Reklama
Brakuje nie tylko sortowni odpadów, za mały jest poziom recyklingu surowców wtórnych, papieru, bioodpadów, ale też nie wystarcza nam PSZOK-ów, czyli punktów selektywnej zbiórki odpadów komunalnych. Tymczasem gminy, zgodnie z wymogami unijnymi będą musiały osiągać coraz wyższe poziomy recyklingu. W tym roku wyniesie on 20 proc., w 2025 r. wzrośnie do 55 proc., by w 2030 r. sięgnąć 60 proc. odpadów. Bez nowych inwestycji ich zrealizowanie nie jest realne.

Recykling organiczny

Szczególnie istotne wydaje się poprawienie selektywnej zbiórki, zwłaszcza w zakresie odpadów kuchennych. Brudzą dziś inne frakcje, przez co ich odzysk jest mało efektywny. Sytuacji nie ratują już nawet wysokie wskaźniki recyklingu osiągane przy odpadach surowcowych.
– Recykling organiczny to słuszny kierunek zmian. Dlatego już na niego stawiamy. Nowy system przewiduje jednak selektywne zbieranie bioodpadów, w których znaczący udział mają śmieci kuchenne. Dlatego widzimy duże możliwości inwestycyjne m.in. w modernizację biologicznego przetwarzania odpadów. Przewidujemy budowę kompostowni tunelowej dla selektywnie zbieranych odpadów kuchennych – informuje Dorota Wikieł Sujkowska, dyrektor ds. inwestycji i ochrony środowiska Eko Dolina. Zaznacza jednak, że efekty w postaci dobrego kompostu zależą od jakości wsadu. Tym samym wyzwania są nie tylko po stronie gmin, ale i mieszkańców.

Reklama

Najpierw refleksja

Dominik Bąk, zastępca prezesa zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, przyznaje, że w gospodarce odpadami jest sporo problemów do rozwiązania. Dlatego zaleca gminom, by najpierw zastanowiły się, jak gospodarka obiegu zamkniętego powinna wyglądać w ich przypadku. Dopiero kolejnym krokiem powinny być inwestycje i szukanie źródeł ich finansowania.
Szczególnie, że tych ostatnich zdaniem ekspertów nie brakuje.
– Pieniądze na realizację przedsięwzięć są ciągle dostępne z krajowego programu „Racjonalna gospodarka odpadami”. Można z niego uzyskać wsparcie na selektywne zbieranie i zapobieganie powstawaniu odpadów oraz na budowę nowych oraz modernizację lub rozbudowę istniejących instalacji gospodarowania odpadami. O pieniądze mogą się starać zarówno samorządy, jak i przedsiębiorcy – tłumaczy Dominik Bąk, dodając, że już wkrótce nastąpi kolejne rozdanie funduszy unijnych. A w najnowszej perspektywie, podobnie jak w dotychczasowej, również przewidziano środki na gospodarkę śmieciami.
– Dlatego gminy powinny dokładnie przemyśleć, jak chcą nimi zarządzać, by nie stracić okazji na pozyskanie funduszy, z których będą mogły zrealizować nowe inwestycje – mówi Dominik Bąk.
Szczególnie, że Krajowy Plan Odbudowy, który będzie podstawą do wypłaty pieniędzy z unijnego Funduszu Odbudowy, przewiduje inwestycje we wdrażanie technologii i innowacji środowiskowych, w tym tych związanych z gospodarką w obiegu zamkniętym.
– Pieniądze będą wiec na realizację różnego rodzaju instalacji, poza tą związaną z termicznym przekształcaniem odpadów. Dodam, że już dziś widzimy duże zainteresowanie programami krajowymi, z których wsparcie idzie m.in. na tworzenie frakcji bioodpadów – zaznacza Dominik Bąk.
Maciej Kiełbus, prawnik z kancelarii prawnej Dr Krystian Ziemski & Partners podkreśla, że system, w oparciu o który będzie budowana gospodarka odpadami, powinien być elastyczny. Jednostki samorządu terytorialnego są bowiem zróżnicowane nie tylko pod względem wielkości, lecz także infrastruktury, którą dysponują.
– Tymczasem przepisy dają jednakową podstawę dla wszystkich. Dobrym sposobem na pokonywanie przeciwności jest więc łączenie sił w celu wspólnego budowania rozwiązań w zakresie selektywnej zbiórki czy realizacji inwestycji w gospodarkę odpadami – mówi Maciej Kiełbus. Dodaje jednocześnie, że trzeba więcej mówić i podejmować działań na rzecz ograniczania wytwarzania odpadów.
– Odpad, który nie powstaje, jest najtańszy w zagospodarowaniu. Przeszkodę w realizacji takich zadań stanowi brak odpowiedzialności indywidualnej za odpad – zaznacza.

Nie zawsze łatwiej

O tym, że współdziałanie to dobra droga do celu, jest też przekonany Dominik Bąk. I zaznacza, że już ma ono miejsce. I za przykład podaje związki międzygminne.
– Z około 100 działających około 3/4 powstało w celu gospodarowania odpadami. To pokazuje, że prowadzenie polityki w tym zakresie na własną rękę nie jest opłacalne – podkreśla.
Choć eksperci przyznają, że zdarzają się przykłady związków międzygminnych, które nie przetrwały w pełnym składzie próby czasu. Przykładem jest Związek Międzygminny „Gospodarki Odpadami Aglomeracji Poznańskiej”. Decyzję o wystąpieniu z niego podjął Poznań. Nastąpi to 31 grudnia tego roku. Miasto oczekuje, że dzięki tej decyzji będzie mogło uszczelnić i uprościć system odbioru odpadów, a także powstrzymać wzrost stawek opłat za wywóz śmieci.
– To niejedyny związek, który przechodzi trudne chwile. Współpraca w ramach związku wymaga kompromisów nie tylko ze strony mniejszych gmin, ale też liderów – tłumaczy Maciej Kiełbus. Podkreśla jednak, że realizacja zadań publicznych wymaga specjalizacji i nakładów, które już dziś wykraczają poza możliwości jednej gminy.
– Dlatego współpraca to przyszłość. Trzeba jednak zmienić przepisy, by takie współdziałanie gminom ułatwić – uważa Maciej Kiełbus.
Jeśli chodzi natomiast o kierunek zmian gospodarki odpadami w Polsce to powinna ona zmierzać w kierunku większej automatyzacji procesów.
– Technologie, które weszły do użycia kilkanaście lat temu, dziś odchodzą do lamusa. Potrzeba więc rozbudowy instalacji o nowe urządzenia, ale i ich modernizacji – informuje Jacek Wodzisławski, prezes zarządu Fundacji RECAL. I dodaje, że za granicą w coraz powszechniejszym użyciu są roboty sortujące. We Francji już 30 instalacji z nich korzysta. W Polsce nadal nikt się do nich nawet nie przymierza.
Potwierdza również, że nowe projekty powinny być przemyślane, by dały oczekiwany skutek.
– Z moich obserwacji wynika, że na wielu instalacjach montuje się nieodpowiednie sortery. Przykładem są instalacje dla drobnych frakcji, na których zainstalowano separatory wydzielające tylko najgrubsze elementy. To zupełny nonsens – przyznaje Jacek Wodzisławski.
Ma jednak odpowiedź na to, co blokuje inwestycje. Według niego są realizowane w ograniczonym zakresie przez niestabilność prawną. I dodaje, że ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach była w ciągu ostatnich lat kilkanaście razy nowelizowana.
– To prawda, gminy boją się inwestować, bo nie wiedzą w jakiej rzeczywistości przyjdzie im niebawem działać. Do tego jeszcze dochodzi problem społeczny. Mało kto chce mieć w swojej okolicy zakład gospodarowania odpadami – potwierdza Maciej Kiełbus. ©℗
PO

Rozwiązanie dla 30 proc. odpadów

Bartłomiej Pawlak wiceprezes PFR / Materiały prasowe
Do 2035 roku polskie gminy będą miały obowiązek przekazania do recyklingu 65 proc. odpadów i możliwość składowania 5 proc. Mamy zatem około 30 proc., które może zostać poddane procesowi termicznego przekształcania i zamienione w energię cieplną lub elektryczną. Aby ten proces się udał, samorządy powinny szybko włączyć się w proces budowy instalacji termicznego przekształcania odpadów (ITPO), których aktualnie mamy w Polsce zaledwie osiem. Dla porównania, w dużo mniejszej Szwecji funkcjonują 34 takie instalacje, w Niemczech – 90, a we Francji ponad 120. Taka inwestycja wymaga właściwego wyboru technologii, czasochłonnych uzgodnień środowiskowych, trafionej strukturyzacji projektu i umiejętności pozyskania dla niego potężnych środków finansowych.
Samorządowcy nie są sami z tym problemem, bo mogą liczyć na wsparcie Polskiego Funduszu Rozwoju. Mamy w naszych strukturach zespół, który specjalizuje się w partnerstwie publiczno-prywatnym i doradza, zdejmując z samorządu ciężar analizy biznesowej projektu. Mamy również znaczne środki na dokapitalizowanie budowy instalacji, współpracujemy z NFOŚ i bankami, zachęcam więc przedstawicieli miast, aby już teraz zaczęli rozważać zainwestowanie w ITPO. Dla wielu to być może jedyna szansa na spełnienie norm, ustabilizowanie lub obniżenie dla mieszkańców opłat za śmieci, ale także znaczne poprawienie walorów środowiskowych swojego regionu, bo nowoczesne instalacje spełniają wyśrubowane normy emisyjne.