12 marca br. Naczelna Rada Lekarska wydała stanowisko, w którym informuje, że „szczególnie w lecznictwie onkologicznym należy rozwiązać problem stosowania metod potencjalnie lub rzeczywiście szkodliwych, czy też bezwartościowych”. Zalicza do nich wiele metod medycyny komplementarnej, począwszy od wlewów dożylnych witaminy C, poprzez kurkuminę dożylną, po hipertermię ogólnoustrojową. Rada powołuje się przy tym na analizę dostępnych badań medycznych, przeprowadzonych przez powołany do tego zespół ekspertów.

Pacjenci czują się oszukani, gdyż zaledwie miesiąc wcześniej ta sama Rada informowała ich, że materiałem źródłowym nie dysponuje, ekspertów nie ma, zespołu nie powołuje i wytycznych żadnych nie wydaje. Odmówiono wówczas także powołania specjalnego zespołu eksperckiego ds. medycyny komplementarnej przy Naczelnej Izbie Lekarskiej. Skąd zatem taka nagła zmiana? – pytają pacjenci stowarzyszenia Integralni w Zdrowiu. Dlaczego nie uwzględniono 8 tys. dostarczonych wcześniej dokumentów świadczących o skuteczności tych metod? Chcący zachować anonimowość lekarz dodaje, że choć stanowisko NRL nie ma żadnego podłoża merytorycznego, jest nie do wzruszenia – nie ma się od niego gdzie odwołać.

Dla wielu pacjentów onkologicznych ta decyzja jest kompletnie niezrozumiała, gdyż w praktyce oznacza, że lekarze, którzy do tej pory leczyli z użyciem metod medycyny komplementarnej w Polsce, uzyskując znaczną poprawę jakości życia oraz dobre wskaźniki remisji, będą mieli związane ręce. Pacjentom pozostanie korzystanie z takich metod poza granicami Polski – choćby w Niemczech, Austrii czy Szwajcarii – gdzie te metody są uznawane i niejednokrotnie finansowane przez państwo. Dla pacjentów z Polski oznacza to jednak częste podróże i znacznie wyższe koszty leczenia aniżeli w kraju, gdzie takie leczenie jest dużo tańsze.

Reklama

Pacjenci onkologiczni poczuli się ludźmi drugiej kategorii, gdyż nie tylko nikt ich nie zapytał o zdanie, ale także zostali okłamani przez NRL. Stowarzyszenie Pacjentów Medycyny Integralnej interweniowało już w tej sprawie w Ministerstwie Zdrowia, u Rzecznika Praw Pacjenta i Rzecznika Praw Obywatelskich. Zwróciło przy tym uwagę na zasady EBM (Evidence Based Medicine), która jest nurtem otwartym na nowe koncepcje, akceptującym podejście zintegrowane i szanujące system wartości pacjenta i jego preferencje. – Smutne to bardzo, ale jak widać my pacjenci jesteśmy tu pomijani. Dla NRL nasze przypadki to wycinek codziennej pracy. Dla nas zaś to całe życie – mówi Artur Sacharuk walczący ze szpiczakiem mnogim. To właśnie leczenie zintegrowane pozwala mi żyć. 10 lat temu w klinice hematologii warszawskiego szpitala usłyszałem wyrok śmierci z odroczonym terminem. Na „tamten świat” miałem trafić za 3–5 lat. Wspieram leczenie akademickie medycyną komplementarną i jak na razie nigdzie się nie wybieram – mówi z uśmiechem.

Kwestia medycyny komplementarnej jest o tyle skomplikowana, że często jest wrzucana do jednego worka z medycyną alternatywną i szarlatanami. To zaś powoduje, że łatwo ją zdyskredytować. Niemniej jednak nie opiera się na „znachorskich metodach”, ale ma podstawy w badaniach naukowych, w doświadczeniach pacjentów i ich lekarzy.

Sylwia Pogorzelska opowiada o przypadku swoim i jej o dwa lata młodszej kuzynki Anny. Obie zachorowały na raka piersi. Anna postanowiła iść ściśle według zasad medycyny akademickiej, Sylwia zaczęła szukać dróg wspomagania się w chorobie. – Miałam czterocentymetrowego guza, przerzuty do węzłów chłonnych – opowiada. To nie jest tak, że odrzuciła medycynę akademicką. Ale znalazła badania, z których wynikało, że dożylne wlewy witaminy C pozwalają pacjentom poddawanym chemioterapii poczuć się lepiej.

– Metody te podwyższają mechanizmy obronne, organizm staje się silniejszy, zmniejszają się stany zapalne – komentuje Artur Sacharuk. I dodaje, że wiele ośrodków akademickich na świecie rekomenduje podanie witaminy C przed zastosowaniem chemioterapii, żeby wzmocnić działanie systemu immunologicznego. I nikogo to nie dziwi. – W swojej walce z rakiem na korytarzach szpitalnych spotykałem wielu ludzi z problemami nowotworowymi takimi jak mój. Zdecydowali się na samą chemię – bez wsparcia organizmu. Niestety ich już nie ma. Ja walczę dalej. Problem tkwi w tym, że NRL uzależnia swoje stanowiska od drogich badań randomizowanych. Kosztują miliony dolarów, ale koncerny nie wydadzą tych pieniędzy, bo metod medycyny komplementarnej nie da się opatentować i na tym zarabiać – dodaje.

Medycyna komplementarna jest poparta badaniami naukowymi, których w naszym kraju część środowiska nie chce dostrzec – komentuje Sylwia Pogorzelska. Ona sama żyje dzięki medycynie komplementarnej. Jej kuzynka zmarła rok temu – uwierzyła tym lekarzom, którzy przekonywali, że terapia prowadzona według tylko akademickich standardów nie potrzebuje żadnego wspomagania.

„Strategia WHO na lata 2014–2023 za jedną z fundamentalnych zasad przyjmuje integrację medycyny klasycznej z medycyną naturalną – piszą pacjenci do ministra Niedzielskiego. – Naczelna Rada Lekarska idzie w zupełnie inną stronę. (…) My czujemy się oszukani, manipulowani, a co najważniejsze – pozostawieni sami sobie w naszej walce z nowotworami. Odmawia się nam prawa do wyboru sposobu leczenia, do swobodnego decydowania. Prawa, które gwarantuje nam Konstytucja RP, prawa obywatelskie i prawa pacjenta. NRL traktując nas przedmiotowo ubezwłasnowolnia nas w naszych decyzjach o leczeniu”.

Teraz przełóżmy te słowa na prosty przykład: osoba z zaawansowanym nowotworem słyszy od lekarza, że ten już nic dla niej więcej nie może zrobić. Aby być w zgodzie ze stanowiskiem NRL, powinna… położyć się do łóżka i spokojnie umrzeć.

mis

Artykuł powstał przy współpracy ze Stowarzyszeniem Integralni w Zdrowiu