Po dwóch latach „zazieleniania” amerykańskiej gospodarki wstępne dane z roku 2025 wskazują na wzrost emisji gazów cieplarnianych USA w stosunku do roku poprzedniego o ponad 2 proc. Kraj odpowiada za drugi co do wielkości – po Chinach – krajowy „wkład” w zmianę klimatu (a największy, jeśli brać pod uwagę emisje historyczne).
To (jeszcze) nie efekt Trumpa
Odbicie emisji jest spójne z retoryką amerykańskich władz federalnych, które pod rządami Donalda Trumpa zakwestionowały naukowy konsensus dotyczący wpływu człowieka na ocieplenie planety. Administracja wypowiedziała też ponownie porozumienie klimatyczne z Paryża (zawierające zobowiązania do sukcesywnej dekarbonizacji gospodarek), a niedawno ogłosiła wystąpienie z konwencji klimatycznej ONZ, która określa ramy międzynarodowej współpracy w tej dziedzinie.
Według Grupy Rhodium, która odpowiada za te wyliczenia, decyzje Trumpa i wybranego w 2024 r. Kongresu nie zdążyły jednak wywrzeć istotnego wpływu na amerykański ślad klimatyczny (choć – jak zaznaczają eksperci ośrodka – można spodziewać się coraz bardziej widocznych efektów tych zmian w kolejnych latach). Wyższe niż przed rokiem emisje odnotowano we wszystkich sektorach amerykańskiej gospodarki z wyjątkiem rolnictwa, ale w największym stopniu napędzały je sektory budynków i transportu, gdzie z kolei główną rolę odegrały temperatury i dynamika cen paliw. W energetyce kluczowe były rosnące ceny gazu, które przełożyły się na wyższe wykorzystanie mocy węglowych. W przemyśle emisje były owocem jego zwiększonej aktywności.
Osłabienie dynamiki dekarbonizacji da się zaobserwować także w krajach, które oficjalnie nie zmieniły swojego podejścia do polityki klimatycznej. W emisjach dwóch największych gospodarek Europy utrzymał się wprawdzie trend spadkowy, ale skala redukcji była najniższa od lat. Niemcy, według wpływowego ośrodka Agora Energiewende, wyemitowały do atmosfery tylko o 1,4 proc. mniej dwutlenku węgla, metanu i innych gazów przyczyniających się do efektu cieplarnianego niż w roku 2024. Dla porównania, rok wcześniej osiągnięto redukcję niemal 2,5-krotnie głębszą. Podobny wynik do gospodarki niemieckiej – 1,6 proc. rocznej redukcji – zanotowała Francja, dla której szacunkowe dane przedstawił think tank Citepa, który prowadzi ewidencję krajowych emisji na zamówienie rządu.
Klimat na marginesie w popandemicznej odbudowie i kryzysie energetycznym
Na to, że – wbrew założeniom, które opisano m.in. w unijnej strategii REPowerEU – nie doszło do przyspieszenia dekarbonizacji, wskazują też trendy wieloletnie. Z wyliczeń DGP na podstawie danych o emisjach wynika, że we wszystkich trzech gospodarkach – USA, Niemiec i Francji – do najgłębszych redukcji emisji dochodziło w drugiej połowie poprzedniej dekady, do czego walnie przyczynił się efekt pandemicznych lockdownów. Późniejsze odbicie gospodarcze w dużej mierze zneutralizowało ten efekt.
W Niemczech i we Francji dekarbonizacja szła wprawdzie do przodu, ale – mimo wysiłków, by ograniczyć zależność od paliw kopalnych w kryzysie energetycznym, radykalnych wzrostów kosztów emisji dwutlenku węgla w systemie ETS i gospodarczego spowolnienia – dynamika tego procesu wyraźnie się obniżyła. Stosunkowo najgłębsze redukcje emisji osiągnięto w przemyśle energochłonnym i sektorach od niego zależnych, gdzie jednak, co wprost przyznają eksperci, były one bezpośrednio powiązane z ograniczeniem aktywności gospodarczej.
Dekarbonizacja UE? Ceną droga energia i uwiąd przemysłu
Jak zauważa Citepa, roczna redukcja emisji gazów cieplarnianych szacowana przez tę organizację we Francji na poziomie 5,8 mln ton ekwiwalentu CO2 jest „dalece niewystarczająca” z punktu widzenia krajowych celów klimatycznych na rok 2030. Ich osiągnięcie wymaga aż trzykrotnie większego tempa dekarbonizacji – średnio emisje powinny spadać o ok. 4,6 proc. rocznie. – Robimy postępy, ale nie dość szybkie – przyznała Monique Barbut, szefowa resortu odpowiedzialnego za transformację, i zapowiedziała wzmożenie w nadchodzącym roku wysiłków, by wprowadzić francuską gospodarkę na ścieżkę umożliwiającą wypełnienie zobowiązań klimatycznych.
Za Odrą klimatyczne efekty spadków emisji z przemysłu i elektroenergetyki niwelował odwrotny trend notowany w transporcie i sektorze budynków (łącznie wyemitowały o 5 mln t ekw. CO2 więcej niż rok wcześniej). Z analizy Agora Energiewende wynika, że – oprócz stosunkowo niskich temperatur i wietrzności – jednym ze źródeł dekarbonizacyjnej stagnacji w Niemczech są wysokie ceny na hurtowych rynkach energii elektrycznej (średnio wzrosły o 13 proc. w porównaniu z rokiem 2024) oraz niska dynamika konsumpcji, która odbija się m.in. na inwestycjach gospodarstw domowych w pompy ciepła czy pojazdy elektryczne. Od 1990 r. emisje gazów cieplarnianych w gospodarkach USA, Niemiec i Francji ograniczono odpowiednio o 18, 49 i 34 proc. Spośród tych trzech państw to Francja pozostaje jednak gospodarką najmniej emisyjną z punktu widzenia stosunku śladu węglowego do PKB.
Klimat o sobie przypomni? Półtora stopnia na horyzoncie
Według zaprezentowanych w czwartek danych unijnego programu Copernicus rok 2025 był tymczasem trzecim najcieplejszym rokiem na Ziemi w historii notowań, przy czym w stawce wyprzedzały go tylko dwa lata poprzednie, 2024 i 2023.
Średnie temperatury były w zeszłym roku o 1,47 st. C wyższe niż referencyjny wskaźnik dla okresu przedprzemysłowego (1850-1900). Zdaniem europejskich badaczy jeszcze w tej dekadzie należy spodziewać się przekroczenia wynoszącego 1,5 st. pułapu wieloletniego ocieplenia, z czym wiązać się będzie wzrost ryzyka kolejnych zdarzeń, które nieodwracalnie zmienią ziemski klimat, m.in. obumarcia raf koralowych czy załamania się oceanicznej cyrkulacji prądów na Atlantyku.
Jak podkreślono, na wystąpienie trzech z rzędu rekordowo ciepłych lat złożyły się coraz wyższe stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze oraz słabnące zdolności planety związane z naturalnym pochłanianiem CO2. Relatywnie niższe były temperatury w rejonach tropikalnych, wyższe z kolei w strefach polarnych.©℗