W ciągu roku do szybkiej sieci internetowej mają być podłączone wszystkie szkoły. O ile do inwestycji zgłoszą się chętni operatorzy.
Reklama
Szerokopasmowa sieć i nauka kodowania – to plan resortów edukacji, nauki i cyfryzacji na rewolucję w polskich szkołach. Plan jest bardzo ambitny: wszystkie 29 tys. placówek mają mieć dostęp do sieci już od początku roku szkolnego 2017/2018. Co więcej, internet ten ma być szybki – o prędkości co najmniej 100 MB, a docelowo nawet 1 GB. Tak aby w szkołach była możliwość sprawnej nauki kodowania.
– I to, jak mawiają Anglosasi, w systemie K12, czyli we wszystkich 12 latach edukacji od podstawówki do szkoły średniej – wyjaśnia Anna Streżyńska, minister cyfryzacji. – Już w najbliższym roku szkolnym wprowadzamy pilotaż nauki programowania. Zgłosiło się do niego 1100 chętnych placówek. Nauczyciele i dyrektorzy są chętni, ale podstawą jest zapewnienie szkołom naprawdę dobrej infrastruktury – dodaje Streżyńska.
A ta zgodnie z planami MC ma powstać dzięki unijnym dotacjom z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, a konkretnie z pierwszego działania na budowę sieci szerokopasmowej do wykluczonych terenów. W ramach najbliższego konkursu, który ma być ogłoszony we wrześniu, każdy operator chętny do budowania takiego internetu będzie zobowiązany do podłączenia na swoim obszarze do sieci wszystkich szkół. – Biorąc pod uwagę cykl inwestycyjny, trzeba założyć, że dla całego kraju, bo oczywiście mogą się pojawić miejsca, gdzie uda się szybciej, potrzeba roku na zakończenie podłączania – dodaje Streżyńska.
Sieć to jednak dopiero początek. Później samorządy mają mieć zapewnioną pomoc. – To jeszcze nie jest do końca dopracowany plan, ale idea jest taka, by przez pierwsze trzy lata koszt utrzymania sieci w szkołach pokrywał budżet państwa. To ma być zachęta, bo przecież takie rachunki, zazwyczaj w granicach 300 zł miesięcznie od szkoły, nie są ogromnym wydatkiem, ale jednak będzie to pewna pomoc – dodaje szefowa resortu cyfryzacji. Łącznie może to kosztować budżet 300 mln zł.
Jak jednak ostrzegają eksperci, te ambitne plany mają kilka poważnych potencjalnych przeszkód. Przede wszystkim obecny stan digitalizacji szkół jest naprawdę słaby. Z ankiet, które MEN i MC przeprowadziły w szkołach, wynika, że blisko jedna trzecia z nich, owszem, jest podłączona do internetu, ale jest on na żenująco niskim poziomie od 2 do 10 MB. To prędkość, która nie wystarcza do wprowadzenia powszechnych lekcji programowania. Co więcej, zakładane przez resorty cele spełnia tylko 1,6 tys. placówek, z czego jedynie 300 ma dostęp do internetu o najwyższej zakładanej prędkości.
Ponieważ plan opiera się na prywatnych inwestorach, zagrożeniem dla całego projektu może być to, że po prostu nie zgłoszą się do inwestycji. Wtedy internetu w szkołach nie będzie, nawet pomimo że MC zarezerwowało na niego blisko 400 mln zł. Już raz taka sytuacja się zdarzyła – z nieoficjalnych danych wynika, że w poprzednim konkursie POPC chętni na inwestycje znaleźli się tylko w 30 proc. wykluczonych obszarów.
– Internet to jedno, ale niemniej ważna jest odpowiednia kadra, która zapewni autentyczną cyfryzację. Ale nie ma co się oszukiwać – by nauczyciele mogli uczyć kodowania, nie wystarczy proste szkolenie. Taki błąd już był popełniony przy okazji „Cyfrowej szkoły”, czyli programu poprzedniego rządu. I tak naprawdę zyskali na nim tylko właściciele hoteli, gdzie się te wszystkie szkolenia odbywały. Zamiast nich konieczne jest kompleksowe wdrożenie nauczycieli do tego nowego zadania, a do tego potrzebny jest konkretny, komplementarny plan – ostrzega Jarosław Kowalski, szef Komitetu Edukacji i Nowych Technologii w Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji.
Tymczasem, jak wskazują międzynarodowe badania, nauczyciele nie garną się do wykorzystywania technologii informacyjno-komunikacyjnych w klasie. Przynajmniej raz w tygodniu komputery wykorzystuje do nauczania 41 proc. pedagogów. Co ciekawe – zdecydowana większość z nich deklaruje, że w domu używa komputerów bardzo często.
– Mamy ogromne zaniedbania infrastrukturalne – połowa szkół nie ma tablic multimedialnych, a w klasach stoi stary sprzęt. Trzeba nauczycielom stworzyć warunki do pracy. Pedagodzy żalą mi się, że umieją korzystać z technologii, ale nie mają jak tego pokazać w klasie – mówi minister edukacji. – Nasz program zakłada też, że wyposażymy szkoły w tablice multimedialne – dodaje Anna Zalewska.
Minister przyznaje jednocześnie, że sprzęt, w który szkoły wyposażano w ramach rządowych programów w latach 2006–2008, dziś już jest przestarzały, a pracę należy tam zacząć od nowa. Co zrobić, żeby ten sam los nie spotkał nowych inwestycji? – Konieczna jest tu współpraca z samorządem. Trzeba przekonać lokalnych włodarzy, że muszą dokonywać inwestycji w swoje szkoły – podkreśla Zalewska.
Tomasz Łukawski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 w Ząbkach, która od lat współpracuje z Microsoftem, przekonuje jednak, żeby do technologii podchodzić z rozsądkiem, bo ona sama nie spowoduje wysokiej jakości nauczania. – Nasi uczniowie mają dostęp do tablic multimedialnych i tabletów, ale traktują to jedynie jako pomoc naukową. Żeby uczyć się o liściach, zdecydowanie lepiej wyjść na podwórko niż zobaczyć prezentację w PowerPoincie – podsumowuje.