W tym tygodniu posypią się pierwsze sankcje za nieterminowe zgłoszenie sprzedaży lub zakupu samochodu. Kierowcy, którzy się zagapili, mogą zostać ukarani nawet 1 tys. zł
Reklama
Nowe zasady obowiązują od 1 stycznia. Artykuł 140mb ustawy – Prawo o ruchu drogowym wprowadza kary pieniężne na właścicieli pojazdów, którzy nie zgłoszą zbycia lub nabycia pojazdu (już zarejestrowanego na terytorium RP) w ciągu 30 dni od daty zawarcia transakcji. Karze podlegać mają też posiadacze pojazdów (nie nowych), którzy nie dokonają ich pierwszej rejestracji w Polsce w ciągu 30 dni od przywozu pojazdu z innego państwa UE. (Trzeba pamiętać, że rejestracja czy przerejestrowanie auta nie jest jednoznaczne z zawiadomieniem o zbyciu lub nabyciu).
Z danych Samar wynika, że w 2019 r. w Polsce zarejestrowano ponad 555 tys. nowych samochodów osobowych. Do tego dochodzi 1 mln używanych, sprowadzonych z zagranicy. Nowe przepisy mają zdyscyplinować kierowców, czego efektem ma być „poprawa warunków legalnego obrotu pojazdami” i jakości danych w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców.
Mija miesiąc od wejścia w życie tych przepisów. To oznacza, że w rozpoczynającym się tygodniu urzędnicy zaczną nakładać pierwsze kary na tych, którzy kupili lub sprzedali samochód na początku stycznia i nie poinformowali o tym wydziału komunikacji.
Kierowcy szybko powinni więc nadrobić zaległości. Muszą się jednak przygotować na spore kolejki w urzędach. Te pojawiły się zresztą już wcześniej. – Szturm wynikał z dwóch powodów – mówi Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich. – W związku z brakiem kampanii informacyjnej ze strony rządu ludzie nie wiedzieli, czy mogą być ukarani za to, co miało miejsce w przeszłości, czy za to, co dopiero się stanie. Dlatego mieliśmy zalew osób, które zgłaszały nam sytuacje sprzed nawet 3–5 lat. Drugi powód wynikał z tego, że jak dotąd obowiązek zgłaszania zbycia lub nabycia samochodu przez firmy zajmujące się zawodowo obrotem pojazdami de facto nie był realizowany. Obecnie podmioty te zaczęły ten obowiązek spełniać – dodaje Kubalski.
Największy problem dotyczy jednak tego, jakiej kary powinni się spodziewać spóźnialscy. Przepisy mówią o kwocie od 200 do 1000 zł. Ale nie precyzują, od czego ma zależeć jej wysokość.
Ministerstwo Infrastruktury (MI) rozesłało do wszystkich organów rejestrujących pojazdy wytyczne i interpretacje prawne. Wynika z nich, że przy ustalaniu wysokości kary lokalni urzędnicy powinni wziąć pod uwagę zakres naruszenia, jego powtarzalność oraz korzyści finansowe z tego wynikające.
Na te same kwestie zwraca uwagę Grzegorz Kubalski. – Na szkoleniach sugeruję, by uwzględnić dwa czynniki. Po pierwsze, czy ktoś uzyskał korzyść wynikającą z faktu niedopełnienia obowiązku. Bo jeśli np. ktoś nie zarejestrował samochodu sprowadzonego z kraju UE i sprzedał go dalej, to oszczędził ok. 280 zł z tytułu opłat, których nie poniósł przy rejestracji pojazdu. Wymierzanie kary 200 zł w tym momencie byłoby nieracjonalne, bo oznaczałoby to, że bardziej opłacało się złamać przepis niż się do niego dostosować – wyjaśnia. Drugie zalecenie dotyczy, jak mówi Kubalski, pewnej „powściągliwości” w zakresie wysokości kary. – Przepisy nakazują karać w zależności od skali i powtarzalności naruszenia. Z powtarzalnością będziemy mieli do czynienia wtedy, gdy po pierwszym ukaraniu ktoś zrobi ponownie to samo. Z kolei ze skalą naruszenia będziemy mieli do czynienia wówczas, gdy będziemy wiedzieć, jak długo właściciel pojazdu uchybił obowiązkowi rejestracji pojazdu. Na dziś w obu przypadkach mamy stan wyjściowy, dlatego na razie spodziewałbym się kar bliższych 200 zł, a nie 1 tys. zł – ocenia Kubalski.
Rzecznik resortu infrastruktury Szymon Huptyś podkreśla, że wszczęcie postępowania administracyjnego i podjęcie decyzji o wysokości nałożonej kary pieniężnej należy do wyłącznej właściwości starosty. I przypomina, że właściciel pojazdu może się od decyzji odwołać.
Samorządowcy podjęli się próby załatania, ich zdaniem, dziurawych przepisów. Przygotowali dla MI projekt nowelizacji. Proponują w nim objęcie przepisami kierowców, którzy sprowadzili pojazdy nie tylko z krajów unijnych, i uproszczenie formalności. Ich zdaniem prawidłowo złożony wniosek o rejestrację pojazdu mógłby wyczerpywać obowiązek zawiadomienia o nabyciu, analogicznie byłoby z wnioskiem o wyrejestrowanie w przypadku zbycia. Kolejny pomysł to wprowadzenie opłat za przyjmowanie wniosków od kierowców, co tłumaczą kosztami obsługi. Co jednak zastanawiające, w projekcie ustawy nie dotykają problemu wysokości kar, mimo że sami skarżą się na niejednoznaczne przepisy w tym zakresie. – MI będzie kontynuować współpracę z samorządami i jeżeli zostaną zidentyfikowane kwestie wymagające wyjaśnienia, MI podejmie stosowne działania – odpowiada Szymon Huptyś.