Dziś w resorcie edukacji i nauki odbędzie się kolejne spotkanie zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty. Tym razem bez udziału przedstawicieli samorządów. Rozmowy będą się toczyć między związkami zawodowymi a przedstawicielami ministerstwa. Materiał, który będzie przedmiotem dyskusji, został już do członków zespołu rozesłany. Zawarte w nim rozwiązania są niemal identyczne z tymi, które były przedstawione w poprzednim miesiącu, choć minister zapowiadał wtedy, że tym razem zaproponuje konkretny projekt nowelizacji Karty nauczyciela (więcej - patrz infografika).
Z kolei jutro w takiej samej formule ma się odbyć spotkanie z samorządowcami. Związkowcy i przedstawiciele organów prowadzących mają bowiem odmienne spojrzenie na ministerialne propozycje. Ci drudzy są skłonni poprzeć większość z nich, w tym wyższe pensum.
Rozmowa o emeryturach
Reklama
Prace nad zmianami w Karcie nauczyciela formalnie trwają dwutorowo. W Kancelarii Prezydenta toczy się dyskusja dotycząca spełnienia ostatniego postulatu porozumienia z rządem podpisanego w kwietniu 2019 r. Wówczas Solidarność na podstawie tego dokumentu zdecydowała, że nie przystąpi do strajku generalnego. - Mija już dwa i pół roku i wciąż nie ma reformy systemu wynagradzania. Chcemy, aby pensje nauczycieli automatycznie i procentowo wzrastały wraz ze wzrostem średniej krajowej. Prezydent apeluje do nas o porozumienie, a premier chce dać nam podwyżki, pod warunkiem że zostanie zwiększone pensum z 18 do 22 godzin tygodniowo - mówi Ryszard Proksa, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Jak dodaje, związkowcy chcą rozpocząć rozmowy o przywróceniu art. 88 Karty nauczyciela, który zakładał wcześniejszą emeryturę po 30 latach pracy, w tym 20 w oświacie. Jednak zgody Solidarności na zwiększenie pensum o cztery godziny tygodniowo nie będzie. - Bo wtedy na bruk może trafić nawet 50 tys. nauczycieli i to głównie z podstawówek, bo w szkołach ponadpodstawowych wymiar godzin jest większy - ostrzega Ryszard Proksa. Związkowcy zarzucają też premierowi, że nie ma pełnego oglądu sytuacji w szkołach i przedszkolach. Tymczasem w ostatnich latach, mimo niżu, powstało dodatkowo 100 tys. etatów, które dotyczą m.in. stanowisk wspomagających, w tym psychologów, pedagogów czy logopedów. - Tymczasem proponowane przez resort zmiany uderzą głównie w nauczycieli tablicowych. Trzeba sobie odpowiedzieć, czy szkoła ma uczyć, czy - tak jak obecnie - dodatkowo opiekować się i wychowywać - mówi Ryszard Proksa.

Reklama
Pozostałe związki nie spodziewają się wiele po dzisiejszym spotkaniu. - Będzie ono bardzo krótkie, bo musi być akceptacja premiera m.in. dla automatycznego i corocznego wzrostu płac nauczycieli. Minister nie ma na to zgody, więc nie ma sensu prowadzić z nim kolejnych jałowych dyskusji - mówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum-Oświata”. Solidarność przyznaje, że rozmowy trwają na ten temat w Kancelarii Prezydenta, ale rząd nie chce, aby były to dwa odrębne projekty, tylko jeden rządowy.
- Nie będziemy stali z założonymi rękami i dziś zaproponujemy konkretne propozycje, wraz z podwyżkami od stycznia 2022 r. - zapowiada Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Zastrzega przy tym, że plany zwiększenia pensum nauczycieli tablicowych o cztery godziny są nie do przyjęcia.
Wina związków
Resort edukacji przekonuje z kolei, że nauczyciele, w przeciwieństwie do związkowców, chcą przyjęcia propozycji wypracowanych przez ministerialnych urzędników. - Chcemy, aby nauczyciele za godną pracę byli odpowiednio dobrze wynagradzani. Wielu z nich dziwi się, dlaczego związki zawodowe kontrują te atrakcyjne propozycje finansowe - mówi Anna Ostrowska, rzeczniczka MEiN. I przypomina, że jest coraz mniej czasu na wdrożenie tych rozwiązań. - Jeśli związki nie będą chciały się porozumieć, to może się okazać, że od września 2022 r. nie będzie podwyżek, bo planowanie nowego roku szkolnego następuje już w kwietniu - dodaje.
Te obawy są zasadne, bo premier ogłaszając pakiet antyinflacyjny, zapowiedział, że oszczędności będzie szukał w sferze budżetowej. Jeśli zatem związki się nie porozumieją z resortem edukacji, to na samych nauczycielach będzie można zaoszczędzić około 8 mld zł.
- Rzeczywiście robi się mało czasu. W przyszłym roku do nauczycieli trafiłoby od września 3 mld zł, a w następnym kolejne 5 mld zł. Nowelizacja karty powinna wejść w życie najpóźniej w lutym lub z początkiem marca - potwierdza Grzegorz Pochopień z Centrum Doradztwa i Szkoleń OMNIA, były dyrektor departamentu współpracy samorządowej MEiN. - W ministerstwie widać determinację do wprowadzenia wyższego pensum, ale jeśli będzie opór wszystkich związków, to pojawi się zarzut, że nauczyciele nie otrzymają podwyżek, bo ich przedstawiciele nie chcą pójść na kompromis - zauważa.
Związki też się obawiają, że rząd obarczy ich fiaskiem rozmów. - Docierają do mnie takie głosy, że jeśli nie zgodzimy się na zaproponowane rozwiązania, to w ogóle pożegnamy się z podwyżkami. Ale nauczyciele potrzebują wzrostu płac, bo masowo zaczną sami odchodzić z zawodu - mówi Ryszard Proksa. Oburzenia nie kryje też Sławomir Broniarz, który domaga się od ministra Przemysława Czarnka przedstawienia nauczycieli, którzy rzekomo brali udział w opracowywaniu tych propozycji i je popierają, bo według niego nawet ci sympatyzujący z PiS je krytykują.
Najważniejsze propozycje MEiN na dzisiejsze spotkanie ze związkami / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe