Co najmniej jedną czwartą konsumpcji kosztowała w marcu polską gospodarkę walka z koronawirusem.
Zamknięcie całych sektorów usług i zatrzymanie Polaków w domach musiało skończyć się spektakularnym spadkiem wydatków konsumpcyjnych. Potwierdzają to pierwsze dane z rynku – na razie pokazujące skalę spadku transakcji, w których konsumenci płacili za pomocą kart płatniczych. Szczegółowych informacji udzielił największy krajowy bank, czyli PKO BP. Porównując wartość i liczbę transakcji z pierwszego tygodnia marca, gdy gospodarka funkcjonowała jeszcze normalnie, z tygodniem czwartym, gdy obowiązywały już obostrzenia, ekonomiści banku uzyskali wartość „luki konsumpcyjnej” spowodowanej przez kwarantannę i zamknięcie sklepów i punktów usługowych.
– Porównanie ostatnich siedmiu dni marca z pierwszym tygodniem wskazuje na ubytek rzędu 23 proc. – mówi Urszula Kryńska z PKO BP.
Reklama
Skutki nie wszędzie są jednakowe. Z danych banku wynika, że wartość transakcji w sklepach odzieżowych i obuwniczych pod koniec marca spadła o ok. 90 proc. wobec wartości transakcji z pierwszego tygodnia, w gastronomii o mniej więcej 75 proc., a w hotelach spadek był ponad 90-procentowy.

Reklama
Obserwacje PKO BP potwierdzają dane od firmy eService, jednej z liderów na polskim rynku terminali płatniczych. – W handlu najwięcej straciły ubrania i obuwie. Sklepy tych branż musiały w większości zawiesić działalność i ich obroty spadły w zasadzie całkowicie – mówi Witold Siekierzyński z eService. Zwraca uwagę, że udział transakcji bezgotówkowych w transakcjach ogółem mógł wzrosnąć w czasie pandemii ze względu na ich większe bezpieczeństwo higieniczne. Część klientów mogła zrezygnować z płacenia gotówką na rzecz płacenia bezdotykowego. – Oznacza to, że rzeczywiste spadki obrotów mogą być większe – dodaje.
Z informacji od eService wynika, że duże spadki zanotowały drogerie (o 53 proc. mniejsza liczba transakcji w ostatnim tygodniu marca w porównaniu z pierwszym, pod względem wartości 52-proc. spadek). Nieco mniej straciły sklepy z elektroniką (spadki o blisko 43 proc.). O niemal 30 proc. zmalała liczba transakcji na stacjach paliw. – Wartość transakcji w sklepach spożywczych w zasadzie się nie zmieniła. Spadła za to o ponad 21 proc. ich liczba. Pokazuje to, że ludzie robią zakupy spożywcze rzadziej, ale jednorazowo kupują więcej – mówi Witold Siekierzyński.
Pogrom nastąpił w usługach. W sektorze HoReCa (hotele, restauracje i catering) spadki wyniosły prawie 80 proc. Usługi fryzjerskie i kosmetyczne, kiedy mogły jeszcze funkcjonować, odnotowały dziesięciokrotnie mniej transakcji, co przełożyło się na spadek wartości transakcji wynoszący 88 proc. Załamał się transport: tu eService odnotował 75 proc. mniej płatności za bilety kolejowe czy za przejazdy taksówkami na swoich terminalach. Pod względem wartości obrót spadł o 91 proc. – W najtrudniejszej sytuacji znalazła się branża rozrywkowa, czyli kina, muzea czy teatry. Liczba i wartość realizowanych przez nie transakcji spadła w zasadzie do zera – podkreśla Witold Siekierzyński.
Sprzedaż usług nie mogła przenieść się do internetu. E-commerce łagodzi za to spadek obrotów w niektórych sklepach stacjonarnych. Wskazują na to dane Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu Blik, porównujące marzec z poprzednim miesiącem. W sklepach internetowych ze sprzętem RTV i AGD liczba operacji opłaconych Blikiem wzrosła o 270 proc. W internetowych sklepach z chemią domową liczba transakcji była większa o 216 proc., w perfumeriach o 81 proc. – To, że e-commerce na razie zyskuje kosztem konsumpcji tradycyjnej, było do przewidzenia, ale pytanie, jak długo to się jeszcze utrzyma. Teraz ludzie boją się kupować w tradycyjnych sklepach, ale mają jeszcze pracę. Gdy wystąpi już negatywny efekt na rynku pracy, skutek będzie taki, że wszystkie wydatki na dobra trwałe i półtrwałe zostaną zawieszone – mówi Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku.
Ta instytucja na podstawie swoich wewnętrznych danych wylicza, że w marcu kwarantanna doprowadziła do wyparowania jednej trzeciej konsumpcji, i przewiduje, że taki stan się będzie utrzymywał. W II kwartale ma ona być mniejsza aż o 18 proc. w porównaniu do stanu sprzed roku. Prognozy innych ekonomistów też są pesymistyczne; Ernest Pytlarczyk z Pekao i Grzegorz Maliszewski z Banku Millennium spodziewają się 14-proc. spadku.
– Drugi kwartał będzie najgorszy, potem nastąpi stopniowe odbicie, ale nie będzie to szybki proces, bo część sektorów, jak gastronomia, rozrywka czy turystyka, będzie podnosić się bardzo długo po tym ciosie – mówi Grzegorz Maliszewski.