Na prawie 30 mln zł dofinansowania mogą liczyć w najbliższych latach dwie ciepłownie: istniejąca już jednostka na Podhalu i dopiero powstająca inwestycja w Toruniu.
Ta pierwsza otrzyma ponad 9 mln zł na rozbudowę i zwiększenie mocy systemu geotermalnego. Z kolei pozostałe 19,5 mln zasili budżet toruńskiego przedsiębiorstwa, które ma uruchomić ciepłownie najwcześniej w 2018 r.
Reklama
Beneficjenci podpisali już stosowne umowy z Ministerstwem Środowiska i Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Pieniądze pochodzą ze środków unijnych.

Reklama
Jak przekonuje resort, inwestycje te pozwolą zredukować emisję gazów cieplarnianych o ok. 16 tys. ton rocznie.
To nie pierwsze tak hojne wsparcie dla geotermii w ostatnich miesiącach. Tylko we wrześniu MŚ i NFOŚiGW zadecydowali o dofinansowaniu do odwiertów badawczych na terenie pięciu samorządów. Bezzwrotne dotacje do 100 proc. kosztów kwalifikowanych trafią do gmin Lądek Zdrój, Sochaczew, Sieradz, Koło i Szaflary.
Otrzymają one łącznie ponad 107 mln zł z dostępnej puli 200 mln zł przeznaczonej na projekty geotermiczne w ramach programu NFOŚiGW „Geologia i górnictwo”. W kolejce po resztę środków czeka jeszcze 12 innych samorządów oraz instytucji, np. Politechnika Łódzka.
Resort środowiska nie kryje, że zależy mu, by – spełniając unijne wymogi dotyczące udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) w krajowym miksie energetycznym – wykorzystać ukryty pod ziemią potencjał geotermiczny. Minister Jan Szyszko wielokrotnie podkreślał, że Polska może się pochwalić szczególnie obfitymi zasobami gorących wód podziemnych. Ich pełne wykorzystanie pozwoliłoby wielokrotnie przekroczyć obecne zapotrzebowanie na energie cieplną.
W ocenie dr. hab. Zbigniewa Karaczuna, eksperta Koalicji Klimatycznej, kierunek myślenia jest słuszny, a inwestycje w badania potencjału geotermicznego – choć kosztowne – potrzebne.
Geotermia jest jednym z najdroższych źródeł zielonej energii. Zwłaszcza że występujące na naszym terytorium wody podziemne nie należą do najgorętszych. Ponadto znajdują się dużo głębiej niż w innych krajach, które oparły na nich swoją energetykę, np. Islandia.
Przykłady już funkcjonujących w Polsce ciepłowni pokazują, że takie inwestycje nie zawsze spinają się finansowo.
– W efekcie oferowana przez nie energia jest często droższa, a przez to mieszkańcy wolą samodzielnie ogrzewać swoje domy, najczęściej paląc w piecu – konkluduje Karaczun.