Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej
fot. Wojtek Górski
Kiedy Polska będzie niezależna energetycznie, czyli ziści się plan dywersyfikacji dostaw gazu?
Reklama
Realizowany przez Prawo i Sprawiedliwość plan zróżnicowania dostaw gazu do Polski będzie miał swój finał w paździeniku 2022 r., kiedy oddany zostanie do użytku, już budowany pod moim nadzorem, gazociąg Baltic Pipe, łączący Polskę z Norwegią poprzez Danię pod Bałtykiem. Do tego czasu powstanie system połączeń gazowych na terenie całego kraju, od Bałtyku do Przemyśla. W 2021 r. zakończymy rozbudowę gazoportu w Świnoujściu. Wszystko to pozwoli nam sprowadzać 16–17 mld m sześc. gazu z północy, od różnych dostawców, z Norwegii, USA, Kataru… Ta ilość w połączeniu z wydobyciem krajowym (ok. 4 mld m sześc.) nie tylko zaspokoi nasze zapotrzebowanie, ale i pozwoli zaoferować nadwyżkę chętnym krajom ościennym. Niekorzystny kontrakt z Gazpromem wygasa z końcem 2022 r. i nie przedłużymy go.
Jaki ma być docelowy udział USA w dostawach LNG do Polski? Czy będzie dominujący?

Reklama
Nie. Dostawy z USA będą realizowane równolegle z importem z Kataru, skąd już teraz przypływają do nas statki z gazem. PGNiG podpisało szereg średnio- i długoterminowych kontraktów z różnymi amerykańskimi producentami. Realizacja pierwszego z nich już trwa, większość będzie realizowana od 2022 r., bo firmy ze Stanów Zjednoczonych stopniowo przestawiają terminale LNG z importu na eksport. Od 2021 r. Polska będzie przyjmować 7,5 mld m sześc. LNG poprzez powiększony gazoport w Świnoujściu, a od 2025 r. dodatkowe 4 mld poprzez terminal pływający w Zatoce Gdańskiej. Ilość gazu z USA będzie zależała od naszych potrzeb. Ponadto PGNiG może odebrać gaz z terminalu w Ameryce i sprzedać go na rynku światowym.
Prowadzimy dialog energetyczny z Amerykanami. Rozmawiamy z nimi nie tylko o LNG?
Prowadzę ten dialog z ramienia Polski. Dostawy gazu skroplonego to niejedyne pole współpracy. Współdziałamy też w zakresie cyberbezpieczeństwa, czyli ochrony naszych instalacji energetycznych przed atakami z sieci internetowej. Rozmawiamy ponadto o nowoczesnych technologiach przeróbki węgla. Elementem dialogu jest również możliwość współpracy w dziedzinie cywilnych technologii nuklearnych.
Jednak gdy tworzony był projekt sieci gazowej, zakładano, że gaz będzie przejściowym paliwem dla Polski, a elektrownie gazowe będą krokiem pośrednim między węglem a OZE. Technologie OZE przyspieszyły i już teraz są efektywne. Czy ta sieć nie jest więc przeskalowana? Czy będziemy potrzebować tyle gazu?
Zapotrzebowanie na gaz w Polsce rośnie z roku na rok. Oczywiście ten wzrost jest uwzględniony w naszej strategii. Odnawialne źródła oparte o wiatr i słońce wymagają zabezpieczenia w postaci źródeł niezależnych od warunków atmosferycznych, ponieważ potrzebujemy prądu także wtedy, kiedy wiatr nie wieje, a słońce nie świeci. Naturalny wybór dla zaplecza dla OZE stanowią elektrownie gazowe. Są elastyczne, łatwe do włączenia i wyłączenia w zależności od potrzeb. Planujemy zbudowanie dwóch bloków gazowych w Dolnej Odrze, które zastąpią bloki węglowe. Nie przewidujemy jednak radykalnego przestawienia polskiej energetyki na gaz. Wybudujemy farmy wiatrowe na morzu (bardziej efektywne niż lądowe). W perspektywie 20–25 lat będziemy wytwarzali ok. 20 proc. energii z odnawialnych źródeł (przede wszystkim za pomocą wspomnianych morskich farm wiatrowych i fotowoltaiki) i 20 proc. z energetyki jądrowej. Źródła gazowe posłużą przede wszystkim do celów regulacyjnych dla krajowego systemu energetycznego. Nasza strategia przewiduje, że ok. 2040 r. 40–50 proc. prądu będzie produkowane z węgla. Dzisiaj to ok. 80 proc.
Europejski Bank Inwestycyjny nie zamierza już wspierać paliw kopalnych, w tym gazu, taki sam zamiar miała też Bruksela, choć Polska zabiega o wyjątek dla regionu. Proces wychodzenia z finansowania paliw kopalnych jest nieuchronny.
Decyzje instytucji finansowych mogą utrudnić realizację naszej polityki energetycznej, jednak warto pamiętać, że ostatecznie to minister energii i rząd Polski odpowiadają za bezpieczeństwo energetyczne. W sprawie źródeł energii traktaty europejskie dają poszczególnym państwom członkowskim prawo decyzji i tego się trzymamy. Przede wszystkim trzeba mieć i mamy na względzie bezpieczeństwo dostaw energii dla Polaków i naszej gospodarki. Dopiero w drugiej kolejności będziemy dostosowywali się do regulacji zewnętrznych, uwzględniając specyfikę polskiej gospodarki i warunków naturalnych. Zachowujemy się racjonalnie. Węgiel daje nam bezpieczeństwo i nie widzimy powodu, by z niego rezygnować. Uznajemy zobowiązania w ramach Unii Europejskiej, ale droga do ich realizacji będzie musiała uwzględniać nasze możliwości. Dlatego też premier Mateusz Morawiecki nie zgodził się w lipcu na blankietowy zapis w konkluzjach Rady Europejskiej o zeroemisyjnej gospodarce do 2050 r. i poprosił o podanie kosztów oraz podziału odpowiedzialności między poszczególne państwa członkowskie.
Wspominał pan, że docelowo energia atomowa miałaby 20 proc. w polskim miksie energetycznym, ale wygląda na to, że światowy apetyt na atom zmalał, a inwestycja we francuskim Flamanville napotyka trudności…
Obecnie buduje się na świecie ok. 60 reaktorów, niektóre kraje gwałtownie rozbudowują swój sektor energetyki nuklearnej. To są Indie, kraje arabskie, Chiny. W skali świata nie ma odejścia od energetyki nuklearnej. Przeciwnie, coraz więcej analityków dochodzi do wniosku, że nie da się rozwijać na dużą skalę OZE bez równoległego uwzględnienia w miksie energetyki nuklearnej. OZE, uzależnione od zewnętrznych warunków atmosferycznych, potrzebują uzupełnienia w postaci dużych, stabilnych i tanich w eksploatacji źródeł energii. Elektrownie atomowe spełniają te warunki. Są też łatwe w obsłudze od strony logistycznej (elektrownia potrzebuje jedynie kilku ciężarówek paliwa rocznie). Nie tylko we Francji, także w Finlandii powstaje nowa elektrownia z dużym opóźnieniem. Francuskie firmy nie były w stanie zrealizować tych inwestycji w terminie i założonym budżecie. To jednak nie znaczy, że nie jest to możliwe.
A co pan planuje w przyszłej kadencji Sejmu?
Ostatnie cztery lata były dla mnie czasem ciężkiej pracy. Dzięki budowie Baltic Pipe i rozbudowie gazoportu w Świnoujściu Polska uwolni się od rosyjskiego monopolu na dostawy gazu, uzyska wolność wyboru. Na ukończenie tych strategicznych dla naszej niepodległości projektów potrzebuję jeszcze trzech lat. Ponadto planujemy kilka inwestycji w stolicy. Na ostatnim etapie znajduje się budowa nowej elektrociepłowni gazowej na Żeraniu. Gaz-System, czyli spółka, którą nadzoruję, właśnie oddała do użytku specjalny prowadzący tam gazociąg. Mamy w planach kolejne inwestycje, przestawiające warszawskie ciepłownictwo na paliwo gazowe. Pylący węgiel nie będzie już wjeżdżał do miasta. Jako pełnomocnik rządu odpowiadam również za rozbudowę sieci elektroenergetycznej wokół Warszawy. To trudne i żmudne inwestycje, ale będą służyć kolejnym pokoleniom. Ich dokończenie wymaga jeszcze 3–4 lat i chciałbym je doprowadzić do końca. Wymaga to przedłużenia mandatu PiS, a w tym też mojego podczas wyborów 13 października. ©℗
Co będzie nam dawać energię
W projekcie Polityki energetycznej państwa do 2040 r. założono, że w 2030 r. udział węgla w wytwarzaniu energii elektrycznej wyniesie 60 proc., a OZE 21 proc. w finalnym zużyciu energii brutto. Ponadto dokument przewiduje, że energetyka jądrowa zostanie wdrożona w 2033 r. Do 2043 r. miałoby powstać sześć bloków jądrowych o mocy całkowitej 6–9 GW, co oznaczałoby, że w 2035 r. udział tej technologii w wytwarzaniu energii elektrycznej mógłby wynieść ok. 10 proc. Po 2025 r. miałyby się też rozwijać farmy wiatrowe na morzu. Z kolei emisja CO2 miałaby zostać ograniczona o 30 proc. do 2030 r. względem 1990 r.