Resort zdrowia chce, aby do każdej szkoły dojechał gabinet dentystyczny. Realizacja planu może stanąć pod znakiem zapytania: problemem jest głównie czas.



Do walki z próchnicą u dzieci minister zdrowia chce użyć dentobusów. Kłopot polega na tym, że pojazdy muszą zostać kupione jeszcze w tym roku – pieniądze z budżetu państwa będą dostępne na ten cel tylko do 31 grudnia.
Sceptyczne samorządy
Reklama
Prezent w postaci dentysty na kółkach, który dojedzie do każdego ucznia, chciało zrobić już kilka samorządów. Niektóre zrezygnowały z pomysłu jeszcze przed rozpisaniem przetargu, np. Warszawa. Jednym z powodów były właśnie komplikacje związane z zamówieniem pojazdu. – Nie ma takiego sprzętu na rynku. A przygotowanie na indywidualne zamówienie to długotrwały proces – mówi Paweł Chęciński, p.o. dyrektora Biura Polityki Zdrowotnej w Urzędzie m.st. Warszawy.
O dentobus dla swoich uczniów nadal walczy Sosnowiec. Ale z doświadczenia tamtejszych urzędników wynika, że szanse resortu zdrowia na realizację planów w tak krótkim czasie są nikłe. Samo przygotowanie specyfikacji (która jeszcze nie jest w pełni gotowa) trwa od stycznia. – Z naszych informacji wynika, że nikt w Polsce wcześniej nie przeprowadził postępowania przetargowego na zakup takiego pojazdu, stąd tak dużo pracy włożyliśmy w przygotowanie istotnych warunków zamówienia – tłumaczy Halina Czapla, naczelnik sosnowieckiego wydziału zdrowia. I dodaje, że dialog techniczny rozwiał część wątpliwości, jednak w toku prac wciąż pojawiają się nowe pytania. – Musimy pamiętać, że pojazd ten musi być w przyszłości zarówno dopuszczony do ruchu, jak i spełniać wszystkie normy sanitarne, by można było w nim bezpiecznie przyjmować pacjentów – podkreśla urzędniczka z Sosnowca. Czy zatem w 3,5 miesiąca można zbudować 16 takich pojazdów? – Z informacji, które teraz posiadamy, wynika, że przybliżony czas realizacji dentobusu, który chce zamówić gmina Sosnowiec, to 6 do 10 miesięcy. Wciąż mówimy o jednym pojeździe, a nie o 16 – dodaje.

Reklama
Producenci chętni, ale...
Postanowiliśmy spytać samych producentów. Większość deklaruje, że bardzo chętnie przystąpiłaby do realizacji zamówienia Ministerstwa Zdrowia. Jednak przy pytaniu o to, czy zdążyliby z jego realizacją do końca grudnia, optymizm gaśnie.
– Czas produkcji zależy od skali przeróbek, jakim miałby zostać poddany pojazd –tłumaczy Mateusz Figaszewski, pełnomocnik zarządu ds. elektromobilności i PR w Solarisie, który zrobił już kilkanaście stacji do poboru krwi na bazie swoich autobusów. I jak przekonuje, mógłby podjąć się wykonania zadania – jednak 16 pojazdów w tym roku nie byłby w stanie dostarczyć. Czas produkcji szacuje na... rok. Nawet gdyby zrezygnować z autobusu, to auta z nadstawką również nie da się szybko zamówić. Najprawdopodobniej pierwszy z dotychczas wyprodukowanych w Polsce mobilnych gabinetów profilaktyki stomatologicznej powstał w 2016 r. Wykonała go niewielka firma motoryzacyjna Azcar. Zamontowany jest w nim fotel i rentgen, co oznacza, że można w nim tylko sprawdzić stan uzębienia. Zabiegów w postaci borowania czy leczenia kanałowego wykonać już nie można.
Jak deklaruje w rozmowie z DGP przedstawiciel Azcaru, ich firma mogłaby zrobić na zamówienie ministerstwa samochód zabiegowy. W tym roku jednak na 16 pojazdów szans nie ma. I wylicza: nawet gdyby firma wygrała przetarg (przeprowadzony z trybie pilnym może trwać minimum 15 dni), około tygodnia potrwałyby konsultacje dotyczące szczegółów: z jakich materiałów ma być stworzony mobilny gabinet, jakie urządzenia mają w nim zostać zainstalowane, jaki ma być układ wnętrza, jak ma wyglądać system przeciwpożarowy czy zabezpieczenia elektryczne. Przed listopadem trudno byłoby rozpocząć prace. Potem trzeba jeszcze zamówić samochody, uzyskać zgodę sanepidu oraz homologacje instytutu transportu, że pojazd po przeróbkach nadaje się do jeżdżenia i jest bezpieczny.
Inna firma CMS, która specjalizuje się w produkcji „pojazdów specjalistycznych w oparciu o samochody bazowe”, deklaruje, że może zrobić każdy pojazd. – Realny termin od rozpoczęcia prac to około czterech miesięcy – przekonuje przedstawiciel firmy Maciej Król. Wszystko jednak zależy od szczegółów, a także od współpracy z firmami, które miałyby dostarczyć sprzęt medyczny.
Czarna dziura
Tak naprawdę nadal nie wiadomo, co chce zamówić resort zdrowia. W ustawie (gwarantującej finansowanie) zapisano jedynie, że dentobusy „umożliwią zapewnienie opieki stomatologicznej dzieciom w mniejszych miejscowościach, gdzie nie ma gabinetu stomatologicznego w szkole ani w najbliższej okolicy”, a także że będą „nowocześnie wyposażone”.
Czy będzie tam fotel, jeżeli tak, to jeden czy więcej, czy będzie można tylko przejrzeć zęby, czy lakować albo zakładać plomby – tego na razie nie określono. Dokładny opis powinien znaleźć się w – zapowiadanej przez ministra zdrowia – ustawie o medycynie szkolnej (opisującej nowe zasady działania opieki medycznej w szkołach). Do wczoraj jednak resort nie przedstawił projektu.
Zdaniem ekspertów trudno ogłaszać przetarg, jeżeli nie jest znany bardziej szczegółowy cel zamówienia niż „poprawa stanu uzębienia dzieci”. Choć problem jest naprawdę poważny – ok. 80 proc. dzieci ma problem z próchnicą.
Przybliżony czas budowy dentobusu to 6 do 10 miesięcy