Reklama
Brak dobrego zarządzania, odpowiedniej strategii na początku pandemii oraz słabości systemu testowania na obecność wirusa – to zarzuty, które pojawiają się zarówno w polskiej, jak i brytyjskiej próbie rozliczenia walki z COVID-19. Wczoraj zaprezentowany został publicznie polski raport Instytutu Jagiellońskiego pod przewodnictwem gen. Grzegorza Gierelaka, dyrektora Wojskowego Instytutu Medycznego. Własne opracowanie w tym zakresie opublikowała także komisja zdrowia i opieki społecznej brytyjskiej Izby Gmin.
Polski raport (opisaliśmy go wcześniej, kiedy prezentowano go w Kancelarii Prezydenta) stawia sobie podobny cel jak brytyjski: pokazać luki, tak aby można było wyciągnąć wnioski przed kolejnymi kryzysami. Opracowanie gen. Gierelaka jest bardzo krytyczne. Wylicza zaniedbania w działaniu szpitali, braki kadrowe, ale także problemy z komunikacją. Ministerstwo Zdrowia zarzuca autorom stronniczość oraz brak oparcia na danych.
Brytyjski dokument, pod nazwą „Koronawirus – czego nauczyliśmy się do dzisiaj”, aż tak krytyczny nie jest (być może dlatego, że pisali go posłowie partii rządzącej). Niemniej stanowi wartościowe podsumowanie porażek, ale i zwycięstw Wielkiej Brytanii w walce z COVID-19.
Za największy blamaż brytyjskiego systemu posłowie uznali błędne założenia, z jakimi rząd przystąpił do pandemicznego planowania na początku 2020 r. Ich zdaniem głównym grzechem był dominujący wówczas fatalizm rządzących: że wirusa nie da się powstrzymać, a jedynie ograniczyć jego rozprzestrzenianie się. W efekcie władze zbyt późno zaczęły na poważnie rozważać wprowadzenie lockdownu. Epidemiolog Neil Ferguson ocenił w zeznaniach przed komisją, że zamknięcie ludzi w domach tydzień wcześniej pozwoliłoby ograniczyć liczbę zgonów podczas pierwszej fali o połowę.
Co ważne, źródłem tego fatalizmu były opinie ekspertów. Przyjęli oni, że Brytyjczycy nie zgodzą się na znaczące ograniczenie swobody, skutkiem czego chińską strategię lockdownu odrzucono już na wstępie, mimo wyraźnych sukcesów takiego podejścia. Z tego względu autorzy raportu zarzucają rządowym ekspertom „groupthink” – sytuację, w której poglądy większości nie są poddawane krytyce, a przedstawicielom otoczenia premiera brak wystarczającej odwagi, żeby z nimi polemizować. „Wydaje nam się zdumiewające, że fatalistycznych założeń leżących u podstaw wstępnych porad naukowych nie poddano krytyce, dopóki nie okazało się, że służba zdrowia może się załamać” – czytamy w raporcie.
Z tego względu niedostateczną uwagę poświęcono również kwestii testowania (Brytyjczycy dysponowali testami na obecność SARS-CoV-2 już w styczniu ub.r.), a także śledzenia kontaktów. Prawdziwe prace nad tymi systemami podjęto tak na dobrą sprawę dopiero w maju 2020 r., już po ustąpieniu II fali.
Niechlubną notę brytyjski rząd dostał za zaniedbania przy opiece nad seniorami, w tym luki w testowaniu osób starszych wracających ze szpitali do domów opieki, a także brak objęcia nadzorem epidemicznym pracowników takich placówek. Posłowie zwrócili również uwagę na fakt, że pandemia nie dotknęła wszystkich grup społecznych w jednakowym stopniu – bardziej narażone były np. osoby czarnoskóre albo azjatyckiego pochodzenia przez wzgląd na relatywnie częstsze wykonywanie zawodów wymagających kontaktów z innymi ludźmi, gorsze warunki mieszkaniowe czy większą zapadalność na choroby przewlekłe. „Niedopuszczalne jest, aby pracownicy mniejszości etnicznych nie mieli takiego samego dostępu do sprzętu ochrony osobistej, jak ich biali koledzy podczas pandemii” – czytamy w opracowaniu.
Jeżeli nawet wiele decyzji można uznać za chybione, to zdaniem autorów raportu rząd odkupił swoje winy dzięki akcji szczepień. Chwalą oni nie tylko fakt, że władze Zjednoczonego Królestwa bardzo szybko dostrzegły, że szczepionki będą jedyną drogą do zakończenia pandemii, ale też to, że za tą polityką poszedł cały aparat regulacyjny i finansowy kraju: decyzje o przyznawaniu funduszy były błyskawiczne, a nadzór szybko i sprawnie zaangażował się w proces badań klinicznych, dzięki czemu Wielka Brytania jako pierwsza w Europie rozpoczęła proces szczepień już 8 grudnia ub.r.
Raport pozytywnie ocenia także decyzję o wydłużeniu odstępu między dawkami (podjęto ją na początku br.). Autorzy nazywają ją „odważną” i oceniają, że pozwoliło to na szybsze zaszczepienie większej liczby osób. Z aprobatą posłów spotkał się także pomysł ściągnięcia do rządowego zespołu odpowiedzialnego za logistykę akcji szczepień przedstawicieli sektora prywatnego (na czele stoi Kate Bingham, menedżerka z doświadczeniem w branży farmaceutycznej).
Opracowanie przestrzega jednak, że z pandemii COVID-19 należy wyciągnąć wnioski: skoro nauka uratowała świat przed katastrofą, należy kontynuować inwestycje. A także dostrzec, że wdrożony podczas kryzysu model zamówień polegający na podejmowaniu ryzykownych decyzji, poza konwencjonalnymi procedurami zamówień, okazał się bardzo skuteczny. I być może warto zastosować to w obszarach innych zamówień rządowych.