Założenia były piękne: łącza 30 Mb/s dla wszystkich Polaków, a 100 Mb/s dla połowy. Jak dotąd tą pierwszą prędkością może się cieszyć tylko co piąty z nas. Drugą – co dwudziesty.
ikona lupy />
Średnia prędkość Internetu szerokopasmowego na świecie w III kw. 2015 r.* / Dziennik Gazeta Prawna
Średnia przepustowość łączy szerokopasmowych w Polsce w ostatnim kwartale to 10,6 Mb/s – wynika z najnowszego raportu „The State of the Internet” amerykańskiej firmy technologicznej Akamai. Średnia globalna to 5,1 Mb/s.
Taki wynik daje Polsce przeciętne 29. miejsce na świecie i równie przeciętne 17. miejsce w Europie. Wyprzedzają nas m.in. Rumunia i Czechy, ale jesteśmy w lepszej sytuacji niż Hiszpania i Francja. W rankingu globalnym rządzi tradycyjnie Korea Południowa (20,5 Mb/s), w europejskim – Szwecja (17,4 Mb/s).
Taki wynik można uznać za dostateczny, bo przy dzisiejszych standardach łącze o przepustowości co najmniej 10 Mb/s to minimum, by wygodnie korzystać z zasobów sieci – płynnie przełączać strony internetowe, pobierać pliki, oglądać wideo w wysokiej jakości. – Średnia prędkość łączy internetowych nie jest u nas taka jak w Singapurze czy Hongkongu, ale pamiętajmy, że są to regiony od wielu lat bardzo wysoce rozwinięte technologicznie – komentuje Jacek Siekaczyński, prezes Green Operator, firmy zajmującej się budową i zarządzaniem siecią szerokopasmowego internetu. I zwraca uwagę, że sytuacja w Polsce znacznie się poprawiła. – Średnia przepustowość wzrosła o 23 proc. rok do roku, co uważam za dobry wynik. Szczególnie jeśli porównamy go do 14 proc. wzrostu rok do roku globalnej średniej prędkości połączenia internetowego – dodaje.
UKE wyliczył, że na koniec u.br. niemal połowa łączy stacjonarnych w Polsce (ok. 45 proc.) miała przepustowość 2–10 Mb/s. W przedziale 10–30 Mb/s mieści się niespełna co czwarte, a w przedziale od 30 do 100 Mb/s – ponad 20 proc. Internet o prędkości powyżej 100 Mb/s oferuje nieco ponad 5 proc. łącz.
Tymczasem wciąż wiszą nad nami wyśrubowane wymogi unijnej Agendy Cyfrowej, która zakłada, że do 2020 r. każdy mieszkaniec Polski ma być w zasięgu łącza o prędkości co najmniej 30 Mb/s, a połowa – powyżej 100 Mb/s.
Sytuacja w Polsce jest lepsza, niż się z pozoru wydaje. UKE nie zdążył jeszcze policzyć inwestycji z 2015 r. – A to właśnie w bieżącym roku przeprowadzono największe inwestycje w zakresie budowy szkieletowych sieci szerokopasmowych. Na efekty w postaci dostępności dla użytkowników końcowych musimy jeszcze poczekać 1–2 lata – mówi Jacek Siekaczyński.
W 2014 r. sieci światłowodowe w Polsce rozciągnęły się o 15 proc. – do prawie 315 tys. km. – W zeszłym roku przyrost sięgnął 7,1 tys. km, co i tak znacznie przekroczyło założenia. W bieżącym roku tylko przez trzy kwartały położono już 30 tys. km światłowodów – zaznacza Siekaczyński. W tym roku ukończono sieci regionalne, m.in. w województwach podkarpackim, świętokrzyskim czy lubelskim.
Akamai w swoim raporcie ze względów metodologicznych nie uwzględniła internetu mobilnego, co może zaniżać faktyczny stan polskich łączy. Internet mobilny jest trudny do zmierzenia, gdyż przepustowość łączy ulega zmianie np. w związku z liczbą osób, które z niego korzystają w danym momencie, czy oddalenia od stacji bazowej.
Ale internet mobilny przeżywa w Polsce rozkwit. Mamy ponad 7 mln abonentów sieci stacjonarnej i niemal 6 mln mobilnej. Penetracja usługami mobilnymi przekracza 80 proc., a to znacznie powyżej unijnej średniej (66,7 proc.). Polska zajmuje 5. miejsce w Europie. W przypadku penetracji usługami stacjonarnymi ciągniemy się w europejskim ogonie – 22,7 proc. w Polsce przy średniej UE niemal 31 proc. Zwiększa się też skala biznesu związanego z mobilnym dostępem do sieci. Rynek internetowy w Polsce wygenerował przychody przekraczające 5 mld zł w zeszłym roku, co trzecia złotówka to przychody z internetu mobilnego.
Inwestycje w internet mobilny mają odciążyć stacjonarną infrastrukturę, poprawić przepustowość łączy w Polsce i pokryć słabo zaludnione obszary kraju, gdzie nie opłaca się inwestować w infrastrukturę stacjonarną. Między innymi dlatego Andrzej Halicki, minister cyfryzacji w poprzednim rządzie, przy poparciu regulatora zakończył aukcję na częstotliwości LTE, choć telekomy głośno tę decyzję oprotestowały. W czasie aukcji zebrano ponad 9 mld zł. Choć Polkomtel i T-Mobile złożyły wnioski o unieważnienie konkurencji, jest mało prawdopodobne, by UKE się do nich przychylił. Regulator przyznaje obecnie decyzje rezerwacyjne, a jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, inwestycje rozpoczną się w przyszłym roku.