W zbliżony sposób swój wyrok uzasadnił Trybunał Konstytucyjny. Uznał bowiem, że stypendia nie powinny w pierwszej kolejności trafiać do tych, którzy mają lepsze wyniki w nauce, lecz do studentów w trudniejszej sytuacji socjalnej. Stwierdził zatem, że usprawiedliwione jest to, aby ustawodawca nierówno traktował osoby, które podjęły kolejny kierunek studiów. Można ich pozbawić stypendiów, aby wyższe środki skierować na pomoc dla tych uboższych. Tak przyjęte założenie oznacza zwiększenie finansowania stypendiów socjalnych i zapomóg. Zdaniem TK realizuje to cel przyjętej ustawy, którym jest wyrównywanie szans edukacyjnych osób będących w trudnej sytuacji materialnej. Zamierzenie słuszne, tyle że w praktyce nierealizowane.

Obecnie na pomoc materialną dla osób kształcących się w szkołach wyższych budżet przeznacza ok. 1,6 mld zł rocznie. Często pieniądze te nie wspierają jednak najlepiej uczących się ani nie umożliwiają podjęcia nauki najuboższym. Nawet najlepszy student, który ma bardzo dobre wyniki w nauce, pomocy nie dostanie, jeśli to jego kolejny kierunek. Z kolei kwota 300 zł nie rekompensuje najbiedniejszym kosztów, jakie trzeba ponieść na studiach.

Za kilkaset złotych pomocy socjalnej miesięcznie student nie rozwiąże swojej trudnej sytuacji materialnej.

System podziału stypendiów nie realizuje zatem w pełni żadnego z założonych celów. Ambitnych nie motywuje do nauki. Czują się oni nawet poszkodowani, jeśli podejmą drugie studia. Ich koledzy z ławki mogą liczyć na kasę za dobre oceny, a oni nie mają na to szans. Z kolei ubożsi nadal mają kłopoty z utrzymaniem w trakcie nauki.

Wyrok TK tylko usankcjonował tę sytuację. Może warto więc wreszcie zastanowić się nad systemem, który rzeczywiście będzie premiował zarówno osiąganie, jak najlepszych wyników, jak i umożliwiał podjęcie kształcenia osobom, których po prostu na to nie stać.