Wychodzimy z założenia, że nie można ponosić wysokich finansowych konsekwencji, gdy jeden z setki właścicieli mieszkań źle segreguje śmieci - mówi Paweł Adamczyk, dyrektor wydziału gospodarki komunalnej Urzędu Miasta w Szczecinie.
DGP
Od 1 lipca obowiązuje w Szczecinie nowy regulamin czystości i porządku. W ciekawy sposób potraktowali w nim państwo kwestię odpowiedzialności za nieselektywną zbiórkę odpadów przez mieszkańców.
Reklama
Postanowiliśmy uwzględnić specyfikę poszczególnych nieruchomości. Wiadomo przecież, że w zabudowie jednorodzinnej odpowiedzialność za niewłaściwą segregację śmieci jest określona w sposób jednoznaczny, a w wielorodzinnej nie. Bardzo trudne, a czasem wręcz niemożliwe jest ustalenie, kto tam nieprawidłowo wrzuca odpady. Więc skoro nie można tego ustalić, trzeba szukać salomonowego rozwiązania.
Zaczęliśmy się zastanawiać, jak w prawie miejscowym wykorzystać to, czego nie definiuje ustawa. Stąd pomysł, by uzależnić ocenę, czy segregacja jest właściwa, od częstotliwości odbioru odpadów z poszczególnych posesji. Z większą częstotliwością odbieramy odpady w wielolokalowych, wysokich budynkach, a z mniejszą w domach jednorodzinnych. Uznaliśmy, że im większa częstotliwość odbioru, tym liczba dopuszczalnych błędów może być większa.

Reklama
Jak to konkretnie wygląda?
Stworzyliśmy dopuszczalny margines błędów dla każdego rodzaju odpadów. Jeżeli np. odbieramy zmieszane raz w tygodniu, czyli 12 razy w kwartale, to założyliśmy, że mieszkańcy danego domu mogą popełnić trzy błędy. A tam, gdzie śmieci wywożone są pięć razy w tygodniu, czyli 60 razy w kwartale, można się pomylić się 15 razy. Czyli w każdym przypadku chodzi o to, byśmy nie mieli więcej niż jedną czwartą niewłaściwie wypełnionych koszy. Dopiero powyżej tego będziemy kwalifikować to naruszenie jako takie, które podlega dwukrotności standardowej opłaty za odbiór śmieci segregowanych. Zamierzamy rozliczać to kwartalnie. Do tego zakładamy, że jeżeli w pojemnikach do zbiórki odpadów zmieszanych udział frakcji niepożądanej będzie stanowił więcej niż 30 proc., to dopiero wtedy będziemy kwalifikowali to jako nieprawidłowość. Bo trudno uznać, że jak w takim pojemniku znajdą się np. dwie butelki PET, to już mamy do czynienia z błędem. Nie będziemy tego udowadniać w sytuacji, gdy jest jedna osoba niesubordynowana na np. 99 starających się. Na podobnych zasadach zbudowaliśmy też algorytm dla odpadów odbieranych selektywnie. Wszystkie zasady są w załączniku do regulaminu.
I wojewoda nie zanegował tak sporządzonego dokumentu?
Nie. Rada przyjęła go w kwietniu, wojewoda zachodniopomorski też nie miał uwag do tych regulacji. Staraliśmy się ująć te zasady tak, by było to matematycznie policzalne i dawało się weryfikować.
A jak radzili sobie państwo dotychczas, gdy okazywało się, że ktoś zbiera nieselektywnie?
Sytuacja była prostsza, bo różnica w wysokości stawki za selektywnie i nieselektywnie zbierane odpady wynosiła 25 proc. Większość przyłapanych na błędach właścicieli składała więc korektę deklaracji, mówiąc, że za dany okres zbierali nieselektywnie. Postępowań administracyjnych praktycznie nie mieliśmy. Przy dwukrotnej różnicy w opłacie między odpadami segregowanymi a zmieszanymi, czyli minimalnej wymaganej ustawą, skutki finansowe są bardzo istotne. Będziemy mieli zapewne odwołania od decyzji. Pilnujemy więc, by każda stwierdzona nieprawidłowość była dobrze udokumentowana. Czyli, że miała miejsce na terenie tej konkretnej nieruchomości i w tym konkretnym, zaczipowanym pojemniku. Dokumentujemy to fotografiami i raportem z odbioru. Gdy się zbierze odpowiednia liczba przypadków w ciągu kwartału, będziemy wystawiać decyzję o naliczeniu wyższej stawki.
Z regulaminu wynika też, że nie wszystkie odpady plastikowe chcą państwo zbierać selektywnie. Czy to jest zgodne z przepisami?
To prawda, chcemy zmodyfikować postępowanie z tworzywami sztucznymi. Bo w całej dyskusji o odpadach strona ekonomiczna jest także niezmiernie istotna. Nie każde tworzywo znajduje swoje miejsce na rynku recyklingu. Staramy się łączyć ogólnopolskie zasady z tym, co ustaliliśmy z recyklerami. Wytypowaliśmy rodzaje tworzyw, które bezwzględnie trzeba odbierać odrębnie. Są to te, które da się realnie przekazać recyklerowi. I wyszczególniliśmy je. Są to butelki PET, opakowania wielomateriałowe (kartony po sokach i mleku), opakowania po chemii i kosmetykach, przezroczysta, bezbarwna folia oraz puszki i opakowania metalowe. Natomiast jeżeli na jakiś rodzaj plastiku nie ma odbiorcy, to dlaczego mamy zobowiązywać mieszkańców do zbierania go selektywnie? Skoro na samym końcu taki odpad trafia tam, gdzie odpady zmieszane. To nie działa mobilizująco. Czyli, jeśli ktoś wyrzuci do pojemnika na plastik kubek po jogurcie czy styropianową tackę, to nie będziemy go ścigać. Nie potraktujemy tego jak błędu.
Co stanie się z niewyselekcjonowanymi plastikami, czy nie spodziewają się państwo protestów, choćby ze strony organizacji ekologicznych?
Skoro miasto dużym wysiłkiem wybudowało spalarnię, kierujmy od razu do spalarni to, co budzi wątpliwości. To prawidłowa logistyka, bo takie odpady nie są wożone do sortowni, a potem do spalarni, tylko trafiają od razu we właściwe miejsce ze śmieciami zmieszanymi. Są przetwarzane na energię cieplną czy elektryczną, bez uszczerbku dla środowiska. Wiem, że ekologom się to nie podoba. Szanuję te postawy, ale jako gminny organizator systemu musimy działać także tak, żeby dbać i o ekologię, i o to, żeby mieszkańcy widzieli, że ich segregacja ma sens. Postępując w ten sposób, unikamy podwyżek z tytułu podwójnego wożenia śmieci.
Nie ma obawy, że do tych rozwiązań zgłosi zastrzeżenia regionalna izba obrachunkowa? Są państwo pewni, że przyjęte w regulaminie zmiany idą w dobra stronę?
Dopiero startujemy z nowym regulaminem. Za kilka miesięcy będziemy mądrzejsi. Dziś wychodzimy naprzeciw argumentom, że nie można ponosić tak wysokich finansowych konsekwencji, gdy jeden z setki właścicieli mieszkań działa nieprawidłowo. Naszego regulaminu nie konsultowaliśmy z RIO. Jeżeli się okaże, że są wątpliwości, to będziemy składać wyjaśnienia.