W tweecie misja UNICEF (Funduszu Narodów Zjednoczonych Pomocy Dzieciom) podkreśliła "alarmujący wzrost" liczby osób cierpiących na cholerę i ciężką biegunkę.

"Na bieżący dzień podejrzewa się, że w Jemenie wystąpiło 17 200 przypadków zachorowań, 209 osób zmarło" - podano.

Ostatni, poniedziałkowy, bilans Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK) to 180 ofiar śmiertelnych i 11 tys. podejrzanych o tę poważną chorobę.

Epidemia cholery rozszerza się w kraju, gdzie państwowy system ochrony zdrowia i system sanitarny pogorszyły się z powodu wojny pomiędzy szyickimi rebeliantami Huti i siłami lojalnymi wobec oficjalnych władz, wspieranymi przez koalicję arabską pod kierownictwem Arabii Saudyjskiej.

"Liczba osób podejrzanych o zachorowanie na cholerę rośnie średnio w tempie trzy tysiące na dzień. Trzy dni temu przekroczyła 9,5 tys., potem 11,5 tys., a dziś ponad 17 tys." - powiedział agencji AFP rzecznik prasowy UNICEF-u Mohammed al-Assaadi, którego organizacja, wraz ze Światową Organizacją Zdrowia (WHO) i MKCK, wchodzi w stolicy kraju, Sanie, w skład wspólnego komitetu ds. walki z epidemią cholery.

Jemen jest pogrążony w chaosie od 2011 roku, kiedy to społeczna rewolta położyła kres wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Tylko południowa część kraju wraz z Adenem podlega rządowi prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego. Jednak jego władza jest w znacznej mierze iluzoryczna, co wykorzystują aktywne na południu i częściowo wschodzie kraju dżihadystyczne Państwo Islamskie (IS) i Al-Kaida.

Huti kontrolują Sanę oraz terytoria na północy i zachodzie kraju.

Wojna domowa, w której zginęło ponad 10 tys. osób, a ponad 44,5 tys. jest rannych, spowodowała też poważny kryzys humanitarny w Jemenie. Według ONZ około 19 mln osób, czyli prawie dwie trzecie ludności, potrzebuje pilnie pomocy; 17 mln z nich cierpi głód.