W ostatnim czasie problem z wypłacaniem świadczeń z ubezpieczenia chorobowego przez ZUS był kilkukrotnie podnoszony, m.in. przez rzecznika praw obywatelskich. Po raz pierwszy jeszcze w ubiegłym roku, kiedy to znajdowaliśmy się w szczycie epidemii. Ubezpieczeni skarżyli się wtedy na kilkumiesięczne nawet opóźnienia w realizacji przelewów. ZUS tłumaczył wówczas, że zwłoka wynika z ogromu dodatkowych zadań związanych z realizacją tarczy antykryzysowej. Podkreślał też, że w tym czasie znacznie wzrosła liczba wniosków o zwykłe świadczenia - zasiłek chorobowy, macierzyński, opiekuńczy, pogrzebowy oraz świadczenie rehabilitacyjne.
- ZUS co do zasady musi wypłacać zasiłki (także zasiłki macierzyńskie) na bieżąco, nie później jednak niż w ciągu 30 dni od daty złożenia dokumentów niezbędnych do stwierdzenia uprawnień do świadczeń. W sprawach szczególnie skomplikowanych termin ten może wydłużyć się do dwóch miesięcy - wyjaśnia Katarzyna Przyborowska, radca prawny z kancelarii Lege Artis, autorka bloga Temidajestkobieta.pl.
Na kwestię opóźnień jakiś czas temu zwracała też uwagę posłanka Lewicy Katarzyna Kotula w interpelacji skierowanej do Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, wskazując, że do jej biur poselskich zgłaszają się osoby, które zmagają się z długotrwałym brakiem wypłat zasiłku macierzyńskiego. Postanowiła zapytać resort o skalę zjawiska i przyczyny opóźnień.
Nie tylko ZUS winny
Z niedawno opublikowanej odpowiedzi wiceministra Stanisława Szweda wynika jednak, że ani w zeszłym roku sytuacja nie była dramatyczna, ani teraz nie jest. Przynajmniej w teorii. W I kwartale 2021 r. ZUS załatwił bowiem w terminie 99,59 proc. wszystkich spraw dotyczących wypłaty zasiłków, a po czasie zrealizował 0,41 proc. Dla porównania, w całym 2020 r. było to odpowiednio 99,22 proc. oraz 0,78 proc, przy jednocześnie największej liczbie wszystkich spraw dotyczących zasiłków na przestrzeni ostatnich lat (patrz infografika).
Doktor Tomasz Lasocki z Wydziału Prawa i Administracji UW zwraca jednak uwagę, że w tym wypadku brak opóźnienia może wcale nie oznaczać wypłaty zasiłku w terminie miesiąca od złożenia wniosku. - Zdarza się bowiem, że organ rentowy przedłuża ten czas, wzywając ubezpieczonego do przedstawienia dodatkowych informacji, często mało znaczących dla rozstrzygnięcia sprawy. W konsekwencji termin 30-dniowy biegnie na nowo (od momentu dostarczenia tych danych) - wskazuje.
Wiceminister w odpowiedzi na interpelację sam zresztą przyznaje, że wypłata świadczeń po upływie 30 dni od wpływu wniosku nie oznacza, że w tych sprawach nastąpiła zwłoka. Potwierdzają to także dane dotyczące terminów wypłat zasiłków macierzyńskich za 2020 r. (patrz infografika).
Dlaczego sprawy się przeciągają? Zdaniem Stanisława Szweda przyczyny są różne, nie zawsze leżą natomiast bezpośrednio po stronie organu rentowego. Opóźnienia mogą powodować także niekompletne bądź zawierające braki formalne wnioski. Wydłużony okres rozpatrywania spraw spowodowany jest również potrzebą przeprowadzenia przez ZUS postępowania wyjaśniającego, np. w przypadku konieczności potwierdzenia lub ustalenia, czy dana osoba faktycznie podlega ubezpieczeniu chorobowemu, co jest warunkiem niezbędnym do przyznania świadczenia. Niekiedy czas rozpatrywania spraw zasiłkowych wydłużają toczące się przed sądem postępowania, których rozstrzygnięcia mają wpływ na przyznanie albo odmowę prawa do zasiłku.
Potwierdza to sam ZUS i podkreśla, że nie zawsze dłuższe oczekiwanie na wypłatę zasiłku wynika z przyczyn leżących po jego stronie. Deklaruje, że na bieżąco monitoruje wskaźnik terminowości wypłat, wskazując, że w I kwartale br. aż 99,59 proc. świadczeń zostało przelanych w terminie.
Możliwości ubezpieczonych
Co w sytuacji opóźnień mogą zrobić ubezpieczeni? Do niedawna w każdym przypadku, w którym z przyczyn leżących po stronie ZUS wypłata zasiłku się przedłużyła, wypłacał on odsetki. Jednak obowiązek ten zniósł art. 31zd tarczy antykryzysowej (ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych; Dz.U. poz. 1842 ze zm.). Zgodnie z nim, jeśli termin wydania decyzji lub wypłaty świadczeń przypada w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo epidemii, ewentualnie w ciągu 30 dni po ich odwołaniu, to w razie przekroczenia terminu ZUS nie musi wypłacać odsetek.
Katarzyna Przyborowska podkreśla jednak, że to zazwyczaj są i tak niewielkie kwoty. - Do tego ich dochodzenie wymaga wszczęcia osobnego postępowania (odrębnego od tego dotyczącego należności głównej) - wyjaśnia.
Co zatem pozostaje? - Ubezpieczonemu przysługuje prawo do złożenia ponaglenia. Należy je wnieść wraz z uzasadnieniem do ZUS (np. przez platformę PUE ZUS) - wyjaśnia mec. Przyborowska. Z jej praktyki wynika, że po otrzymaniu takiego ponaglenia zdarza się, że sprawa toczy się szybciej. - Częściej jednak niewiele ono daje, gdyż to ZUS je rozpatruje, nie ma nad nim bowiem organu wyższego stopnia - przyznaje ekspertka. Jest też możliwość wniesienia skargi do prezes ZUS. - Wówczas centrala może skierować do oddziału pytanie, co się dzieje w sprawie - wskazuje.
Ubezpieczeni mogą też skorzystać ze ścieżki sądowej. - Możemy złożyć odwołanie do sądu powszechnego na podstawie art. 4779 k.p.c., jeżeli przekazaliśmy ZUS wszystkie dokumenty potrzebne do wypłaty świadczenia, a on nadal nie wypłacił zasiłku. Sąd zobowiąże wówczas ZUS (jeżeli wszystkie przesłanki zostaną spełnione) do wypłaty świadczenia - mówi prawniczka.
Terminowość wypłaty świadczeń przez ZUS / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe