W szczycie trzeciej fali Polska co chwilę znajdowała się w czołówce państw z najwyższą liczbą zgonów. Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, analizując zgony z powodu COVID-19, wyciągnęło wniosek: im niższy wiek, tym mniejsza śmiertelność. Czy krajowa polityka senioralna ma tu znaczenie?

Pandemia obnażyła niedostatki polityki względem osób starszych. Np. niedobory strukturalne w systemie opieki instytucjonalnej, gdzie mamy olbrzymie zagęszczenie w placówkach dla osób starszych i niesamodzielnych (średnio ok. 100 osób w DPS-ach) przy ograniczonych liczebnie, słabo wynagradzanych kadrach, które nawet w czasie pandemii musiały krążyć między placówkami. Śmiertelne żniwo, jakie pandemia zebrała w placówkach opieki stacjonarnej i trudności z ich funkcjonowaniem, przypomniały o zaniedbaniach wobec tego sektora. Dla niektórych było to też potwierdzenie, że czas na pilną deinstytucjonalizację. Być może inaczej zorganizowany sposób opieki i wsparcia wobec osób w podeszłym wieku pozwoliłby na pomyślniejsze sprostanie wyzwaniom doby pandemii. Przy czym paradoks sytuacji w Polsce polega na tym, że mimo niskiej wartości wskaźnika instytucjonalizacji tej opieki nasz system jest zarazem daleki od idei deinstytucjonalizacji, czyli zapewnienia wsparcia głównie w domu oraz w ramach usług w warunkach środowiskowych. Dane OECD pokazują od lat, że w Polsce ok. 1 proc. osób w wieku 65 plus otrzymuje opiekę długoterminową w placówkach. To ok. cztery razy mniej niż np. na Słowacji. I ponad 10 razy mniej niż na Węgrzech czy w Czechach. Z kolei raport NIK uwypuklił, że poszczególne gminy słabo wykorzystują istniejące w prawie narzędzia, jak rodzinne domy pomocy, dzienne domy pomocy społecznej czy mieszkania wspomagane.