Informację o tym, czy dana gmina przystąpiła do sprzedaży węgla, można znaleźć w Biuletynie Informacji Publicznej. Termin na ogłoszenie komunikatu w tej sprawie minął 8 listopada. Od tego dnia w samorządach ruszyły przygotowania do zakupu i odbioru węgla od wyznaczonych spółek Skarbu Państwa. Gminy płacą za niego po 1,5 tys. zł za tonę, a następnie mogą sprzedać go uprawnionym mieszkańcom (czyli tym, którzy mają prawo do uzyskania dodatku węglowego lub już go otrzymali) za maksymalnie 2 tys. zł za tonę.
Chociaż preferencyjna sprzedaż węgla nie jest obowiązkowa i budziła wiele wątpliwości organizacji samorządowych, to zdecydowana większość gmin zdecydowała się na ten krok.
Reklama
- Negatywnie wypowiadaliśmy się na ten temat, ponieważ nie jesteśmy od realizacji takich zadań. Podjęliśmy jednak to wyzwanie, ponieważ wytworzyła się presja społeczna - tłumaczy Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica (województwo pomorskie).
Od początku lokalni włodarze podkreślali, że gminy nie mają narzędzi do przeprowadzenia tego rodzaju operacji i nie chcą stwarzać konkurencji dla przedsiębiorców działających na danym rynku. W efekcie większość samorządów zdecydowała się na współpracę z wyspecjalizowanymi podmiotami działającymi na ich terenie, co w niektórych przypadkach pozwala również na ograniczenie ostatecznej ceny.

Reklama
- Chcemy pomóc mieszkańcom, ale gmina nie jest w stanie nauczyć się handlu węglem w tak krótkim czasie, dlatego będziemy współpracować z doświadczonym składem opału. Myślę, że w skali kraju samodzielnie tego zadania podejmie się nie więcej niż 10-15 proc. gmin - ocenia Anna Grygierek, burmistrz Strumienia (województwo śląskie).
Zainteresowanie preferencyjnym zakupem na razie nie jest duże, ale wójtowie przewidują, że może się zwiększyć po pierwszych dostawach, jeśli jakość węgla będzie na odpowiednim poziomie.

Gmina kupuje, firma obsługuje

Ustawa o zakupie preferencyjnym paliwa stałego dla gospodarstw domowych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 2236) daje gminom możliwość przeprowadzenia całego procesu, opierając się na własnych zasobach. Nie wszędzie jednak jest to możliwe.
- Jesteśmy gminą typowo wiejską, z 12 miejscowościami, nie mamy spółki. Jest jednak na naszym terenie przedsiębiorca, który profesjonalnie zajmuje się handlem opałem, doszliśmy więc z nim do porozumienia - podkreśla Waldemar Nalazek, wójt gminy Osiecznica (województwo dolnośląskie).
We współpracy ze Związkiem Gmin Wiejskich RP udostępnił on samorządowcom wzór umowy na transport i dystrybucję węgla pomiędzy gminą a podmiotem zewnętrznym. Zawarcie takiej kompleksowej umowy nie oznacza jednak, że gmina wyzbywa się wszystkich obowiązków - musi przede wszystkim oszacować zapotrzebowanie na węgiel, a następnie koordynować cały proces.
- Podpiszemy umowę z lokalnym kwalifikowanym dostawcą węgla, ale zaangażowanie pracowników gminy w cały proces będzie duże, zwłaszcza jeśli chodzi o weryfikację wniosków, potwierdzenie wpłat od mieszkańców i logistykę. Chodzi o to, żeby szło to płynnie - wskazuje Anna Grygierek.
W niektórych przypadkach, tak jak w Proszowicach (województwo małopolskie), współpraca z prywatnymi firmami ograniczy się do transportu węgla.
- Sprzedawać będziemy sami, mamy przygotowany punkt przy oczyszczalni ścieków - wybetonowany plac, na którym będziemy składować węgiel i ładować go na auta. Wodociągi zakupiły już nawet specjalną wagę do ładowarki - mówi Grzegorz Cichy, burmistrz Proszowic i prezes Unii Miasteczek Polskich.
Podczas prac nad ustawą strona rządowa, wbrew apelom samorządów, nie zgodziła się na zagwarantowanie, że punkty odbioru węgla dla gmin będą usytuowane w odległości maksymalnie 100 km. Przedstawiciele Ministerstwa Aktywów Państwowych przekonywali jednak, że punktów będzie wystarczająco dużo i faktycznie na razie odległości nie są dużym problemem - wahają się od kilkudziesięciu do nieco ponad 100 km.
Jest również trzecia opcja. Jeśli jakaś gmina nie zgłosiła się do sprzedaży węgla, taką możliwość zyskała bezpośrednio nie tylko sąsiednia jednostka samorządu terytorialnego, lecz także lokalni przedsiębiorcy z branży. Samorządowcy przyznają, że część ich kolegów nie zgłosiła się do programu, wiedząc już o tym, że zainteresowana nim jest miejscowa firma i to ona przejmie to zdanie.
W takiej sytuacji cena dla mieszkańców może być nieco wyższa, ale nie może przekroczyć 2,2 tys. zł za tonę.

Mieszkańcy boją się o jakość opału

Wstępne szacunki gmin nie wskazują na ogromne zainteresowanie preferencyjną sprzedażą, ale wójtowie, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że może się to zmienić, kiedy program ruszy na dobre i do mieszkańców zacznie docierać węgiel odpowiedniej jakości.
Na razie w urzędach pojawiają się pytania mieszkańców o to, czy można na próbę kupić np. tylko 50 kg węgla. Gminy odrzucają taką możliwość.
- Mamy osoby, które składają wnioski nie na 1,5 t, ale też np. na 0,5 t. Wynika to chyba właśnie z ostrożności, ponieważ do końca nie wiedzą, jaki ten węgiel będzie - wskazuje Anna Grygierek.
Burmistrz Strumienia podkreśla, że mieszkańcom Śląska zależy na tym, żeby węgiel pochodził z lokalnych kopalni, a nie z importu.
- Na razie wszystko wskazuje na to, że tak będzie - dodaje.

Nie zawsze uda się zejść z ceny

Lokalni włodarze chcieliby maksymalnie ograniczyć koszty, aby mieszkańcy finalnie kupowali węgiel poniżej 2 tys. zł za tonę. Dużych różnic w skali kraju jednak nie będzie. na przykład w Osiecznicy cena może się wahać w okolicy 1920-1950 zł za tonę.
Wiele zależy jednak od tego, ile firm z branży działa w danym regionie. Do gminy Strumień zgłosiły się cztery składy, co pozwala na negocjację ceny. Są jednak miejsca w kraju, gdzie nie ma takiej konkurencji. ©℗
Gminy organizują w sprzedaż węgla / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe