Na reformę kolei mieliśmy 20 lat. Skończyło się katastrofą. Wciąż przynosi straty i odstręcza pasażerów. Nie potrafiliśmy nawet wykorzystać szansy, jaką dały nam miliardy płynące z Brukseli
Próby reformowania kolei przyniosły porażkę. Stan większości wagonów i dworców jest tak zły, czas przejazdu tak długi, że z pociągów korzystają tylko ci, którzy naprawdę muszą. Z każdym rokiem powiększa się też przepaść między ilością towarów przewiezionych drogami a tymi, które są transportowane koleją. Taki jest bilans dwóch dekad blokowania reform przez związki zawodowe, nieudolnego zarządzania PKP oraz nieumiejętności wykorzystania unijnych pieniędzy. Co gorsza, dobra koniunktura się kończy: z powodu kryzysu kraje UE chcą w nowym budżecie Wspólnoty (2014 – 2020) znacząco ograniczyć dotacje na rozwój nowych krajów członkowskich. A coraz większa sieć autostrad i dróg ekspresowych stwarza alternatywę, z którą polskie koleje wkrótce nie będą w stanie konkurować.

W latach 2007 – 2013 mamy do dyspozycji 5,3 mld euro na modernizację kolei. Wydatki są jednak niższe niż na drogi