Urząd Regulacji Energetyki prowadzi 25 postępowań w sprawie cofnięcia koncesji na obrót gazem i energią elektryczną.
DGP
Analizy URE w sposób jednoznaczny wskazują, że od 2007 r. obserwujemy regularny wzrost koncentracji przedsiębiorstw energetycznych i drogę w kierunku państwowego monopolu. Na rynku dominują cztery grupy energetyczne, które powstawały ok. 10 lat temu – PGE, Enea, Energa i Tauron. Poprzednie rządy wprowadziły je na giełdę. Długo przymierzano się też do sprzedaży jednej-dwóch z nich zewnętrznym inwestorom. Jednak zamiast dalszej prywatyzacji nastąpiła renacjonalizacja. Z produkcji energii i ciepła w Polsce wycofały się francuskie EDF i Engie.

Kłopoty dla klientów

W kierunku dominacji państwa zmierzamy też na rynku gazu. Według danych URE, w 2017 r. udział spółek z grupy PGNiG w sprzedaży gazu ziemnego do odbiorców końcowych wzrósł do 80,7 proc. Rok wcześniej wynosił 73,7 proc.
W 2018 r. trend spadku udziału w rynku innych firm znacznie się pogłębił. – Rynek gazu to obecnie praktycznie jedna spółka. Trudno tu zatem mówić o zrównoważonym rozwoju rynku – zauważa Maciej Bando, prezes URE. W przypadku energii elektrycznej jest dość podobnie. Oprócz państwowej „wielkiej czwórki” jedynym większym zewnętrznym sprzedawcą pozostaje firma Innogy, która obsługuje rynek warszawski.
Na renacjonalizację rynku wskazuje też to, że spada dynamika wzrostu liczby klientów decydujących się na zmianę sprzedawcy gazu i prądu.
Dlaczego działania URE idą w kierunku dalszego odgraniczenia liczby sprzedawców? Zgodnie z przepisami regulator cofa koncesję na obrót albo zmienia jej zakres m.in. w przypadku, gdy spółka nie ma wystarczającej ilości pieniędzy, by zapewnić płynne dostawy prądu czy gazu do odbiorców. W efekcie monitoringu rynku toczy się 12 takich postępowań w przypadku firm gazowych (firm posiadających koncesję na obrót paliwami gazowymi i gazem ziemnym jest w sumie 269) i 13 w przypadku firm energetycznych (koncesję na obrót energią elektryczną ma 465 podmiotów, 185 na dystrybucję). Postępowań jest w sumie 25, ale firm kilkanaście (to dlatego, że część posiada koncesję na obie działalności).
Jak tłumaczy URE, w ostatnim czasie mamy do czynienia z wieloma przypadkami upadłości firm, które osierocają kolejne grupy klientów. Mniejsi sprzedawcy prądu i gazu znaleźli się w opałach z dwóch powodów: ze względu na skokowe wzrosty cen obu nośników energii na rynku hurtowym oraz niekorzystne zmiany w przepisach.
Wypadanie alternatywnych spółek z rynku oznacza kłopoty dla klientów. Gdy ich sprzedawca bankrutuje, nie zostają co prawda bez prądu i gazu. Uruchamiana jest sprzedaż rezerwowa. W przypadku energii elektrycznej odpowiada za to dystrybutor, czyli spółka zarządzająca liniami energetycznymi średnich i niskich napięć. Stroną umowy sprzedaży rezerwowej jest jednak sprzedawca (spółka obrotu) wskazany w umowie o świadczenie usług dystrybucji energii elektrycznej. W gazie obowiązki dotychczasowego sprzedawcy przejmuje sprzedawca rezerwowy, czego odbiorca od strony technicznej powinien nawet nie odczuć. Tyle że sprzedaż rezerwowa to usługa awaryjna, a więc droższa – czasem nawet o kilkadziesiąt procent od ceny w typowej umowie.

Zamieszanie w obu branżach

– Wielokrotnie już podkreślaliśmy, że obecna sytuacja legislacyjna w Polsce dyskryminuje dostawców działających na wolnym rynku, ugruntowuje dominującą pozycję państwowego PGNiG oraz uniemożliwia utrzymanie zapasów gazu w innych krajach UE – mówi Piotr Kasprzak, prezes spółki Hermes Energy Group.
Chodzi o obowiązek posiadania zapasów gazu. W 2016 r. Polska przywróciła wymóg zabezpieczenia magazynowania surowca dla firm, których import jest mniejszy niż 100 mln m sześc. rocznie. Miało to pomóc w podniesieniu krajowego bezpieczeństwa dostaw i wspierać uniezależnianie się od dostaw z Rosji. Sprawie przygląda się Komisja Europejska. Rozważa wniesienie sprawy przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości UE za naruszenie unijnych przepisów dotyczących swobodnego przepływu towarów. Efekty zmian w regulacjach były szybko odczuwalne: w kilka miesięcy po ich wprowadzeniu na krajowym rynku ubyło kilku sprzedawców.
Na rynku energii elektrycznej legislacyjny chaos jest jeszcze bardziej uciążliwy. Wprowadzona od 1 stycznia tzw. ustawa prądowa jeszcze nie została na dobre wdrożona przez sprzedawców, a już – po rozmowach z Komisją Europejską – Ministerstwo Energii zapowiada konieczność wprowadzenia w niej zmian. W efekcie nawet wiodący sprzedawcy gubią się w interpretacjach. Innogy w piątek poinformowało, że wycofuje się z zaplanowanych od stycznia podwyżek, dostosowując się do ustawy prądowej zamrażającej rachunki na poziomie z połowy 2018 r.
Do ustawy prądowej wciąż nie ma aktów wykonawczych. Krótko mówiąc, energia jest sprzedawana odbiorcom od początku roku według zasad, które – choć wiadomo, że się pojawią – to na dobrą sprawę nie są jeszcze znane.
– Odbiorca w gospodarstwie domowym zawsze ma możliwość powrotu z rynku do zatwierdzanej przez URE taryfy swojego sprzedawcy z urzędu. Taka możliwość powrotu czy też trwania przy sprzedawcy z urzędu zapewnia odbiorcy pewne poczucie bezpieczeństwa. Jednakże rzeczywistość rynkowa zaskakuje często nawet uczestników tego rynku, w tym regulatora, o czym przekonaliśmy się w ostatnich tygodniach – mówi DGP Maciej Bando.
Sprzedaż rezerwowa to usługa awaryjna, a więc dużo droższa
Koniec promocji. Cena 100 proc. w górę
Czytelnik pokazał nam ofertę od firmy Pulsar Energia. To jeden z podmiotów, wobec których w URE toczy się postępowanie o odebranie koncesji. Czytelnik pytał, dlaczego firma proponuje mu 100 proc. podwyżki ceny energii na ten rok.
Mariusz Lach, kierownik marketingu i komunikacji w Pulsarze, wyjaśnia, że cena prądu na nowy okres wynika z regulaminu oferty promocyjnej. Klient zaakceptował ją podczas zawierania umowy. Ale promocja skończyła się wraz z końcem ubiegłego roku.
Podobny przypadek opisywaliśmy już w listopadzie ub.r. Wtedy chodziło o klientów PGNiG i taryfę „PiG Prąd i gaz” (podwyżka o 66 proc.).
– Zgodnie z obowiązkiem spółka poinformowała odbiorcę o nowej wysokości stawki za energię elektryczną w kolejnym okresie – mówi nam Lach.
Spytaliśmy także o postępowanie URE.
– Jest ono standardową procedurą stosowaną w ramach ochrony interesów odbiorców, związaną z gwarantowanymi środkami finansowymi, jakimi powinna dysponować spółka działająca w obszarze obrotu energią elektryczną. 5 grudnia 2018 r. Spółka Pulsar Energia złożyła do URE stosowne wyjaśnienia, w tym sprawozdanie finansowe za okres do 30 listopada 2018 r. Pulsar Energia oświadcza, iż kondycja finansowa spółki jest dobra i gwarantuje prawidłowe wykonywanie działalności – mówi nam Lach.