Pojawienie się nowego wariantu koronawirusa o nazwie Omikron spowodowało, że część krajów zaostrzyła restrykcje, w tym dla podróżujących. Często nie wystarczy już potwierdzający zaszczepienie tzw. paszport covidowy. Od piątku Irlandia wpuszcza do swojego kraju tylko pasażerów z negatywnym wynikiem testu antygenowego lub PCR. Dwa dni wcześniej podobne zasady wprowadziła Portugalia. W Wielkiej Brytanii test trzeba wykonać po przylocie. Izrael do połowy grudnia całkiem zamknął granice dla obcokrajowców. Już pojawiają się pytania, czy mocno poobijana przez pandemię branża lotnicza znowu nie odnotuje dotkliwego ograniczenia liczby podróżnych. – Jak dotąd pojawienie się nowej wersji wirusa nie spowodowało spadku rezerwacji biletów. Nie wprowadzamy cięć w rozkładzie – mówi Michał Kaczmarzyk, szef polskiej spółki córki Ryanaira.
Andrzej Kobielski, wiceprezes współpracującej z tour operatorami linii Enter Air, nie wyklucza, że część osób może się teraz zastanawiać, czy rezerwować z wyprzedzeniem wyjazd turystyczny, czy czekać z tym do ostatniej chwili. – Samo pojawienie się nowej wersji koronawirusa nie powinno zbytnio zniechęcić do podróży. Wystraszyć mogą natomiast same obostrzenia, które poszczególne kraje wprowadzają nieco na wyrost. Procedury bezpieczeństwa są już integralną częścią podróży lotniczej, a podróżujący to są zwykle osoby zaszczepione – mówi Andrzej Kobielski.
Ostatnie miesiące – zarówno letnie, jak i jesienne – są bardzo udane dla tanich linii i dla przewoźników czarterowych. Duża część z nich pod względem liczby podróżnych zbliża się do wyników z 2019 r., czyli sprzed wybuchu pandemii. Ryanair chwali się, że w listopadzie z jego usług skorzystało 10,2 mln podróżnych – to 92 proc. liczby pasażerów z listopada 2019 r. Przewoźnik odnotował też w ostatnim miesiącu bardzo dobre wypełnienie samolotów. Zajętych było średnio 86 proc. foteli. Mimo niepewnej sytuacji epidemicznej spółka zaplanowała w rozkładzie zimowym (od listopada do końca marca) rozbudowaną siatkę połączeń. Liczba oferowanych miejsc będzie o 10 proc. większa niż w rozkładzie zimowym dwa lata temu, czyli w ostatnim okresie przed wybuchem pandemii.
Reklama
Mocne odbicie zanotował też Wizz Air. W listopadzie z jego usług skorzystało prawie 2,2 mln podróżnych, czyli niemal pięć razy tyle, co w analogicznym miesiącu przed rokiem. Jednocześnie udało się osiągnąć 73 proc. wyników z przedpandemicznego listopada 2019 r.
Linie tradycyjne, w tym m.in. LOT, mogą tylko pomarzyć o porównywalnych wzrostach. Wprawdzie nasz narodowy przewoźnik latem też odnotował odbicie w statystykach przewozowych, ale na koniec roku liczba pasażerów będzie mocno odbiegać od tej z 2019 r. Krzysztof Moczulski, rzecznik LOT-u, ostrożnie szacuje, że w tym roku spółce uda się przewieźć ok. 4 mln podróżnych. Dla porównania dwa lata temu udało się przebić poziom 10 mln pasażerów. Takie spadki dla firmy oznaczają spore straty, bo np. musi ona płacić spore raty leasingowe za samoloty, które w znaczącej części nie są wykorzystane.
Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, w rozmowie z DGP wskazuje, że linie tradycyjne mają znacznie trudniej, bo w dużej mierze nastawione były dotąd na ruch biznesowy. – Raczej już nic nie powstrzyma odbudowy segmentu turystycznego czy tego związanego z odwiedzaniem rodzin i znajomych. Natomiast wciąż jest mało podróży służbowych. Firmy w dużej mierze przestawiły się na kontakty online. Nie chcą też wysyłać w podróż pracowników, bo może to nieść za sobą ryzyko zakażenia – mówi Piotr Samson. Dodaje, że tradycyjne linie wciąż nie mogą też przywrócić wielu połączeń długodystansowych. – Wprawdzie otworzyły się już Stany Zjednoczone, ale nadal zamknięta dla Europejczyków jest większość krajów azjatyckich. Taka sytuacja może utrzymywać się jeszcze w 2022 r. – dodaje Samson. LOT swoją strategię rozwoju w dużej mierze opierał zaś na połączeniach na Daleki Wschód – m.in. do Chin, Indii, Korei Południowej czy Japonii.
Marek Serafin z portalu Pasazer.com, były dyrektor LOT-u ds. siatki połączeń, ocenił w czasie zeszłotygodniowej konferencji „Lotnictwo nowej generacji”, że sytuacja branży lotniczej wciąż jest trudna. – Największy optymizm jest po stronie tanich przewoźników. To oni mają teraz największe zamówienia na nowe samoloty i grają na przejęcie dużej części rynku. Tradycyjne linie muszą się przygotować na ciężkie czasy – podsumował.