Takie dodatkowe wynagrodzenie w wysokości 100 proc. otrzymywać powinny osoby zatrudnione w szpitalach II i III poziomu, mające bezpośredni kontakt z pacjentami z podejrzeniem i z zakażeniem wirusem SARS-CoV-2, a także wykonujące zawód medyczny w SOR-ach lub izbach przyjęć, zespołach ratownictwa medycznego oraz pracujące w laboratoriach, z którymi NFZ podpisał umowę na wykonywanie testów w kierunku koronawirusa. Fundusz nie wymaga ewidencjonowania czasu pracy konkretnego pracownika przy pacjentach z COVID-19, jednak wskazuje, że udzielanie takich świadczeń nie może być incydentalne.
Z wypłatą dodatków są jednak problemy. Wielu pracowników ich nie dostało, choć formalnie im się należą. Wskazywano np. na podważanie przez dyrekcję zasadności wypłat czy szczegółowe rozliczanie z przepracowanych godzin. Z ankiety przeprowadzonej przez Porozumienie Rezydentów wynika, że dodatki dostało niespełna 20 proc. medyków. Interweniował w tej sprawie m.in. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL), a jego zespół kryzysowy pomaga w dochodzeniu tych należności. Kontrowersje budzi również zasada, że dodatki nie należą się za pracę w szpitalach I stopnia (to w większości placówki powiatowe), choć tam personel również ma kontakt z zakażonymi.
Reklama
Andrzej Płonka, prezes ZPP, podkreśla, że obowiązujące reguły przyznawania dodatków jedynie wybranym pracownikom medycznym budzą konflikty i różnicują sytuację personelu. – W trakcie epidemii zarówno w oddziale obserwacyjnym, jak i innych oddziałach szpitala wykonywane są świadczenia medyczne u pacjentów z koronawirusem, do czasu przekazania wypisania do domu albo przekazania do innego szpitala – przekonuje.
Dlatego związek zwrócił się do resortu z prośbą o ponowne przemyślenie mechanizmu gratyfikacji dla wszystkich pracowników medycznych walczących z pandemią.