Co jest dla Pani/Pana największym problemem w obszarze ochrony zdrowia?
Co jeszcze jest bolączką służby zdrowia? O tym, i nie tylko w rozmowie z prof. Andrzejem Falem, kierownikiem Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie.
ROZMOWA
Niewątpliwie z punktu widzenia pacjenta najważniejsza zawsze będzie dostępność
Ruszyły zabiegi planowe: ilu pacjentów niecovidowych zostało przesuniętych i nie dostało pomocy, wtedy kiedy powinno? Ostatnio mówił pan, że w skali świata zamrożenie to szacowano od 40 do 50 proc.
Prof. Andrzej Fal kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie / Agencja Gazeta
Dopiero teraz będziemy w praktyce widzieć skalę tego zjawiska, określanego jako dług zdrowotny. I tego jak będzie wyglądała śmiertelność, i jak sobie da radę opieka zdrowotna z przyjmowaniem bieżących pacjentów i równoległym spłacaniem tego długu. Teraz będziemy musieli się tym zająć.
Można było postąpić inaczej, niż spychać zabiegi planowe na drugi plan?
Myślę, że nie było innej opcji. To był czas, kiedy trzeba było wdrożyć hasło „wszystkie ręce na pokład”. I w sumie cieszyliśmy się, że możemy zaopiekować się chorymi na COVID-19, bo były to osoby potrzebujące pilnej pomocy medycznej. Były też jednostki, m.in. szpitalne, które pozostawały „niecovidowe”. Siłą rzeczy jednak było ich za mało. Coś za coś. Dług zdrowotny na świecie to według wyliczeń firmy McKinsey 6 bln dol. Ale czy ktoś tu w czymś zawinił? Ja ewidentnych błędów nie widzę.
Jesteście bardzo dużym szpitalem, który był wyłączony ze zwykłego funkcjonowania. W jakim tempie wrócicie do normalności?
To zależy od pewnej strategii. Pandemia mimo wszystko jeszcze trwa, jeszcze hospitalizowane są osoby COVID+ w stanie ciężkim, jeszcze musimy utrzymać pewne rezerwy na wypadek zwyżki zachorowań. Poza tym wiele zależy od dostępnego personelu, w trakcie pandemii nastąpiły istotne, wewnętrzne migracje specjalistów.
Wykonawczo natomiast nie widzę problemu w drugą stronę, tzn. ze szpitala specjalistycznego wieloprofilowego w covidowy przekształciliśmy się w tydzień. Myślę, że powrót będzie możliwy bardzo szybko. Od czerwca otwieramy poradnie, ale duża część zabiegówki już ruszyła. Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, że trzeba będzie przystopować, a nawet zrobić krok do tyłu – wirus jest nieprzewidywalny.
Część szpitali tymczasowych została zamrożona. Na jak długo?
Trzymałbym je do momentu, kiedy będziemy mieli w rozwoju pandemii stałe plateau i stałe obniżenie liczby przypadków: nie więcej niż 5 na 100 tys., czyli na bezpiecznym poziomie. Lepiej ponieść koszt chwilowego utrzymywania tych szpitali niż potem, gdy pojawi się np. czwarta fala wzrostu, zastanawiać się, co robić z pacjentami. W hucie też nie wygasza się pieca, jeżeli nawet zawiesza się produkcję. Tak samo nie zamyka się zupełnie szpitala, tylko trzyma się go z minimalną obsadą.
Czego nas nauczyła pandemia?
Po pierwsze, że szpitale wewnętrzne powinny być szybko przekształcalne, z możliwością zmiany komunikacji wewnętrznej, przekształcenia oddziałów w oddziały izolacyjne (ze śluzami itp.) lub inne oddziały zgodne z nagłą potrzebą (np. przyjęcia ofiar katastrofy). Takie szpitale to swoiste hybrydy. Na razie w Europie bardzo rzadko tworzy się łóżka, a właściwie oddziały, hybrydowe. Są one droższe w utrzymaniu, ale można z dnia na dzień zmienić ich funkcjonalność. To szpitale przyszłości. Pandemia pokazała też, a właściwie jedynie potwierdziła, że wiele chorób daje się prowadzić ambulatoryjnie, bez konieczności hospitalizacji. Zadziałały też różne e-rozwiązania. Od e-recepty po skierowania czy zwolnienia. To jest kierunek, który należy rozwijać. I wreszcie – początek pandemii pokazał, że rola farmaceuty musi być wzmocniona. Również na linii farmaceuta – lekarz rodzinny. Myślę, że w tym kierunku poszła nowa ustawa o zawodzie farmaceuty.
Polacy skarżą się nadal bardzo na kolejki. Rząd w Polskim Ładzie proponuje, że wprowadzi lepszą jakość i zmieni szpitale. To dobry kierunek?
Niewątpliwie z punktu widzenia pacjenta najważniejsza zawsze będzie dostępność. Zwiększenie zapotrzebowania będzie wynikać z długu zdrowotnego, jednocześnie zniesienie limitów do specjalistów wychodzi naprzeciw tej potrzebie. Jednak samo ich zniesienie może nie wystarczyć z powodu niedoboru lekarskiej kadry specjalistycznej. Myślę, że płatnik będzie zmuszony do weryfikacji wycen wizyt. Jeśli chodzi o szpitale, to przeniesienie jak największej liczby świadczeń do ambulatorium lub „strefy” jednodniowej to jak najbardziej właściwy kierunek. Koordynacja tego trendu w kraju i współpraca z NFZ w tworzeniu i właściwej wycenie takich procedur mogłaby w dużej mierze przyczynić się do odblokowania większych zasobów i zmniejszenia kolejek. Profilaktyka 40 plus? Projekt witam z wielkim zadowoleniem, sądzę jednak, że na jej etapie wdrożeniowym będzie potrzebna duża pomoc logistyczna, ponieważ – po pierwsze – dociąży i tak pełną medycynę ambulatoryjną, po drugie – pewien woluntaryzm uczestnictwa w programie ze strony świadczeniodawców nie daje gwarancji pełnej dostępności.
Dług zdrowotny na świecie to według wyliczeń firmy McKinsey 6 bln dolarów
Rozmawiały Klara Klinger, Dominika Sikora