zapisano wystąpienia Piotra Naimskiego, którego przedstawiono jako pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej w KPRM, a także amerykańskiej ambasador Georgette Mosbacher oraz przedstawiciela amerykańskiego Departamentu Energii Theodore’a J. Garrisha.
Krótko przed ogłoszeniem przez premiera likwidacji jego resortu Krzysztof Tchórzewski mówił dziennikarzom, że w ciągu roku powinny się zamknąć uzgodnienia dotyczące finansowania powstania energetyki jądrowej w Polsce. – Żeby budować program energetyki jądrowej, trzeba do tego stworzyć solidne podwaliny finansowe i tutaj cały czas jest poszukiwanie nie tylko technologii, ale też uczestników realizacji tego zadania. W moim przekonaniu jesteśmy bardzo blisko rozstrzygnięć. Mówimy tu o inwestycjach, które w Polsce będą na poziomie ponad 50 mld euro lub dol., czyli ok. 200 mld zł – mówił.
Według ogólnego harmonogramu zapisanego w zaktualizowanym projekcie Polityki energetycznej Polski do 2040 r. (PEP 2040) pierwszy blok jądrowy o mocy ok. 1–1,5 GW ma zostać uruchomiony ok. 2033 r. Pięć kolejnych o łącznej mocy 5–7,5 GW będzie uruchamianych co 2–3 lata. Także ten projekt został opublikowany tuż przed ogłoszeniem przetasowań w rządzie.
Według ustaleń DGP to właśnie finansowanie pozostaje w polskim programie atomowym jedną z największych przeszkód do pokonania, zwłaszcza że rząd chce utrzymać pakiet kontrolny w projekcie (51 proc.). Pytanie, kto będzie realizował program atomowy w nowej układance rządowej i czy będzie miał na sprawę taki sam pogląd jak Krzysztof Tchórzewski. Rozmowy z Amerykanami pilotował w ramach tzw. dialogu energetycznego Piotr Naimski. Wraz z sekretarzem energii USA Rickiem Perrym podpisał on w czerwcu memorandum o współpracy w dziedzinie cywilnego wykorzystania energii jądrowej.
W październiku w wywiadzie dla DGP Naimski powiedział, że w perspektywie 20–25 lat Polska może wytwarzać ok. 20 proc. energii z energetyki jądrowej. Podkreślił, że obecnie na świecie buduje się ok. 60 reaktorów i nie ma mowy o globalnym odwrocie od atomu. Jak przekonywał, opóźnienia we Francji i Finlandii (nowe elektrownie z reaktorami EPR III generacji) wynikają stąd, że „francuskie firmy nie były w stanie zrealizować tych inwestycji w terminie i założonym budżecie”, co jednak nie znaczy, że nie jest to możliwe. ©℗
Unia zaostrza politykę w sprawie gazu
Od 2022 r. Europejski Bank Inwestycyjny przestanie udzielać kredytów projektom, które nie spełnią nowych standardów emisyjności. Efektem będzie odcięcie finansowania inwestycjom gazowym i wzmocnienie roli EBI jako instrumentu wsparcia dla unijnej polityki klimatycznej. Jednocześnie bank podnosi maksymalny poziom finansowania projektów energetycznych z 50 do 75 proc. Przeciwko nowej polityce EBI były Polska, Węgry i Rumunia.
Ogłoszona w czwartek decyzja oznacza złagodzenie pierwotnych założeń, zgodnie z którymi wycofanie się banku z inwestycji w gaz miało nastąpić już od 2021 r. Zmiana ta pomogła uzyskać poparcie części krajów sceptycznych wobec wcześniejszych propozycji, m.in. Niemiec i Włoch.
Według organizacji Bankwatch unijny bank pożyczył w latach 2013–2018 sektorowi paliw kopalnych ok. 13,5 mld euro. Zmiana jego polityki przyczyni się do zwiększenia kosztów przyszłych projektów gazowych i utrudni traktowanie błękitnego paliwa jako alternatywy na czas odchodzenia od węgla. O tym, że wycofywanie się instytucji finansowych z inwestowania w gaz może utrudnić Polsce realizację jej polityki energetycznej, mówił m.in. pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski. Zadowolenie z decyzji EBI wyrażają natomiast organizacje ekologiczne, które postulują, by w jego ślady poszły teraz inne banki.