Gminy obawiają się rosnących kosztów dowozu uczniów. Niektóre już teraz sięgają po dopłaty z funduszu pekaesowego, które wykorzystają dopiero we wrześniu.
O pieniądze z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych wnioskują samorządy, które organizują transport publiczny dla wykluczonych komunikacyjnie mieszkańców. Muszą zabezpieczyć środki w budżecie, by zapewnić minimum 10 proc. wkładu własnego oraz zawrzeć umowę z operatorem przewozów. Linia, na którą wyjadą autobusy z dopłatą do kursów, musi być nowa lub przywrócona (niefunkcjonująca przynajmniej przez trzy miesiące przed wejściem w życie ustawy – w lipcu 2019 r.) i deficytowa. Dopłaty mają wspierać kursy, których obsługa jest nieopłacalna dla komercyjnych przewoźników.
Po pierwszym tegorocznym naborze okazało się, że samorządy złożyły wnioski na łączną kwotę 59 mln zł. Natomiast w 2020 r. pula środków do rozdysponowania to 800 mln zł. Dlatego, gdy epidemia uderzyła w przewoźników komercyjnych, do czego przyczyniło się zamknięcie szkół, odpływ pasażerów oraz limity osób w pojazdach, pojawiły się apele do Ministerstwa Infrastruktury, by usprawnić korzystanie z funduszu i uwolnić dostępne w budżecie środki. Resort zdecydował się na podniesienie dopłaty do wozokilometra z 1 zł do 3 zł, co miało zmobilizować samorządy. Drugi nabór na nowych, korzystniejszych zasadach zakończył się w maju.