Ambasadorowie krajów członkowskich przegłosowali wczoraj tekst dyrektywy o pracownikach delegowanych. Rozwiązania nie są korzystne dla Polski.
Reklama
To jeszcze jednak nie koniec prac legislacyjnych UE nad nowelizacją dyrektywy dotyczącej delegowania pracowników. Ostateczną decyzję podejmą ministrowie z krajów członkowskich. Głosowanie w Radzie UE zaplanowano na 21 czerwca. Potem decyzję musi jeszcze zaakceptować europarlament.
Przegłosowany wczoraj tekst zawiera bardziej niekorzystne rozwiązania, niż początkowo zakładał projekt przedstawiony przez Komisję Europejską. To wynik rozmów prowadzonych przez trzy unijne instytucje: Komisję Europejską, europarlament i przewodniczącą Radzie UE prezydencję bułgarską. Ponieważ było wiele kwestii, które budziły wątpliwości, ten trilog spotykał się aż osiem razy.
Zgodnie z przegłosowanym wczoraj tekstem dyrektywy skrócony zostanie termin wejścia w życie nowych przepisów. Początkowo pracodawcy mieli mieć czas na dostosowanie się do nowych regulacji co najmniej do połowy 2022 r. Teraz zamiast czteroletniego okresu przejściowego wprowadzono okres dwuletni. Nowe przepisy zaczną więc obowiązywać najszybciej w lipcu 2020 r.
Niesprzyjające polskim pracodawcom będą też przepisy regulujące okres delegowania. Pracodawca będzie mógł wysłać pracownika do pracy w innym kraju członkowskim na rok, z możliwością przedłużenia o kolejne sześć miesięcy. Na takie rozwiązanie naciskała Francja. Pierwotny projekt zakładał dwuletni okres delegowania.
Porozumienie zaostrzyło także przepisy dotyczące układów zbiorowych. Obecnie pracodawca wysyłający pracownika za granicę musi przestrzegać porozumień powszechnie obowiązujących. Po wejściu w życie nowelizacji obowiązywać będą wszystkie układy zbiorowe, które są wiążące w danym regionie lub branży. Rozwiązanie w takim kształcie to twardy orzech do zgryzienia dla pracodawców delegujących pracowników. Dla przykładu: w Niemczech – państwie, które przyjmuje najwięcej pracowników delegowanych – obowiązuje ponad 70 tys. układów zbiorowych.
Jedną z wygranych dla Polski kwestii jest wyłączenie spod przepisów dyrektywy przewoźników. Sektor transportu ma zostać kompleksowo uregulowany w pakiecie drogowym.
Nowela dyrektywy dotknie szczególnie polskich pracodawców, którzy delegują największą liczbę pracowników w UE, rocznie ponad pół miliona. Polski rząd próbował powstrzymać te propozycje, argumentując, że zrównanie wynagrodzenia pracowników delegowanych z tymi pracującymi na miejscu oznacza zwiększenie protekcjonizmu na wspólnym rynku.