Resort cyfryzacji wyciąga rękę do strony chińskiej – nadal jednak nie wiadomo, co w niej trzyma.
Ustalając kryteria oceny ryzyka dostawców – m.in. sprzętu i oprogramowania do budowy sieci piątej generacji – Polska w nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) przyjęła ostre stanowisko wobec chińskiego giganta Huawei. Teraz rząd wykonuje gesty wskazujące na ocieplenie – ale unika jasnych deklaracji.
Projekt KSC, jaki we wrześniu przedstawiło Ministerstwo Cyfryzacji – obecnie to część Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – przewiduje, że Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa z premierem na czele będzie oceniać dostawców sprzętu telekomunikacyjnego m.in. przez pryzmat praw obywatelskich i praw człowieka w państwie, z którego pochodzą. Od firm, które zostaną uznane za stanowiące wysokie ryzyko, nie będzie wolno kupować nowych urządzeń, a już posiadane trzeba będzie wymienić w ciągu pięciu lat. Powszechnie odczytano to jako wykluczenie z rynku Huaweia. Chińska firma przedstawiła opinię prawną dowodzącą, że projekt KSC może naruszać prawo polskie i unijne.
Reklama
Krytycznie o proponowanych przepisach wypowiedziały się także środowiska biznesowe, a nawet część rządu. „Mechanizm oceny ryzyka powinien dotyczyć sprzętu i oprogramowania wchodzącego w skład infrastruktury krytycznej oraz opierać się przede wszystkim na wymaganiach technicznych, a nie geopolitycznej charakterystyce dostawcy” – stwierdziła np. Konfederacja Lewiatan.
Tego samego chciało Ministerstwo Sprawiedliwości. Wskazywano też na wysokie koszty usuwania sprzętu. W przypadku największych telekomów to setki milionów złotych, ale i mniejsze firmy musiałyby ponieść wydatki odczuwalne dla swoich budżetów.
Złagodzenie projektu KSC pozwoliłoby uniknąć tych kosztów. Jak podała Wirtualna Polska, resort cyfryzacji zaproponował Chinom dialog o współpracy w dziedzinie cyfryzacji. Ministerstwo potwierdziło te informacje i przekazało portalowi, że zaproponowało stronie chińskiej „podpisanie trzech porozumień o współpracy”, lecz dla dobra negocjacji nie może podać szczegółów. Wcześniej na posiedzeniu sejmowej komisji spraw zagranicznych pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa Marek Zagórski deklarował dalszą dyskusję o KSC. Czy te sygnały zapowiadają, że rozważane jest przesunięcie uwagi z dostawcy na sprzęt i dopuszczenie Huaweia do budowy polskiego 5G? Resort cyfryzacji nam nie odpowiedział.
– Mleko się już rozlało, popełniono gigantyczny błąd. Nastąpiła kuriozalna polityzacja cyberbezpieczeństwa – komentuje Janusz Piechociński, prezes Izby Przemysłowo-Handlowej Polska–Azja, były wicepremier i minister gospodarki. – Patrzę na to z przerażeniem, bo uruchomiliśmy wiele zapalników, które nie rozwiązują żadnego problemu, a tylko mnożą zagrożenia. Postawienie premiera na czele Kolegium oceniającego ryzyko i wpisanie do ustawy kryteriów politycznych dowodzi zerowego pragmatyzmu i odpowiedzialnej racjonalności – mówi. – Przecież jeśli nie chcemy kupować sprzętu od firmy z jakiegoś kraju, którego np. ustrój nam nie odpowiada, można osiągnąć taki efekt bez demonstracyjnej stygmatyzacji partnera i narażania innych obszarów współpracy. Dla stosunków międzynarodowych jest dużo lepiej, gdy takie decyzje podejmują komisje przetargowe, a nie szef rządu i jego ministrowie – argumentuje.
– Musimy się zdecydować, czy chcemy rozgrywać tę sprawę jako członek Unii Europejskiej, członek NATO, czy jako lotniskowiec polityki jednego z kandydatów na prezydenta USA. Mądrzy politycy powinni unikać zagrożeń. Sąsiednie kraje też są przecież w NATO i UE, ale podchodzą do wyzwań racjonalnie i pragmatycznie. Na przykład Węgry, które są najlepszym sojusznikiem prezydenta Trumpa, jak mawia premier Orbán, a jednocześnie przyjęły ponad 5 mld dol. chińskich inwestycji – podkreśla Piechociński.