W wyniku projektowanej nowelizacji ustawy o transporcie drogowym (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1907 ze zm.) kary dla przewoźników będą wyższe o 30 proc. – alarmują Pracodawcy RP.
Reklama
Na zarządzających przedsiębiorstwem bądź transportem będzie można nałożyć sankcje w wysokości od 200 do 2000 zł także w sytuacji, gdy nie mieli oni wpływu na konkretne przewinienia podległych im osób. O połowę, z 10 tys. do 15 tys., wzrasta maksymalny pułap sumy kar, które mogą być nałożone podczas jednej kontroli drogowej.
Projekt autorstwa Ministerstwa Infrastruktury z założenia ma dostosować polskie przepisy do ubiegłorocznego rozporządzenia Komisji (UE) 2016/403. Jednak zdaniem przedsiębiorców idzie zdecydowanie za daleko. – To klasyczny przykład nadregulacji i tzw. gold-platingu, czyli wstawiania przez kraje członkowskie „autorskich” dodatków do aktów prawnych implementujących prawo unijne. Tymczasem wzorcowy sposób wdrażania prawa europejskiego to model UE+0. Nie ma tu miejsca na żadne dodatki – mówi Arkadiusz Pączka, dyrektor centrum monitoringu legislacji Pracodawców RP. – Nakładanie na przedsiębiorców kolejnych obciążeń, obowiązków i ryzyk jest sprzeczne z deklarowaną przez rząd filozofią ułatwiania prowadzenia działalności gospodarczej – dodaje ekspert.
Z kolei Business Centre Club zwraca uwagę na niekorzystne zmiany w zakresie procedury utraty dobrej reputacji przewoźnika drogowego. Projekt przewiduje, że nawet jedno naruszenie może stanowić podstawę do wszczęcia takiej procedury. – To z kolei może otworzyć drogę do eliminowania uczciwych przedsiębiorców z obrotu gospodarczego przez konkurencję czy też nielojalnych kierowców – mówi Karolina Ciastko, ekspertka BCC ds. krajowego i międzynarodowego transportu drogowego. Dlatego BCC proponuje, by resort złagodził projekt, wzorując się na regulacjach unijnych, które wskazują na konieczność wszczynania postępowań administracyjnych dopiero w sytuacji stwierdzenia powtarzających się bądź poważnych naruszeń.